czwartek, 23 kwietnia 2015

Światowy Dzień Książki i wspomnienie prywatnej wypożyczalni

O tym święcie czytelniczym przypomniała mi dziś swoim postem Kaye - na blogu Notatnik Kaye.
Wiem o tych wszystkich różnych Światowych Dniach, wiem, że są, ale jak przyjdzie ten konkretny to wylatuje z pamięci (bez przypominajki ani rusz!)

Kaye zadała czytelnikom swojego bloga pytanie "jak wyglądałaby nasza wymarzona bibliotek domowa?"

Podoba mi się taka propozycja, którą pokazała, ale ja dodałabym jeszcze bardzo wygodny fotel z idealnie dopasowaną stojącą lampą wraz z wbudowanym stoliczkiem. Antyczny już dziś model z lat 30-tych.
Takie miejsce do czytania było w dawnym mieszkaniu moich Dziadków, ale też metraż w takich starych kamienicach był zupełnie inny.
Znalazłam zdjęcie podobnej lampy w tym stylu, chociaż tamta miała o wiele większy i bardziej imponujący abażur (chyba z frędzlami)


Dzisiejszy dzień jest dobrą okazją do napisania  o pewnym bibliotecznym miejscu w moim mieście (do czego zabierałam się już dawno).

Chociaż nie mieszkam w samym centrum Łodzi, to jednak wielokrotnie różne sprawy mnie tam prowadzą. Kiedyś to były po prostu wędrówki po ulicy Piotrkowskiej, oglądanie sklepów, a przede wszystkim zaglądanie do każdej księgarni w poszukiwaniu nowych książek.
Teraz to po prostu przechodzenie i odkrywanie ciągłych zmian w wyglądzie ulic, kamienic - zmiany, które podobają mi się, albo nie podobają wcale.

Regularnie znajduję się na ulicy Andrzeja Struga, o której wspominam w poprzednim poście.
Na odcinku między Piotrkowską a Kościuszki byłam w swoim życiu niezliczoną ilość razy.
A najwcześniejsze wspomnienia to czasy licealne, gdy odkryłam w domu pod numerem 3 prywatną wypożyczalnię książek. Wtedy, w czasach najgłębszego PRL-u było to dla mnie niezwykle dziwne zjawisko.  Nie wiedziałam nawet, że może istnieć prywatna biblioteka, do której można przyjść, zapisać się i wypożyczać książki. Oczywiście wtedy jakoś nie skojarzyłam, że trzeba za to zapłacić.
Teraz bardzo żałuję, że nie zainteresowałam się... nie weszłam do środka...
Być może myślałam, że tak będzie zawsze i "jeszcze zdążę".
Ta pewność zastanej rzeczywistości to moja prywatna zmora w odniesieniu do oglądania, utrwalania na zdjęciach, odwiedzania ludzi, rozmów. Nie mieściło mi się w młodej wtedy głowie, ze ten ustrój może nie trwać wiecznie.

O tej nieistniejącej już wypożyczalni znalazłam takie informacje w internecie (cytat z wikipedii):

"Bibliotekę założył w 1898 r. Bronisław Rogowski (inne źródła podają, że założycielkami na jego zlecenie były Janina Kaplińska i Klaudyna Szopska). Pierwotnie mieściła się ona przy ul. Dzielnej 3 (dziś ul. Narutowicza). Rogowscy wyjeżdżając w 1907 r. odstąpili interes siostrom Felicji i Halinie Pieńkowskim. W latach 1932–1937 w bibliotece pracował a Apolonia Michalska.
II wojna światowa przyniosła bibliotece straty, Halina Pieńkowska zginęła pod kołami samochodu, Felicję Pieńkowską wysiedlono, a zbiory biblioteczne wywieziono. Okres wojny przetrwały tylko książki, które posiadali przedwojenni abonenci. W 1945 r. Pieńkowska zaczęła odzyskiwać księgozbiór, weszła w spółkę z Domicellą Iwasieczko i w maju 1945 r. biblioteka została ponownie otwarta.
W chwili otwarcia dysponowała 5000 woluminów. Głównym problemem biblioteki było zajmowanie książek przez cenzurę. W sierpniu 1953 r. władze podjęły decyzję o likwidacji placówki, ale w reakcji na te plany Julian Tuwim napisał w tej sprawie list, dzięki czemu biblioteka nie została zlikwidowana. List jest do dziś przechowywany. W 1957 r. zmarła Felicja Pieńkowska, w 1964 Domicella Iwasieczko, prowadzenie instytucji przejęła Danuta Burska. Ok. 2000 r. czytelnia miała ponad 200 abonentów. W 2004 r. kamienica przy ul. Struga zmieniła właściciela, z powodu wysokiego czynszu placówkę przeniesiono do oficyny przy ul. Piotrkowskiej 82. W wyniku przeprowadzki liczba abonentów spadła: w 2010 r. było ich 40, rok później – 30. To doprowadziło do ostatecznej likwidacji placówki w końcu 2011r. Pozostało tylko 10000 książek.

 Rogowscy zakładając wypożyczalnię zdobywali księgozbiory w twardych oprawach (takie zachowały się aż do kresu istnienia biblioteki). Każda książka miała czarną oprawę i płócienne grzbiety na których złotą farbą olejną stemplowano numery. W księgozbiorze znajdowały się powieści m.in . Lema, Hugo, Dostojewskiego, Szekspira. Biblioteka posiadała też Ostatnie dni Pompejów z 1800 r.

W czasie II wojny światowej księgozbiór został wywieziony. Po zakończeniu wojny ówczesna właścicielka, Felicja Pieńkowska odzyskała zaledwie 5000 woluminów, które posiadali przedwojenni abonenci. W latach 50. XX w. bibliotece groziła likwidacja, księgozbiór cenzurowano, a nawet wyrywano w niektórych książkach strony, które mówiły o przedwojennej arystokracji. Regały zapełniały też romanse (m.in. harlequiny) oraz PRL-owskie kryminały. Dużą część zajmowała beletrystyka,  literatura młodzieżowa, oraz zdobyte przez Rogowskiego książki popularno-naukowe. W końcu znalazły się też książki współczesne."

Motyw prywatnej wypożyczalni znalazłam jak dotąd tylko w powieści Heleny Boguszewskiej "Anielcia i życie", o której pisałam TU 

4 komentarze:

  1. Stoliczek z lampą świetny. kiedyś miałam taki, ale to był taki socjalistyczny, składany nocny.....
    Pierwszy raz słyszę, że takie biblioteki mogły się zdarzać.....
    Tam mogły być na początku perełki, których w zwykłych znaleźć nie można było....cenzura swoje macki wszędzie zarzucała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet z tej krótkiej informacji, jaką podaje wikipedia można wywnioskować, że były tam prawdziwe perełki.
      Bardzo żałuję, że wtedy byłam za smarkata, żeby się zainteresować tą wypożyczalnią.

      Usuń
  2. Jakże mi miło, że spodobał Ci się mój wpis o bibliotekach! Bardzo lubię do nich zaglądać, a jako łodzianka dodam, że również pamiętam tę prywatną wypożyczalnię na Struga. Podobnie jak Ty nigdy do niej nie zajrzałam, a potem mieszkałam już gdzie indziej i jej losy mi umknęły. Dziękuję za wywołanie tego wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam ciągle w pamięci dawniejszą Łódź i tak bardzo żałuję, że tyle obrazów to tylko moje wspomnienia i nie utrwaliłam znajomych miejsc na fotografii. Jestem łodzianką w piątym pokoleniu i mieszkam w jednej dzielnicy całe życie.
      Nic dziwnego więc, że nie mogę się od tych wspomnień uwolnić.
      I nawet nie chcę :)

      Usuń