piątek, 24 kwietnia 2015

Przestaję czytać komentarze - mój prywatny prostest przeciwko głupocie

Nie... to wcale nie chodzi o komentarze na moim blogu.
To komentarze na znajomych blogach doprowadziły mnie do takiego zniechęcenia.
Szkoda mojego czasu i moich nerwów... nie chcę wiedzieć co nie mają do powiedzenia osoby wpisujące się pod postami na odwiedzanych przeze mnie blogach.
Ile jeszcze można czytać nic nie wnoszące zdania, że "nie przeczytam", "nie dla mnie", "może ciekawe, ale nie moje klimaty" itd.
To jednak jeszcze nic  w porównaniu ze stwierdzeniem, które ostatnio przeczytałam - nie podejmowałam dyskusji na tamtym blogu, bo widzę bezcelowość takiej wymiany zdań. Nie przerobi się kogoś, kto ma nadzieję, że wydawca w nowym wydaniu XIX - wiecznej powieści uwspółcześni język.
Rany boskie! na czym ma polegać owo uwspółcześnienie? Ma zmieniać tylko niektóre wyrazy, czy całe zdania? Albo może w ogóle powycinać nudne fragmenty, żeby nowa książka była poręczniejsza w użyciu?
Taki zabieg, o którym pisał Marlow jakiś czas temu - tylko, że tutaj dokonalibyśmy tłumaczenia z polskiego na polski.
Pewnie niektórym czytelnikom, zmęczonym archaiczną polszczyzną (chociaż w tym konkretnym przypadku czyta się ją bardzo dobrze i wcale nie jest nudna dla kogoś czytającego ze zrozumieniem), podobałaby się wersja przerobiona na XXI-wieczny bełkot esemesowy.

I jeszcze jeden kwiatek z komentarzy, który mnie od nich odstrasza:

"książka może być świetna, ale nie za bardzo interesuję się tym" i do tego stały dodatek tzn. link do własnego bloga. Taki lans to bywa prawdziwa plaga - jakoś tak nadchodzi falami zatruwając życie blogerom. I tu bardzo spodobało mi się umieszczenie na jednym z blogów informacji, że takie komentarze z linkami do blogów będą usuwane. Nawet jeśli sam komentarz byłby niezmiernie ciekawy i wartościowy.  Stwierdzenie "mój blog to nie słup ogłoszeniowy" jest jedynym sposobem na ukrócenie takich praktyk, bo niektórzy potrafią wielokrotnie podrzucać takie komentarze z adresem.
Na mnie to akurat działa odwrotnie i nigdy nie zaglądam pod tak nachalnie podawany adres.
No, ale ja w ogóle nienawidzę reklam, więc to reakcja prawidłowa.

O błędach językowych i niechlujnej pisowni wielu komentarzy już nie chcę wspominać.

A na początku swojego książkowego blogowania naiwnie myślałam o pięknych dyskusjach "na temat"...


9 komentarzy:

  1. Podpisuję się Elu pod Twoim wpisem.....ja osobiście staram się zawsze odnieść i do książki o to tekstu o niej.
    A ostatnio coraz mniej komentuję, bo raz nie mam czasu a dwa nie chce wpisywać tych teksów..."przeczytam, czy nie moje klimaty"..bo mnie również te komentarze irytują.
    A poza tym co kiedyś już poruszałaś to brak odpowiedzi...lubię, gdy ktoś odpowiada...
    Sama lubię, jak książka, o której piszę wywołuje dyskusję, ale o nią nie jest łatwo.....cóż blogi to nie klub dyskusyjny jednak.
    Lubię odwiedzać natomiast te blogi, gdzie taka dyskusja się rozwija . Czasem się włączę, czasem nie, ale poczytam komentarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - to dla mnie jest bardziej skomplikowane niż napisałam w poście, ale jakoś nie miałam czasu na rozpisanie się.

      Co jakiś czas zmienia się moja lista czytelnicza - (mam taką w swoim blogowym adresowniku, bo tutaj zajęłaby za dużo miejsca).
      I wykreślam blogi, których autorzy kompletnie ignorują niektóre, podkreślam "niektóre" komentarze. To bardzo przykre, gdy wpisujesz się, na przykład witasz, bo to pierwszy raz na tym blogu, a autor całkowicie to ignoruje odpowiadając jednocześnie na komentarz poniżej.
      Chyba też o tym kiedyś pisałam.

      A dyskusji na blogach coraz mniej - nie wiem z czego to wynika. Pewnie brak czasu, niechęć do odezwania się.
      Są naprawdę wspaniałe, wnikliwe posty o książkach i komentarzy brak.

      I na pewno rodzaj komentarzy w pewnym stopniu zależy od samego bloga.

      Usuń
    2. Tak, masz rację.....trudno na blogach z recenzowanymi nowościami wyprowadzać jakąkolwiek dyskusję poza pozostawieniem na ślad wizyty zdawkowego komentarza.
      Ja już na takie blogi raczej nie zaglądam.
      Szukam wpisów o książkach autorów, których znam i o tych, które kiedyś czytałam.
      Szkoda mi czasu na czytanie opinii o książkach, których czytać nie będę.

      Usuń
    3. Aniu - nie chodzi mi o blogi, których autorzy nazywają zbyt szumnie "recenzenckimi". Na takie strony ja już od dawna nie zaglądam, bo właśnie w większości promują bezkrytycznie nowości, które mnie nie interesują. Te wszystkie różnego rodzaju współczesne czytadła, ale także jakieś fantasy.

      Miałam na myśli posty o książkach ogólnie znanych - przynajmniej z tytułu lub o mniej znanych książkach uznanych pisarzy. Na przykład przy okazji wznowień lub po prostu naszego własnego odkrycia i przeczytania takiej książki.
      Jeśli czytam opinię i wpisuję komentarz to niechże przynajmniej zawiera coś więcej niż dwa wyrazy "nie przeczytam".
      Nawet jeśli nie przeczytam i oznajmiam to całemu światu to uważam, że powinnam jakoś tę swoją wypowiedź rozwinąć.
      Tak jest chyba uczciwie w stosunku do autora bloga, prawda? To nie jest FB, gdzie wszelki ściek hejtowy ma swoje miejsce.
      Jak ktoś ma pisać takie esemesy w komentarzach to niech lepiej wcale się nie odzywa. No, ale tutaj w sieci wielu uważa, że nie musi trzymać się zasad.

      Usuń
  2. Święte słowa El. "rodzaj komentarzy w pewnym stopniu zależy od samego bloga". Powiedziałbym nawet, że stopień ten jest znaczny i wprost proporcjonalny do stopnia nadążania za nowościami i czegoś, co określa się jako, pożal się Boże, współpracą. Na blogach, która na poważnie traktują literaturę tego typu komentarzy, o których piszesz jest jak na lekarstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi miło, że zgadzasz się ze mną!
      Właśnie o to chodzi.

      Usuń
  3. Wobec powyższego ja również chciałabym się przywitać:). Z Autorką, jak też z odwiedzającymi.
    W kwestii komentarzy moje zdanie zasadniczo jest zbieżne, z paroma jednak zastrzeżeniami.
    Przyjęłam zasadę, że odpowiadam na każdy komentarz, obojętnie, czego dotyczy. Nie zawsze czynię to od razu, ponieważ nie dyżuruję tam całodobowo. Nie zżymam się też na takich, którzy chcą mi powiedzieć, że im coś "nie leży", bądź odwrotnie. To moim zdaniem taka żywa reakcja na wpis. Poza tym często sobie tylko żartujemy, dając drobne dowody pamięci i sympatii. Nie stosujemy też ostracyzmu wobec literówek i wszelkiego typu potknięć. To jest niejako "na żywo". Co innego natomiast, gdy idzie o post. Ten wymaga starannej edycji.
    Nie ma sensu specjalnie się "reklamować", bo kto chce - i tak nas znajdzie. Nachalne propozycje wymiany pomijam milczeniem. Małgorzata.
    Jeśli gdzieś strzeliłam literówkę, przepraszam, lecz w tak małym okienku edycja jest trudna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :)
      Ja również nie dyżuruję przy komputerze, bo nie mam na to czasu. Najczęściej siadam wieczorem, więc też nie zawsze mam siłę na konstruktywne myślenie.
      Odpowiadam na wszystkie komentarze - niezależnie od tego, czy jego autor zgadza się ze mną, czy nie zgadza. Zawsze chętnie podejmuję dyskusję, ale w jednak w pewnych ramach. Nie uznaję chamskich wypowiedzi, więc te od razu wyrzucam.
      Można kłócić się najbardziej zażarcie, ale nie obrażając drugiej strony i z zachowaniem kultury języka.

      Natomiast brak odpowiedzi bardzo mnie zraża. To jest już ewidentne lekceważenie czytelników bloga, a szczególnie przy wybiórczym odpowiadaniu. To takie dzielenie czytelników na lepszych i gorszych. Właśnie po raz kolejny mnie to spotkało. Odnalazłam ciekawego bloga, wpisałam się zaznaczając, że to mój pierwszy komentarz i ... całkowite pominięcie przez autorkę.
      A odpowiedziała na komentarz, który ktoś widocznie "lepszy" wpisał tuż pod moim. Kiedy pod następnym postem mój komentarz również został potraktowany jak powietrze, to mi wystarczyło, żeby to miejsce opuścić. Ja naprawdę nie oceniam siebie, aż tak wysoko i nie wpadam w samouwielbienie na widok własnych tekstów, ale przyznasz, że jest to niemiłe?

      Natomiast nigdy nie wytykam innym ich błędów językowych publicznie. Jeśli trafiam na takie w poście lub w tytule wtedy piszę prywatną wiadomość do autorki (najczęściej czytam damskie blogi) i w żartobliwej formie zwracam na to uwagę.
      A już nigdy "nie czepiam się" błędów w komentarzach, to mnie się też zdarza i wtedy muszę pisać drugi komentarz z poprawką, tak szybko naciskam ten nieszczęsny "enter".
      Chociaż szybkie tempo nie usprawiedliwia pisania "Polska" lub nazwisk pisarzy z małej litery.

      Usuń
    2. W zasadzie się z Tobą zgadzam:). No, może prócz ostatniego zdania. Dopuszczam poprawkę w następnym komentarzu. Mała litera może nam spontanicznie wyjść spod klawiatury z różnych, nawet i czysto manualnych względów:).
      Nie zawsze jesteśmy lubianymi gośćmi - na to już rady nie ma. Nasze komentarze mogą autorowi czy innym odwiedzającym nie odpowiadać merytorycznie. Pozostaje nam tylko pogodzić się z tym, bądź opuścić niegościnne forum.
      Czasami warto "przeczekać", co swego czasu było i moim osobistym doświadczeniem.

      Usuń