środa, 29 kwietnia 2015

Niedziela z obrazami (i nie tylko) - (29) - w Muzeum Narodowym w Warszawie

Bez wcześniejszych planów nagle wybraliśmy się z mężem do Warszawy  na wystawę obrazów Olgi BoznańskiejChęć obejrzenia tej wystawy wyrażona niespodziewanie przez męża była dla mnie zaskoczeniem, bo nigdy jakoś nie szczególnie  nie wyrażał swojego zainteresowania wizytami w muzeach sztuki. Chociaż w ciągu naszych wspólnych lat "zaliczyliśmy" naprawdę sporo miejsc muzealnych, zawsze miałam wrażenie, że biedaczek czuje się zmuszany.

Każdy wyjazd do Warszawy wiąże się dla nas z kosztami, które nie są dla nas czymś mało znaczącym. Niestety... tak cienko przędzie "inteligencja pracująca", a jeszcze gorzej jej część emerytalna.

Skoro jednak wycieczka doszła do skutku chcieliśmy w samym muzeum zobaczyć jak najwięcej. Wczesny wyjazd nie uchronił nas przed stratą czasu na znalezienie wolnego miejsca parkowania, więc po wejściu do budynku czekała nas do odstania spora kolejka do kasy (ponad 100, jak policzył z nudów jakiś młody człowiek). Ale tu nam się udało, bo akurat ktoś miał do odstąpienia bilety nabyte omyłkowo nie do tej części muzeum. Wychodząc po kilku godzinach zobaczyliśmy w korytarzu mniejszy tłum oczekujących, więc wydawało się nam, że liczba chętnych spadła.
Ale po wyjściu na zewnątrz okazało się, że wręcz przeciwnie...
Początek kolejki zewnętrznej...

... ciąg dalszy...


Jak pocieszający jest taki widok! Długa kolejka spragnionych estetycznych doznań, którzy jeszcze chcą za nie płacić...

W ciągu tych krótkich kilku godzin wspaniale naładowałam się doznaniami bezpośredniego kontaktu ze sztuką. Oprócz wystawy obrazów Olgi Boznańskiej odnalazłam te wszystkie dobrze znane i lubiane obrazy, które przez lata oglądałam w albumach.  Jaka to przyjemność móc zobaczyć je w naturze!...


W takich chwilach prawie przechodzą mnie owe słynne dreszcze jakie były udziałem bohaterek L.M.Montgomery. Szczególnie nastawiłam się na polskie  malarstwo XIX i obrazy malarzy holenderskich.
Osobny wpis poświęcę  swoim wrażeniom z Galerii Sztuki Średniowiecznej, której szczególnie rzeźba zawsze mnie zachwyca


Poznałam też sporo dzieł, o których wcześniej nie wiedziałam.
Teraz tylko potrzeba czasu, czasu i jeszcze raz czasu, żeby odnaleźć każdy z nich, poczytać o autorze, poznać historię obrazu...



 




2 komentarze:

  1. Zazdroszczę Ci Elu tylu doznań estetycznych naraz.
    Ja mam nadzieję wybrać się do galerii w Krakowie, w której byłam dawno temu a do dzisiaj pamiętam niektóre obrazy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - naprawdę to było przeżycie :)
      A mnie z kolei do Krakowa jest już teraz za daleko, chociaż chciałabym. Byłam w sumie dwa razy i to wiele lat temu.
      Tak w ogóle to chciałabym bardzo pojeździć po Polsce, bo tyle jest ciekawych miejsc do zwiedzania.
      Może chociaż do tych najbliższych się uda - na takie wypady jednodniowe.
      A w samej Łodzi ile mam do obejrzenia!

      Usuń