wtorek, 17 marca 2015

"Boska" - Teatr Telewizji reaktywacja

Dawno, dawno temu...  poniedziałek w telewizji polskiej  był dniem Teatru.  W pewnym momencie  nagle przestał, ku wielkiemu żalowi wiernych widzów. Ale z nimi nikt się nigdy nie liczył i nie pytał o zdanie. Decyzje programowe podejmują władze telewizyjne - pewnie tylko dla siebie samych.  I w ten sposób pozbawiono nas kolejnej możliwości obcowania ze sztuką, z dobrą grą aktorską - ogólnie  z programem dla myślących widzów. 

W ubiegłym roku wrócił Teatr Teewizji na żywo.
Jednak radość oczekiwania była przedwczesna - nie dano nam zbyt wielu dobrych premier, a teraz właśnie "leci" w telewizorze powtórka ubiegłorocznej premiery.
To żałosne... jak się nas traktuje fundując nam powtórkę ...  i jak się robi z polskiego widza odbiorcę dennej papki...

Po tamtej premierze napisałam na innym blogu swoje wrażenia z tego spektaklu i pozwolę sobie go teraz wkleić - skoro telewizja daje odgrzewane kotlety, to ja też mogę.

Teatr Telewizji na żywo - "Boska" ,  sztuka Petera Quiltera , spektakl TVP  z 26 października 2011 roku

Wpis archiwalny:

Wczorajszy wieczór to, jak co dzień u mnie - długie posiedzenie z robótkami w wygodnym fotelu, tym razem  z towarzystwem telewizora w tle. Było trochę inaczej niż zwykle, bo z szumnie reklamowanym Teatrem Telewizji na żywo.
Ja nie pamiętam z dzieciństwa  tych pierwszych "żywych" spektakli -  z całkiem prozaicznego powodu, po prostu nie mieliśmy jeszcze wtedy telewizora.
Ten cały medialny szum wokół tego wydarzenia wydaje mi się trochę żałosny, skrojony akurat na miarę prymitywnej kultury masowej dzisiejszych czasów.  Zresztą, nie wymagajmy za wiele - jaki poziom wciskanej kultury, taki poziom kulturalny społeczeństwa, szczególnie młodego. Bo ono nie ma szans znać tej naprawdę dobrej rozrywki, teatru, filmu i spikerów telewizyjnych z nienaganna dykcją.  
O dykcji ówczesnych aktorów, prawdziwych gwiazd (a nie celebrytów) już nie mówię, bo to po prostu wtedy nie podlegało dyskusji.

W pewnym momencie oglądałam wszystkie poniedziałkowe spektakle Teatru Telewizji. 

Zawsze następnego dnia kupowałam naszą lokalną gazetę, bo w niej zamieszczane były recenzje tych przedstawień. Dodatkowym deserem w tygodniu były czwartkowe odsłony - Teatr Sensacji "Kobra".
Naprawdę wtedy pustoszały ulice, a sąsiedzi z krzesłami schodzili się do mieszkań szczęśliwców posiadających telewizory.

Jak więc dzisiaj przeczytałam w internetowej gazecie porównywanie wczorajszego Teatru Telewizji z meczami kadry - w sensie oglądalności... to ręce mi opadły...  pozostawię inteligencję autora bez komentarza. 


A samo przedstawienie na żywo? Na pewno może się podobać.
Świetna gra Krystyny Jandy jako Florence  Foster Jenkins - najgorszej śpiewaczki operowej świata.
Chociaż ja widziałabym w roli tytułowej Krystynę Tkacz,  chyba bardziej to rola dla niej.
Wyłapałam jedno potknięcie  językowe K.Tkacz , ale błyskawicznie poprawione.
W drugim akcie miałam wrażenie, że tempo akcji nagle siadło, na krótko zrobiło się nudno i sennie.

A tak prywatnie - na pewno w warstwie śpiewanej to byłaby rola dla mnie.
Nie musiałabym udawać, że fałszuję...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz