poniedziałek, 23 marca 2015

"Służące" (2011)

"Jest rok 1963 - chociaż w Ameryce czarnoskórzy wywalczyli już sporo praw, na Południu czas stanął w miejscu.
Wciąż nie do pomyślenia jest, żeby biała pani domu korzystała z tej samej łazienki co jej czarna służąca. Można brutalnie aresztować Afroamerykanina, choćby z powodu zwykłej złośliwości. Nie może się w takiej codzienności odnaleźć Skeeter - biała początkująca dziennikarka, która stereotypy ma w nosie, a czarnych traktuje tak samo jak białych. Tak wpada na pomysł, żeby spisać wspomnienia służących i pokazać je światu. Najpierw trafia na oczywisty opór, który jednak stopniowo maleje - jej bohaterki zaczynają rozumieć, że jeśli chcą sobie jakoś pomóc, muszą zabrać głos.
"Służące" to przykład świetnego rzemiosła. Film trwa ponad dwie godziny, ale cały czas trzyma w napięciu. Sprawnie łączy humor i patos, ważny temat i perspektywę indywidualnych postaci." - cytat 
Dobrze pasuje do tego filmu określenie "mroczny dramat obyczajowy w pastelowej oprawie".
Rzeczywiście - szczególnym kontrastem do fabuły są urocze, eleganckie, dobrze ułożone i modnie ubrane panie domu. To od razu odczułam oglądając kolorowe obrazki teraz, mając w pamięci czarno-białe z tamtych czasów. Wtedy ten amerykański świat mody dochodził do nas w wersji  szaro-buro-czarno-białej (w telewizji, w siermiężnie wydawanych gazetach na maciupkich, rozmazanych fotkach).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz