piątek, 20 lutego 2015

Szpiegowskie klimaty socjalizmu

Trafiłam wczoraj przypadkiem na kanale KinoPolska na film, którego nie znałam. Chyba mi się coś kołatało z tytułem, ale na pewno nie widziałam tego filmu. Teraz, po jego obejrzeniu, mogę się nawet domyślać dlaczego jakoś mi umknął i nie był w telewizji  powtarzany bez końca tak jak inne z tego gatunku.

Hasło "Korn"  (1968) - dramat sensacyjny typowy dla histerii lat 60-tych na tle szpiegowskiej inwazji siatek z Zachodu . Streszczenie fabuły można sobie przeczytać, chociażby tutaj. I przy okazji zobaczyć jak mocną obsadę miał ten propagandowy gniot. Same ówczesne i późniejsze sławy polskiego kina.
Nawet Beata Tyszkiewicz, pokazująca się na chwilkę na meczu hokejowym i to pod własnym nazwiskiem.
I Bogumił Kobiela, w jakimś idiotycznym epizodzie - chyba oboje "musieli" wziąć udział w produkcji, bo takie były "układy"?


Zaraz po emisji filmu, poszukując informacji o nim , doczytałam się na forum Filmweb, że ktoś zwrócił uwagę na osobę współscenarzysty filmu. To jest dopiero bomba z opóźnionym zapłonem.- Marian Strużyński

Film jest dziwnym tworem - bierze w nim udział czołówka aktorska, a wygląda jakby męczyli się na planie pod przymusem.
Akcja chwilami ciągnie się jak guma do majtek, nudne sceny... nudne dialogi - prawie jak stalinowski produkcyjniak.
Jest jednak coś złowrogiego w tym  obrazie - coś, co wynika z pokazanych możliwości inwigilacji i kontroli każdego obywatela.
Klimat strachu pokazuje doskonale scena przesłuchania jednego z podejrzanych o udział w siatce, gdy z ust oficera pada nawet słowo "bezpieka". A sama scena niczym nie różni się od przesłuchań gestapo.
Takie same wrzaski, groźby.. tylko bicia i tortur już nie pokazano...

13 komentarzy:

  1. Prych, he he he, no, może się męczyli. Ostatnio widziałam "kultowy" film, którego tytułu nie wymienię - takiego gniota dawno nie widziałam, dialogi i sposób ich mówienia drętwy jak drewno.
    Za to polecam Ci teatr telewizji z Dobrowolskim. Bij-zabij, ale zapomniałam jak się nazywał, grunt, że Dobrowolski był prywatnym detektywem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz na myśli Dobrowolskiego w roli detektywa Marlowe'a - "Kłopoty to moja specjalność".
      Widziałam, widziałam :), ale... prawdę mówiąc pamiętam niewiele, bo to jednak oglądałam w 1977 roku!

      Usuń
    2. Taaak! Właśnie. Skleroza nie boli. Teatr był kilkakrotnie powtarzany na jedynce, może jeszcze "się załapiesz".

      Usuń
  2. Tyszkiewicz grała też i w innym szpiegowskim filmie - "Spotkaniu ze szpiegiem" ta sama tonacja :-) Im bardziej się starzeję to tym bardziej lubię wracać do takich filmów, ze względu na aktorów (co by nie mówić, to kosmos w porównaniu ze współczesnymi gwiazdami) i plenery, które przypominają mi siermiężne czasy dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Spotkanie ze szpiegiem" znam, ten film pojawił się w ostatnich latach w różnych telewizjach.

      A ja, oprócz sentymentu do dawnych prawdziwych aktorów - oczywiście zgadzam się, że to kosmos z dzisiejszą mizerią, to teraz głównie wpatruję się w tło. Wypatruję detali typu stroje, fryzury, meble, wyposażenie mieszkań; szukam charakterystycznych szczegółów tamtej rzeczywistości, szczegółów drugiego planu - we wnętrzach, ale przede wszystkim w scenach ulicznych, gdzie fantastycznie zapisane są tamte siermiężne lata.
      Sama akcja często bywa trudna do strawienia, traktuję te filmy jako dodatek do PKF :)

      Usuń
    2. Tak, plenery - bezcenne ale też i realia epoki są rozczulające :-) W "Kornie" dopiero ostatnio, choć film oglądałem kilka razy, zwróciłem uwagę na designerskie wnętrze (w scenie, w której z gabinetu roztacza się panorama na Warszawę). Po akcji nie oczekuję cudów, wiadomo, że na końcu zawsze i tak dzielni funkcjonariusze złapią złoczyńcę, obojętnie czy to szpieg na usługach imperialistów czy morderca, co zresztą prawie zawsze na jedno wychodzi (tzn. szpieg chyba zawsze morduje ale morderca nie zawsze jest szpiegiem).

      Usuń
    3. Jak już mówimy o rozczuleniu, to takie uczucia mogą wywoływać ujęcia uliczne: tłum przechodniów na chodnikach w obie strony i prawie puste jezdnie, z nielicznymi samochodami typu ciężarówka, karetka pogotowia, oczywiście samochód MO. A we wczesnych latach 60-tych na jezdni wozy konne, czasami nawet dorożka się trafi. Nie mówiąc o karawanie. Ostatnio takie widoki znalazłam w filmie "Piękny był pogrzeb, ludzie płakali" (ze świetną rolą Barbary Ludwiżanki)

      Usuń
    4. W "Kornie" jest wóz konny, którym przywożono do jednostki wojskowej warzywa i owoce, mam do tego rodzaju obrazków sentyment bo chodząc do szkoły podczepiałem się na gapę do takiego środka lokomocji, na co koledzy zachęcali furmana "panie, z tyłu batem! z tyłu batem!" :-). Generalnie wolę plenery małomiasteczkowe, jeśli oczywiście jest jakiś wybór, ale i wielkomiejskimi nie pogardzę, zwłaszcza że czasami niewiele się różnią :-)

      Usuń
    5. Ja w mieście tylko widziałam pojazdy konne różnego rodzaju i raczej nie przyszły mi do głowy takie eskapady jak podwieszanie się z tyłu dorożki, ale za to na wsi w czasie wakacji jeździłam wielokrotnie na wozie drabiniastym. To był zupełnie inny świat, aż żal, że to przeminęło (prawie z wiatrem) :)

      Usuń
    6. A ja pomyliłem filmy - chodziło nie o "Korn" a "Dwóch panów N" - lata lecą :-) a swoją drogą, to trochę ich mam ale nie aż tyle by pamiętać czasy dorożek :-) ja podczepiałem się tylko pod zwykłe furmanki :-)

      Usuń
    7. Tak mi właśnie coś nie pasowało z tym Nowakiem - badylarzem ("Dwóch panów..." widziałam kilka razy), ale "Hasło Korn" tylko raz, więc mogłam coś przegapić.

      Ja swojego wieku ujawniać nie będę - wiadomo :), ale pamiętam z bardzo dalekiego dzieciństwa "postój" dorożek i nawet przejazd karawanu ulicą. Był to na szczęście pusty karawan, co było widać doskonale przez szklane ściany. I tak całość (razem z ustrojonymi pogrzebowo końmi) robiła wrażenie.

      Usuń
  3. "Klimat strachu pokazuje doskonale scena przesłuchania jednego z podejrzanych o udział w siatce, gdy z ust oficera pada nawet słowo "bezpieka". A sama scena niczym nie różni się od przesłuchań gestapo".-czyli jakieś drugie dno w tym filmie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno dziś ocenić, czy i jakie były zamysły realizatorów i na co pozwoliła cenzura. My dzisiaj szukamy takiego drugiego dna, ale wtedy chyba nie o to chodziło.
      Ja natomiast uważam, że ten film dlatego nie był później powtarzany w telewizji, bo twórcy poszli za daleko. Przeszarżowali po prostu. Pokazali ubeków i pracowników kontrwywiadów zbyt prawdziwie. Pokazali złych ludzi w negatywnym świetle, a przecież zawsze to oficerowi ścigający szpiegów byli pokazywani pozytywnie, jak prawdziwi dobrzy obywatele walczący ze złymi wrogami socjalistycznej ojczyzny.

      Usuń