poniedziałek, 9 lutego 2015

Okładki - koszmarki

Zawsze były, są i będą... okładki książek będące jak zły sen artysty.
I to nie jest wcale zależne od czasów ani obowiązującego ustroju. Chyba mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że w minionym PRL-u poziom projektów graficznych był o niebo wyższy od obecnego - mimo siermiężności czasów i rynku wydawniczego. A może właśnie dlatego? Wystarczy wspomnieć światowej klasy szkołę polskiego plakatu.

Nie kupując książek oglądam sobie tylko ich okładki na wystawie w pobliskiej księgarni, no i oczywiście w internetowych okienkach, głównie na blogach książkowych. Nie znając większości książek nie zastanawiam się nad adekwatnością okładki do treści. Biorę także pod uwagę różnorodność gustów i fakt, że nie  wszystko musi się wszystkim podobać tak samo - de gustibus... i tak dalej.

Ale... kiedy widzę takie monidło



w nowym wydaniu powieści znanej, wielokrotnie przeze mnie czytanej, z czołowego miejsca mojej prywatnej listy pereł naszej literatury, to mnie naprawdę denerwuje.
Taka okładka to dla mnie obraza powieści. Już samo tło z kwiatkami mogłabym w ostateczności przyjąć, ale ta buźka z usteczkami w ciup!... te bezmyślne cielęce oczy!... Naprawdę.. możemy nie lubić Izabeli Łęckiej, ale doklejenie jej takiego wizerunku to przesada. Podejrzewam nawet, że autor projektu tej okładki nigdy "Lalki" nie przeczytał.
Ta okładka doskonale się wpasowuje w obecne kształtowanie bezguścia odbiorców medialnej papki, z jednoczesnym wpychaniem klasyki literatury do masówki romansideł poprzez takie tandetne opakowanie towaru.
Tak się może lepiej sprzeda?

12 komentarzy:

  1. Oj, chyba trochę się czepiasz :-), akurat jeśli o to chodzi wydawnictwo stanęło na wysokości zadania, przecież ilustracja z okładki nawiązuje do XIX-wiecznych przedstawień kobiecej urody w wydaniu, powiedzmy, popularnym oddając jednocześnie lalkowaty charakter Izabeli i nawiązując do epizodu z lalką baronowej Krzeszowskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy się czepiam :)
      Ta okładka szczególnie mnie wkurzyła i nie przekonuje mnie argument o nawiązywaniu do przedstawień kobiecej urody z tamtych czasów. To nie jest książka historyczna o modzie i urodzie, ale konkretna powieść z konkretną bohaterką, do której ta ilustracja pasuje jak pięść do nosa - moim zdaniem. Każdy oczywiście może mieć inne.

      Usuń
    2. Ja się z Tobą zgadzam. Mnie też ta okładka się nie podoba - może nie tyle ze względu na wizerunek Izabeli, ile na kolorystykę i kwiatowe tło. Zupełnie nie oddaje ona charakteru "Lalki"... Kiedy na nią spojrzałam, zrobiło mi się niedobrze. Bezguście.
      Marlow, a co to znaczy "lalkowaty charakter Izabeli"? Przecież to była wyrachowana, sprytna kobieta, a lalkowatość kojarzy mi się z biernością :)

      Usuń
    3. "Lalkowatość" bo Izabela była taka jak lalka; z zewnątrz atrakcyjna w środku pusta. Daleko jej było do wyrachowania i sprytu - gdyby taka była, wyszłaby za mąż za pieniądze Wokulskiego (miała jeszcze do wyboru marszałka i barona) a jego samego wodziłaby za nos.

      Usuń
    4. Gdyby nie epizod w pociągu, wyszłaby przecież za Wokulskiego.
      Moim zdaniem była wyrachowana i to bardzo. Nie miała złudzeń co do miłości, liczyły się dla niej tylko pieniądze i nazwisko. Nie była tak naiwna jak inne panny w jej czasach. Porównaj ją i Madzię z "Emancypantek"... :)

      Usuń
    5. Madzia jest ekstremum naiwności - w zestawieniu z nią każdy jest wyrachowany.
      Izabela była "dociskana" przez rodzinę co do jej zamążpójścia za Wokulskiego i gdyby była wyrachowana, to z pewnością nie dałaby się tak głupio zdemaskować. Po zerwaniu z Wokulskim nie wyszła też przecież za żadnego z dwóch pozostałych epuzerów, wzdychając z jakimś inżynierem w ruinach, a przecież jako osoba wyrachowana powinna była łapać okazję, póki się nadarzała. Była głupia i pusta ale z wyrachowaniem było u niej naprawdę słabo.

      Usuń
    6. Wyszłaby za Wokulskiego, albo by nie wyszła - jakby się przed ślubem napatoczył inny kandydat. Wcale nie musiałby być lepszy, byleby tylko był z jej sfery (no i oczywiście nie był gołodupcem z tytułem).
      Wpadka w pociągu to raczej nie brak wyrachowania, ale nadmiar pewności siebie ze strony panny. Tak była pewna stałości Wokulskiego, że to uśpiło jej czujność w tej całej uczuciowej grze.

      Usuń
    7. O to właśnie mi chodzi. Różne przywary można Izabeli przypisać ale akurat wyrachowanie ciężko.

      Usuń
    8. Więc według Ciebie dlaczego przyjęła oświadczyny Wokulskiego? Przecież chyba nie z miłości :)
      Była wyrachowana i to bardzo. Według SJP wyrachowanie to sposób bycia polegający na wyciągnięciu ze wszystkiego osobistych korzyści. Izabela prawie niczego nie robiła bezinteresownie, zawsze myślała o osobistych korzyściach.

      Usuń
  2. Widziałam tę okładkę gdzieś na blogu i też zapałałam do niej awersją.....jest przeładowana ...już samo to popiersie lalkowatej istoty bym zniosła ale na wytonowanym tle i oczywiście bez tej białej obramówki.
    Ogólnie okładki takie bywają...przeładowane, krzykliwe i mało gustowne...ale teraz do klienta dociera się przez ten "krzyk".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie - komercja z krzykiem działa.

      Usuń