piątek, 27 lutego 2015

Joanna Siedlecka "Wypominki"

Książka długo czekała na mojej liście "do wypożyczenia". Chciałam przeczytać, ale nie kupując książek muszą one odczekać swoje w kolejce.
Ten czas oczekiwania w przypadku tej książki zadziałał trochę na jej niekorzyść. W ciągu lat, które upłynęły od daty wydania, książka straciła swoją "siłę rażenia", jaką jest niewątpliwie ukazanie prywatności znanych i sławnych. Można to ukazanie nazywać odbrązowieniem, ale ja widzę je bardziej jako formę zaspokojenie plotkarskiej ciekawości czytelników. Nie ukrywajmy - większość z nas lubi poczytać o prywatnym życiu sławnych ludzi, o ich późniejszych losach nie opisywanych w oficjalnych życiorysach - jest w nas jakaś prymitywna ciekawość gawiedzi.
A tu mamy szczególne odsłonięcie - prywatność ludzi sławnych, do której kiedyś nie można było zajrzeć.
Dlatego odbieram książkę ( a raczej zbiór  wspomnień) trochę jak literacką stronę typu pudelek, plotek, czy inny Magiel towarzyski. Tak klasyfikując nie ustawiam jej absolutnie na równi z brukowymi wydawnictwami, goniącymi za prawdziwą lub wymyśloną przez paparazzich sensacją.
To o wiele wyższa półka i zupełnie inna płaszczyzna.

"Wypominki" są dla mnie spójnym uzupełnieniem wypowiedzi autorki w telewizyjnym cyklu filmów dokumentalnych "Errata do biografii". A pisząc o utracie siły rażenia miałam na myśli czas (19 lat od daty wydania), w którym pojawiło się szereg publikacji o takim charakterze - pokazania nam sławnych ludzi nie na pomniku, a od zwykłej ludzkiej strony. "Wypominki" były chyba jedną z pierwszych takich książek.

Tytuł dobrze oddaje charakter publikacji. Są te "Wypominki" smutnymi wspomnieniami o smutnych ludzkich losach (mówiąc całościowo, bo często są tragiczne). Napisane prostym, trochę gawędziarskim językiem, pozwalają czytelnikowi skupić się na faktach i wczuć się w przeżycia wspominanych osób.
Nie męczymy się z typowym niegdyś (a może i dziś?) nadęciem prac naukowych, czy podręczników akademickich, których język odstrasza swoją gmatwaniną i nadmiarem niezrozumiałych terminów.

Na koniec zostawiłam coś, co można oczywiście nazwać moim czepianiem się. Ja jednak uważam, że to błąd rzeczowy, a jeśli nie, to niezręczność sformułowania, która nie powinna się na tym poziomie pojawić.
Przed wybuchem II wojny światowej ludzie nie wyjeżdżali do Izraela, bo takiego państwa oficjalnie nie było. Mówiło się, że "wyjeżdżają do Palestyny".


Czerwone zakreślenie zrobiłam oczywiście tylko na zdjęciu w komputerze - ja nigdy nic nie podkreślam w żadnej książce.
Bardzo drażni mnie ten paskudny zwyczaj wielu bezmyślnych czytelników, którzy tak "ozdabiają" książki wypożyczone. W swoich własnych niech smarują co chcą, ich sprawa, ale taki wandalizm w cudzej własności zawsze potępiam.

3 komentarze:

  1. Mam własne i podczytuję.......z zainteresowaniem, bo lubię czytać o znanych mi osobach/ oczywiście nie osobiście/ osobach, które już nie żyją. O żyjących dzisiaj celebrytach nie lubię czytać.
    Korekta merytoryczna zawiodła...muszę przyznać, że sama bym to pominęła....tym bardziej cenię sobie Twa spostrzegawczość Elu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu :) - ja tak samo nie pasjonuję się plotkami o współczesnych celebrytach, bo gdzie im do bohaterów tej książki.
      Ludzi wybitnych, a jeśli mniej wybitnych to na pewno oryginalnych i utalentowanych.

      Jeśli chodzi o to sformułowanie to jakoś mi tak samo się rzuciło w oczy (to przecież wiedza w miarę podstawowa), bo nie jestem w stanie zauważyć żadnych nieścisłości w nowych dla mnie wiadomościach. Czytam i wierzę w słowa autorki.

      Usuń
  2. Kojarzę, że Wypominki sa pochodzenia prasowego, nei wiem, czy nie ukazywały się w Twoim stylu z lat 90-tych. Stąd pewnie ta ich powierzchowność.

    OdpowiedzUsuń