wtorek, 20 stycznia 2015

Na gruzach stolicy

"Jechali niezbyt szybko, kierowca wciąż trąbił - szosa zatłoczona była warszawiakami wracającymi do swego nieszczęsnego miasta. Szli w milczeniu, choć powinni krzyczeć, przez cały czas, idąc, powinni krzyczeć z bólu i rozpaczy, z żalu, iż nie zostawiona im została żadna radość prócz tej, że oto wracają na własne gruzy. Ale milczeli, pięć lat w tym mieście przekonało ich, że krzyk donikąd nie dociera.
   Gdy zaczęły się pierwsze zabudowania Warszawy, Olga uniosła skraj plandeki i patrzyła struchlała na ulice, których rozpoznać nie mogła, na obraz rodzinnego miasta przemieniony w zły sen, w straszny sen, trwający bez końca, bez nadziei na przebudzenie... Niechby ją ktoś uderzył, szarpnął, przywrócił innej rzeczywistości, ale żołnierze uchylali się tylko przed gwałtownym pędem powietrza, który wtargnął pod uniesioną plandekę.
   Widzieli wiele zniszczonych miast, przywykli do ruin.
   - Żaden z was nie jest z Warszawy?! - krzyknęła.
   Nikt się nie odezwał. Milczał i Tymon, on także nie znał, nie widział p r z e d t e m tego miasta.
   Wychyliła znów głowę przez otwór w plandece, mroźny wiatr ciął ją w twarz; stężała od mrozu paliła równocześnie, jakby piekące łzy zamarzały na policzkach. Oddech ścinał się w mgłę, zamazując widok przed oczyma, spalona, zdruzgotana Warszawa jawiła się za nią w plamach śniegu, jak w bandażach przykrywających jej rany."

"- Święto! szepnęła Olga. I nagle: cios w samo serce! Trzeci cios w serce tego dnia! Pierwszy - na widok zniszczonego miasta, drugi - spalonego domu, i trzeci, może ze wszystkich najboleśniejszy - afiszu na murze, chyba nie jeden już tu rozklejony, już obecny w oswobodzonej Warszawie. Jak bardzo pragnęło się innych słów, jak były tu potrzebne wyrazy braterstwa z tymi, którzy tu polegli, z cieniami, duchami ludzi, którzy przez pięć lat nie złożyli broni, słowa braterstwa i wreszcie niesionej pomocy. A wisiały plakaty z obelgą i nienawiścią. Z pogardą. "AK - zapluty karzeł reakcji". Kto kazał je rozklejać chłopcom, którzy z tak daleka, przez ogień i śmierć, szli do Warszawy? Kto wymyślił te słowa, przekreślające braterstwo broni, tyle razy nieobecne na tej nieszczęsnej ziemi? Kto? Po co? I z jaką straszną także przeciwko sobie odwagą?"

Defilada 1 Armii Wojska Polskiego na ulicy Marszałkowskiej w zdobytej Warszawie 19 stycznia 1945

"Wepchnęli się w rzadki tłum stojący na obrzeżach Alei. Oni już szli! Czwórkami. W zielonych płaszczach i rogatywkach. Polskie wojsko w oswobodzonej Warszawie. Tyle lat maszerowali tymi ulicami żołnierze w mundurach koloru feldgrau, tyle lat plugawili to miasto swoim wyglądem, swoją obecnością.  I oto polskie wojsko w oswobodzonej Warszawie! (...)
   Olga przypomniała sobie rozmowę z żołnierzem w ciężarówce i zdała sobie sprawę, że zdobyli, uwolnili Warszawę i oto szli jej ulicami żołnierze, którzy nigdy jej przedtem nie widzieli, chłopcy i mężczyźni ze wschodnich wsi i miasteczek, jak ten chłopak z Husiatyna, z Podola, Polesia i Wileńszczyzny... Oni także nigdy przedtem nie byli w stolicy swego kraju."


Powieść wydana w 1989 roku, po śmierci autorki.


Stanisława Fleszarowa-Muskat "Stangret jaśnie pani",
Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1991, wyd.II - s.152, 163, 164

2 komentarze:

  1. Czytałam sporo jej książek. Należała do moich ulubionych pisarek współczesnych. Wszystkie posiadane książki oddałam kiedyś do biblioteki a niedawno nabyłam sobie dwie nie czytane...tej też nie czytałam.

    To był niesamowity widok......Warszawa w ruinach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też moja ulubiona pisarka.
      A u mnie sytuacja odwrotna - większość przeczytanych książek to kiedyś wypożyczenia w bibliotece.
      Kiedy zaczęły pojawiać się w antykwariacie trochę kupiłam, bo chciałam mieć u siebie.

      Zdjęcia zniszczonej Warszawy niezmiennie mnie przejmują .

      Usuń