sobota, 17 stycznia 2015

"Pani Dulska przed sądem"

Jednym z moich czytelniczych odkryć 2014 roku (o pozostałych napiszę przy okazji) jest "Biblioteka internetowa: Wolne lektury".  Znalazłam na tej stronie tytuły, które albo "przeleciały mi" w czasach szkolnych, albo nie były wtedy dostępne. Tak więc z przyjemnością poczytam sobie trochę tych starych lektur, chociaż w niektórych przypadkach to nieco karkołomne - pierwsze czytanie w zaawansowanej dorosłości utworów przeznaczonych dla młodego odbiorcy.

Dzisiaj krótki utwór (akurat odpowiedni dla moich słabych przykomputerowych mocy przerobowych).

"Pani Dulska przed sądem" (1908) - nowela, czy opowiadanie (różnie określane w różnych źródłach, a ja sama już nie pamiętam o co chodzi z nowelą i opowiadaniem... i prawdę mówiąc wcale mi nie zależy na prawidłowym ich rozróżnianiu).


Przyzwyczajeni do scenicznej pani Dulskiej w różnych aktorskich interpretacjach, tutaj mamy podaną przez autorkę postać bardziej realną i konkretną. Z szerszym opisem niż w przypadku sztuki teatralnej. A sama pani Dulska jest przez to jeszcze bardziej odrażająca "dulszczyzną", bo Zapolska nie żałuje sobie i wyposaża swoją bohaterkę w takie złe cechy, jakie się tylko da. Właściwie Dulska nie ma żadnej zalety - same wady.
W trakcie lektury nasuwa się pytanie jak bardzo ten utwór jest już archaiczny... i chyba nie do końca wszystko w nim jest już przeszłością. I nawet okazuje się, że problemy ze śmieciami to wcale nie nowość:

"Na domiar nieszczęścia nakazano z magistratu, aby tradycjonalne koszyki do śmieci, w których wicher tak cudownie rozwiewał brud i zarazki po ulicach miasta, zostały zastąpione przez jakoweś pudełka drewniane z pokrywkami. — Czemuż nie okute w srebro?! — wrzeszczała Dulska. — Zarazki… No to co? Z czegoś ludzie muszą umierać!"

Akcja toczy się "po awanturze z Hanką", kiedy Zbyszko "puścił się na wielką łobuzerkę".
Pani Dulska znajdzie się w sądzie na własne życzenie, w ramach walki z "prywatyzującą" kokocicą, której nijak nie może się pozbyć ze swego bogobojnego domu.

Ciekawostką literacką jest grobowiec pisarki, na którym wyryto w kamieniu tytuły Jej dzieł.
 


8 komentarzy:

  1. Nasze przywary pozostają to tylko otoczka się zmienia.....jest bardziej nowoczesna...
    A sama sztukę uwielbiam...oglądałam w tetrze telewizji nie raz....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też... i nawet mam tekst w pięknym wydaniu Ossolineum (muszę wyciągnąć do bloga)

      Usuń
  2. Jeśli mnie pamięć nie myli, to w "Moralności ..." Dulska wcale nie chciała się pozbywać kokoty, tylko podnosiła jej czynsz, podobnie jak i innym lokatorom. Chciała i pozbyła się niedoszłej samobójczyni, bo przez nią skandal był na całą ulicę ponieważ karetka przyjechała. Twarda sztuka ta Dulska. Że też żaden z nowoczesnych reżyserów nie przykroi jej do współczesnych standardów, tak jak to jest teraz w modzie i nie zrobi z niej kapłanki ogniska domowego w morzu nieprawości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - w "Moralności..." kokota płaciła i mieszkała dalej. A sama Dulska mówiła, że przecież jej pieniędzy nie bierze dla siebie, płaci nimi podatki (taki cytat z pamięci)
      Tutaj sprawa jest gorsza, bo kamienicy grozi publiczny skandal (być może nawet opisany w gazetach, jak Zbyszko straszył mamusię), z murzyńskim dzieckiem w roli głównej. Stąd awantura i skarga wniesiona do sądu przez Dulską.

      Usuń
    2. No tak, murzyńskie dziecko w Krakowie, to faktycznie grubsza sprawa, nawet i dzisiaj mógłby z tego być skandal :-)

      Usuń
    3. No nie wiem... :) biorąc pod uwagę panoszącą się teraz ponad miarę "poprawność polityczną", która w swej głupocie coraz bardziej sięga dna.
      Jeśli skandal to jednak na zupełnie innym tle niż w tamtych czasach. Obrona praw dziecka, zakaz użycia słowa Murzyniątko i w ogóle obrona uciśnionych.

      Usuń
    4. Myślisz, że do tej ostoi tradycjonalizmu i konserwatyzmu dotarła już poprawność polityczna? :-)

      Usuń
    5. A tu mnie złapałeś :) - nie wiem, nie mam krakowskich kontaktów, ani rodziny na co dzień.

      Usuń