poniedziałek, 26 stycznia 2015

Było... minęło... (22) - Antonina Domańska

Antonina Domańska (z d. Kremer) ur. w 1853 w Kamieńcu Podolskim - zm. 26 stycznia 1917 r. w Krakowie.

Znam nazwisko "od zawsze" , znam najbardziej popularne tytuły, widziałam film "Historia żółtej ciżemki", ale nie zaliczyłam w dzieciństwie żadnej z tych lektur.
W ramach nadrabiania takich zaległości kilka dni temu przeczytałam pierwszą z nich.

"Krysia bezimienna" to opowieść z czasów Anny Jagiellonki.
Tytułowa Krysia, sierota nieznanego pochodzenia na którą czyha jakiś tajemniczy przeciwnik , trafia do najbliższego otoczenia królewny.
Mogłaby ta opowieść mieć jakikolwiek inny tytuł, bo wątek Krysi nie jest tu wykorzystany tak jak sugerowałby właśnie tytuł.
Pojawia się na krótko co pewien czas, niewiele wnosząc do całości akcji - taki poboczny element dekoracyjny dodający dreszczyku emocji do leniwej narracji.
A strona językowa? Trafiłam na narzekania, że czyta się ciężko, że język archaiczny itd
Mnie się dobrze czytało - no, ale ja sama jestem wiekowa i z pokolenia, które rozumie język polski we wszystkich jego odsłonach (może z trudnościami w zakresie gwarowym).
Czy powieść może zainteresować młodego czytelnika w dzisiejszych czasach? Zupełnie nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie .


Publikacja zrealizowana w ramach projektu Wolne Lektury
Zasób opracowany na podstawie:
Antonina Domańska, Krysia bezimienna, Państwowe Wydawnictwo Literatury Dziecięcej "Nasza Księgarnia", Warszawa 1957

niedziela, 25 stycznia 2015

Niedziela z obrazem (17)

Zima nareszcie stała się prawdziwie zimowa - spadł pierwszy porządny śnieg... pięknie pada cały czas... jest lekki mróz... To dla mnie wymarzony i oczekiwany czas...
Patrząc na zimowy obrazek za oknem oglądam w internecie obrazy polskich malarzy, szukając odpowiedniego na dziś. Wybór polskiego malarstwa jest dla mnie oczywisty - tylko w nim odnajduję swoją polską zimę. Taką, jaką pamiętam z dzieciństwa.
Na pierwszy plan wysuwały się moje ulubione krajobrazy z szerokim i dalekim planem, ale jednak wybrałam nieco inny obraz.
Namalowany przez kresowego malarza jeszcze w XIX wieku, przez czas i miejsce powstania ma dla takiego odbiorcy jak ja dodatkowy urok.

Ferdynand Ruszczyc "Młyn zimą" 1897

wtorek, 20 stycznia 2015

Na gruzach stolicy

"Jechali niezbyt szybko, kierowca wciąż trąbił - szosa zatłoczona była warszawiakami wracającymi do swego nieszczęsnego miasta. Szli w milczeniu, choć powinni krzyczeć, przez cały czas, idąc, powinni krzyczeć z bólu i rozpaczy, z żalu, iż nie zostawiona im została żadna radość prócz tej, że oto wracają na własne gruzy. Ale milczeli, pięć lat w tym mieście przekonało ich, że krzyk donikąd nie dociera.
   Gdy zaczęły się pierwsze zabudowania Warszawy, Olga uniosła skraj plandeki i patrzyła struchlała na ulice, których rozpoznać nie mogła, na obraz rodzinnego miasta przemieniony w zły sen, w straszny sen, trwający bez końca, bez nadziei na przebudzenie... Niechby ją ktoś uderzył, szarpnął, przywrócił innej rzeczywistości, ale żołnierze uchylali się tylko przed gwałtownym pędem powietrza, który wtargnął pod uniesioną plandekę.
   Widzieli wiele zniszczonych miast, przywykli do ruin.
   - Żaden z was nie jest z Warszawy?! - krzyknęła.
   Nikt się nie odezwał. Milczał i Tymon, on także nie znał, nie widział p r z e d t e m tego miasta.
   Wychyliła znów głowę przez otwór w plandece, mroźny wiatr ciął ją w twarz; stężała od mrozu paliła równocześnie, jakby piekące łzy zamarzały na policzkach. Oddech ścinał się w mgłę, zamazując widok przed oczyma, spalona, zdruzgotana Warszawa jawiła się za nią w plamach śniegu, jak w bandażach przykrywających jej rany."

"- Święto! szepnęła Olga. I nagle: cios w samo serce! Trzeci cios w serce tego dnia! Pierwszy - na widok zniszczonego miasta, drugi - spalonego domu, i trzeci, może ze wszystkich najboleśniejszy - afiszu na murze, chyba nie jeden już tu rozklejony, już obecny w oswobodzonej Warszawie. Jak bardzo pragnęło się innych słów, jak były tu potrzebne wyrazy braterstwa z tymi, którzy tu polegli, z cieniami, duchami ludzi, którzy przez pięć lat nie złożyli broni, słowa braterstwa i wreszcie niesionej pomocy. A wisiały plakaty z obelgą i nienawiścią. Z pogardą. "AK - zapluty karzeł reakcji". Kto kazał je rozklejać chłopcom, którzy z tak daleka, przez ogień i śmierć, szli do Warszawy? Kto wymyślił te słowa, przekreślające braterstwo broni, tyle razy nieobecne na tej nieszczęsnej ziemi? Kto? Po co? I z jaką straszną także przeciwko sobie odwagą?"

Defilada 1 Armii Wojska Polskiego na ulicy Marszałkowskiej w zdobytej Warszawie 19 stycznia 1945

"Wepchnęli się w rzadki tłum stojący na obrzeżach Alei. Oni już szli! Czwórkami. W zielonych płaszczach i rogatywkach. Polskie wojsko w oswobodzonej Warszawie. Tyle lat maszerowali tymi ulicami żołnierze w mundurach koloru feldgrau, tyle lat plugawili to miasto swoim wyglądem, swoją obecnością.  I oto polskie wojsko w oswobodzonej Warszawie! (...)
   Olga przypomniała sobie rozmowę z żołnierzem w ciężarówce i zdała sobie sprawę, że zdobyli, uwolnili Warszawę i oto szli jej ulicami żołnierze, którzy nigdy jej przedtem nie widzieli, chłopcy i mężczyźni ze wschodnich wsi i miasteczek, jak ten chłopak z Husiatyna, z Podola, Polesia i Wileńszczyzny... Oni także nigdy przedtem nie byli w stolicy swego kraju."


Powieść wydana w 1989 roku, po śmierci autorki.


Stanisława Fleszarowa-Muskat "Stangret jaśnie pani",
Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1991, wyd.II - s.152, 163, 164

niedziela, 18 stycznia 2015

Niedziela z obrazem (16)

Przed współczesnym Dniem Babci i Dziadka wspomnienie dawnych uroczystych dni w rodzinie...
chociaż wnuczka wygląda mało radośnie... być może zbytnio jest przytłoczona powagą chwili...
Jakże zmieniły się czasy...


sobota, 17 stycznia 2015

"Pani Dulska przed sądem"

Jednym z moich czytelniczych odkryć 2014 roku (o pozostałych napiszę przy okazji) jest "Biblioteka internetowa: Wolne lektury".  Znalazłam na tej stronie tytuły, które albo "przeleciały mi" w czasach szkolnych, albo nie były wtedy dostępne. Tak więc z przyjemnością poczytam sobie trochę tych starych lektur, chociaż w niektórych przypadkach to nieco karkołomne - pierwsze czytanie w zaawansowanej dorosłości utworów przeznaczonych dla młodego odbiorcy.

Dzisiaj krótki utwór (akurat odpowiedni dla moich słabych przykomputerowych mocy przerobowych).

"Pani Dulska przed sądem" (1908) - nowela, czy opowiadanie (różnie określane w różnych źródłach, a ja sama już nie pamiętam o co chodzi z nowelą i opowiadaniem... i prawdę mówiąc wcale mi nie zależy na prawidłowym ich rozróżnianiu).


Przyzwyczajeni do scenicznej pani Dulskiej w różnych aktorskich interpretacjach, tutaj mamy podaną przez autorkę postać bardziej realną i konkretną. Z szerszym opisem niż w przypadku sztuki teatralnej. A sama pani Dulska jest przez to jeszcze bardziej odrażająca "dulszczyzną", bo Zapolska nie żałuje sobie i wyposaża swoją bohaterkę w takie złe cechy, jakie się tylko da. Właściwie Dulska nie ma żadnej zalety - same wady.
W trakcie lektury nasuwa się pytanie jak bardzo ten utwór jest już archaiczny... i chyba nie do końca wszystko w nim jest już przeszłością. I nawet okazuje się, że problemy ze śmieciami to wcale nie nowość:

"Na domiar nieszczęścia nakazano z magistratu, aby tradycjonalne koszyki do śmieci, w których wicher tak cudownie rozwiewał brud i zarazki po ulicach miasta, zostały zastąpione przez jakoweś pudełka drewniane z pokrywkami. — Czemuż nie okute w srebro?! — wrzeszczała Dulska. — Zarazki… No to co? Z czegoś ludzie muszą umierać!"

Akcja toczy się "po awanturze z Hanką", kiedy Zbyszko "puścił się na wielką łobuzerkę".
Pani Dulska znajdzie się w sądzie na własne życzenie, w ramach walki z "prywatyzującą" kokocicą, której nijak nie może się pozbyć ze swego bogobojnego domu.

Ciekawostką literacką jest grobowiec pisarki, na którym wyryto w kamieniu tytuły Jej dzieł.
 


środa, 14 stycznia 2015

"W poszukiwaniu carskich skarbów"

"On the Hunt for the Tsar`sTreasures".- film dokumentalny.
Niemcy 2012    Reżyseria: Sissi Huetlin, Jobst Knigge



" W 2013 roku upływa 400. lat od przejęcia tronu w Rosji przez dynastię Romanowów. Z tej okazji autorzy dokumentu prezentują historię członków carskiej rodziny, a także koleje losu rodowych skarbów, które zaginęły bez wieści po 1917 roku. Spotkają się z osobami spokrewnionymi z carem i carycą, porozmawiają także z krytykami sztuki i ekspertami, odwiedzą archiwa, muzea i prywatnych kolekcjonerów i aukcje, na których mógł znaleźć się odnaleźć skarb Romanowów. W poszukiwaniu carskiego złota wyruszą nawet na podmorską wyprawę". - źródło

Wybuch I wojny światowej to jeden z kamieni tej lawiny, która poprzez rewolucję bolszewicką zniszczyła carską Rosję. Wraz z upływem czasu i zmianami politycznymi stopniowo dowiadujemy się coraz więcej na temat tamtych wydarzeń i ich skutków.
Film ukazuje znaczenie przedmiotów -  w tym przypadku to biżuteria i luksusowe jubilerskie wyroby na czele z cackami Faberge, dla zachowania ciągłości historii. Co jest szczególne w tej tragicznej karcie, gdy pamięć o carskiej rodzinie i tajemniczych okolicznościach jej zagłady była systematycznie i skutecznie skrywana i zamazywana.

Bogactwo carskiej rodziny było niewyobrażalne dla biednych poddanych żyjących w nędzy prymitywnych warunków wsi, czy robotniczych izb. Nawet nas współcześnie mogą zaskakiwać liczby i zestawienia. Chociażby szacowana na 3 tony złota biżuteria zgromadzona na Kremlu w ochronie przed Niemcami, a podana bolszewikom jak na tacy. Do tego dochodzą jeszcze legendy o zatopionym w Bajkale pociągu admirała Kołczaka, czy o skarbach ukrytych w Jekaterynburgu. A przecież biżuteria to tylko część majątku.


Jak wiemy nie udało się nigdy wymazać z pamięci kolejnych pokoleń Rosjan istnienia rodziny carskiej.
A z kolei bogaci nabywcy na Zachodzie (teraz to także bogaci Rosjanie) mogli i mogą nadal kupować na aukcjach przedmioty należące bez wątpienia do dawnych władców Rosji. Jak się znalazły poza granicami Rosji Sowieckiej?
Sprzedawane w różny sposób przez nowych władców państwa - legalnie i nielegalnie, często za znikomą część rzeczywistej wartości lub jako materiał jubilerski z rozłożonych na części tych małych dzieł sztuki.




niedziela, 4 stycznia 2015

Niedziela z obrazem (15)

Pokłon Trzech Króli

Giotto di Bondone (1304-1306)


Leonardo da Vinci (1481-1482)


rycina Heinricha Hofmanna

źródło

Peter Paul Rubens (1624)  


Sandro Botticelli (1475)


Pieter Breugel Starszy (1564)