piątek, 19 grudnia 2014

Zapis minionego czasu - "ABC porządków domowych"

Czas przedświąteczny, który teraz mamy to na pewno w wielu domach czas szczególnych porządków.
Ja od zawsze mam z tym problem, nigdy nie opanowałam systematyczności w tym zakresie, więc życie (i kalendarz) zmusza mnie do przedświątecznych stresujących zrywów. Wtedy rzucam się do wielogodzinnej walki z bałaganem, co mnie wykańcza fizycznie i psychicznie. Jestem tą przysłowiową panią domu padającą na twarz ze zmęczenia, pozbawioną późniejszej radości z rodzinnych spotkań.
Pomijając osobisty upadek sił fizycznych w ostatnich latach, zawsze tworzę ten sam rodzaj bałaganu - tony "potrzebnych" papierów wszelkiego rodzaju oraz książki... książki,... książki. Te ostatnie szczególnie panoszą się wszędzie (pomijając łazienkę od czasu, gdy wykąpałam kilka czytadeł). No i nie czytamy w przedpokoju, ale chyba tylko dlatego, że  jest mały i nie stoi tam wygodne siedzisko sprzyjające lekturze.

Wśród książek nie znajdzie się zbyt wiele poradników, chociaż w dawniejszych czasach nabyłam kilka takich wydawnictw. To jednak niewiele, bo wtedy nie zalewały rynku wydawniczego w nadmiarze. Podobnie jak w przypadku posuchy na polu kulinarnym, radziłam sobie metodą typu pan Słodowy - czyli "zrób to sama". Zbierałam i wklejałam do zeszytów wycinki z gazet - a właściwie głównie z dwóch: "Przyjaciółka" i "Kobieta i życie". Ten drugi tytuł nie był wcale łatwy do zdobycia, pewnym źródłem było założenie w kiosku teczki. Do tej teczki panie kioskarki wkładały zapisane na okładce tytuły.

W pewnym momencie pojawiła się w księgarni ta książeczka, którą bez namysłu kupiłam.


Autorka była mi już znana z telewizji, ale nie pamiętam w której konkretnie audycji pojawiała się ze swoimi radami.
Wtedy znajomość twarzy autora książki nie była tak powszechna jak dziś. A w tym przypadku mogę spokojnie powiedzieć, że w jakiś sposób była prekursorką dzisiejszej Perfekcyjnej... Skąd takie porównanie? Bo i wtedy czytając rady zawarte w książce, jak i dziś widząc wymuskaną elegantkę w teście białej rękawiczki doznaję jednakowego stresu pod hasłem "Ja nigdy tak nie będę umiała!".

"ABC porządków..." to dzisiaj książeczka w pewnym stopniu przestarzała, ale nie do końca. Chyba bez zmian pozostaje zapotrzebowanie na praktyczne rady retro, czyli z wykorzystaniem starych sposobów naturalnymi środkami. Rzadziej chyba potrzebujemy wskazówek jak wywabić plamy z nafty lub brylantyny, czy jak konserwować odzież ze skóry glansowanej. Ale znajdziemy w tym poradniku wiele wskazówek, które wcale nie straciły na aktualności. A czy są skuteczne? Nie mogę ręczyć za wszystkie, bo nie wszystkie wykorzystałam.
Jednak można tak założyć - szczególnie, że autorka najczęściej poleca (obok dostępnych środków chemicznych) metody z wykorzystaniem naturalnym środków takich jak cukier, woda pozostała po ugotowaniu ryżu, makaronu lub ziemniaków.
Obecnie, gdy coraz bardziej rozszerza się domowa kosmetologia i ekologiczny trend prania bez chemii,  takie wskazówki są chyba jak najbardziej aktualne:

"STARE KORONKI z cienkiej bawełnianej nici, delikatne i wartościowe, ale bardzo brudne, powinno się zanurzyć na kilka godzin w oleju wazelinowym. Następnie gotować na małym ogniu, w wodzie z dodatkiem mydła toaletowego. Płukać kilkakrotnie w ciepłej wodzie, a na zakończenie w wodzie z gotowania ryżu." (str. 84)
Zofia Dzięgielewska "ABC porządków domowych", Wydawnictwo WATRA, Wydanie III, Warszawa 1985

2 komentarze:

  1. Ja też jakąś książkę o porządkach mam i też kiedyś kupioną nie wiem po co, bo sama okładka już nie zachęcała / PRL głęboki był /. Nie wiem po co....bo nie znoszę robienia porządków, nie cierpię sprzątać i nie umiem sprzątać, i jako sprzątaczka na zachodzie bym nic nie zarobiła....a znam takie, które sobie świetnie taM RADZĄ...

    Miłego sobotniego popołudnia Elu życzę.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu :) właśnie wkraczam na wyboistą drogę nadmiernego wysiłku, ale w tym roku naprawdę sobie odpuszczam nerwy i cieszę się, bo dzieciaki (duże i małe) już przyjechały :)

      Usuń