piątek, 31 października 2014

Miejsca spoczynku ludzi kultury - pisarze.

W tych dniach zadumy wspominamy tych którzy odeszli - naszych najbliższych z rodziny...

Wspominamy także sławnych ludzi, którzy zapisali się swoim dorobkiem i swoją działalnością na kartach historii...

Dzięki nowoczesnej technologii możemy pośrednio odwiedzić groby ulubionych pisarzy...

Grób Bolesława Prusa na Powązkach

Grób Elizy Orzeszkowej na katolickim cmentarzu parafialnym (zwanym farnym) w Grodnie 

Grób Marii Rodziewiczówny na Powązkach
 

 Sarkofag Henryka Sienkiewicza w krypcie bazyliki archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie


Grób Władysława Stanisława Reymonta na warszawskich Powązkach

Nagrobek Tadeusza Dołęgi-Mostowicza na Powązkach

Grób Stefanii Grodzieńskiej - Jurandot i Jerzego Jurandota na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach

Grób Lucy Maud Montgomery i jej męża na cmentarzu w Cavendish
 
Grób Juliusza Verne'a w Amiens 

niedziela, 12 października 2014

piątek, 10 października 2014

Literacki Nobel

Jak zwykle, gdy słyszę nazwisko kolejnego laureata, nic mi ono nie mówi. Nie jestem aż tak mocno oczytana, żeby kojarzyć każdego nagrodzonego. Nie znam także popularnych współczesnych pisarzy jednej z najbogatszych literatur jaką bez wątpienia jest literatura francuska.
Jak zauważyła Natanna - w tym roku na blogach (mam na myśli polskie) nie było szczególnego podniecenia i typowania kandydatów.
Ja zauważyłam tylko jeden wpis, już po usłyszeniu informacji w radio.
Naturalne jest po przyznaniu nagrody szczególne zainteresowanie osobą laureata, a przede wszystkim jego dorobkiem. Czytelnicy szukają w jego książkach potwierdzenia słuszności decyzji komisji noblowskiej.
"Za sztukę pamięci i dzieła, w których uchwycił najbardziej niepojęte ludzkie losy i odkrywał świat czasu okupacji"

W tym przypadku mamy co czytać, w Polsce ukazało się aż pięć książek Patricka Modiano. To dużo - tak uważam, bo zdarzały się sytuacje, gdy w momencie przyznania nagrody dostępna była u nas zaledwie jedna przetłumaczona książka.Tak sobie myślę, że polski czytelnik jest chyba szczególnie ambitny, chcąc poznawać twórczość laureatów tej nagrody. Powstał  blog cennej inicjatywy, jaką jest "Projekt Nobliści". Obawiam się jednak  że w drugą stronę to już tak nie działa. Ciekawe, ilu czytelników z innych państw szuka utworów naszych noblistów? Prawdę mówiąc nie mam o to wielkiego żalu do zagranicznych moli książkowych, bo ja sama jakoś szczególnie nie tropię tej literatury noblowskiej. A na pewno nie właśnie z tego powodu.

A przy okazji warto przypomnieć polską wielką rocznicę - 90 lat temu laureatem Nagrody Nobla został Władysław Stanisław Reymont.


niedziela, 5 października 2014

Niedziela z obrazem (12)

Od kilku lat, gdy zainteresowałam się na dobre haftem krzyżykowym w internecie, systematycznie przeglądam wzory (narażając się często na szok estetyczny). Mogłabym długo rozwodzić się na ten temat, a dokładniej na temat szkaradzieństw w stylu monidła, proponowanych przez niektóre wydawnictwa gazetkowe - szczególnie polskie (niestety...)
Na szczęście mogę także oglądać wzory i wzorki (dużych projektów i zupełnie małych drobiazgów), które nie porażają, a wręcz przeciwnie - są przyjemnym doznaniem estetycznym.
Z tego powodu przeglądam co jakiś czas propozycje pewnego dużego wydawnictwa, które specjalizuje się we wzorach opartych na malarstwie. I robi to naprawdę w sposób profesjonalny.
Dzięki temu trafiam na obrazy nieznanych mi malarzy... takich jak ten...

"Coming Home"


Nie jest to malarstwo zaliczane do najwyższych, ale dla mnie ważne jest to, że podoba mi się. I odbieram tego rodzaju obrazy jak fotografie, dokumentację swojej epoki. Ten spokojnie mógłby być ilustracją do kolejnego wydania "Przeminęło z wiatrem" lub innej powieści z życia XIX wiecznego Południa Stanów Zjednoczonych. Podobnie jak i inne obrazy tego malarza urodzonego w Charlestonie.

Obraz namalował Edward Lamson Henry, żyjący w latach 1841-1919.

sobota, 4 października 2014

O tym jak nie byłam na spotkaniu autorskim, czyli z życia czytelnika

Żyję dość długo, książki czytam od niepamiętnych czasów -  wiadomo, że nie od urodzenia, ale prawie...
i nigdy nie byłam na żadnym spotkaniu z tworzącym współcześnie pisarzem. We wspomnieniach pisarzy co i rusz pojawiają się malownicze opowieści o spotkaniach z czytelnikami w dawnych siermiężnych czasach minionego wieku, tylko ja jakoś zupełnie nie pamiętam tych możliwości. Nie wiem, czy i w jakim stopniu były to spotkania dla zwykłych ludzi "z ulicy", czy były to jedynie spędy organizowane w przyzakładowych domach kultury lub ubożuchnych bibliotekach "na prowincji". Faktem jest, że sama nie szukałam wtedy (czyli w PRL-u) takich informacji - nawet nie pomyślałam o takiej możliwości. Chyba utrwaliłam w sobie przekonanie, że takie spotkania to tylko dla wybranych i do tego w stolicy...

Toteż gdy wiosną, nagle na drzwiach biblioteki, w której wypożyczam książki zobaczyłam kartkę z zaproszeniem na spotkanie z pisarką i to pochodzącą z mojego miasta, nabrałam wielkiej chęci osobistego uczestnictwa.
A ponieważ moja znajomość współczesnej literatury polskiej, nazywanej idiotycznie "kobiecą" (co ją automatycznie spycha do gorszego gatunku) jest prawie zerowa, chciałam przed spotkaniem przeczytać chociaż jedną książkę autorki. Dodam, że wcześniej nie słyszałam o jej istnieniu. Niestety, żadnej książki do wypożyczenia nie było.
To mi przypomina bohaterkę jednej z powieści Krystyny Nepomuckiej - właśnie pisarkę, która na spotkaniach autorskich opowiadała o swoich książkach, których nigdzie nie można było kupić... nie mówiąc już o przeczytaniu.

A później okazało się, że w tym samym terminie jest inne wydarzenie kulturalne, do którego nie musiałam się przygotowywać, więc je wybrałam.
I tym sposobem nadal nie wiem (chociaż sobie wyobrażam) jak wygląda spotkanie z żywym pisarzem... bo spotkanie w rodzaju seansu spirytystycznego z duchami opisywane było nie jeden raz. W erze blogów możemy sobie teraz przynajmniej przeczytać relacje ze spotkań autorskich i obejrzeć zdjęcia, więc dobre chociaż tyle.
Co gorsza, zapomniałam już imię i nazwisko tej dość młodej osoby (sprawdziłam wtedy w internecie)... ale to naprawdę nie jest przejaw lekceważenia z mojej strony... gdybym wtedy dostała chociaż jedną książkę do przeczytania, prawdopodobnie pozostałby w mojej pamięci tytuł, może treść i w ten sposób znajomość literacka przetrwałaby próbę czasu...


zdjęcie znalezione w internecie

PS
Blogger vel blogspot zbiesił się już w sposób nieprzyzwoity - robi jakieś samowolne sztuki z odstępami, których nijak nie mogę dzisiaj opanować. Machnęłam w końcu na to ręką - trudno, nie osiągnę doskonałości technicznej na ekranie.

piątek, 3 października 2014

Pisać każdy może...

... i czytać również - może jak chce, ale nie musi jak nie chce.
To moja wielka myśl dotycząca własnego blogowania książkowego, gdy osiągnęłam poziom, że:
- nie przejmuję się głupotami, które wypisują inni, bo nie da się ich zwalczyć (a jak uczy literatura walka z wiatrakami ...)
- nie przejmuję się brakiem komentarzy, chociaż złodzieje myśli czytają i kopiują co chcą - ostatnio trafiłam na swoje zdania o dość rzadkiej książce na portalu czytelniczym. Ściągnięte dokładnie w stu procentach
- nie piszę recenzji na zamówienie i bez wynagrodzenia, a tylko za darmowy egzemplarz od wydawnictwa  (czasami jeszcze w roboczej wersji)
- nie gonię za kasą obwieszając swój blog reklamami
i jeszcze parę innych "nie" ...

Ostatnio mocno zawrzało na blogach książkowych i podniosło ciśnienie niektórym blogerkom/blogerom za sprawą pewnego tekstu gazetowego (czytałam go), którego nie będę cytować, ani linkować. Po prostu nie zasługuje na to swoją bylejakością, brakiem rzeczywistego rozeznania i brakiem obiektywizmu. Tym bardziej nie odsyłam do wypocin krytyków, którzy uważają, że nie każdy ma kompetencje do pisania o książkach(???).
No nie! chce się zawołać "ludzie...trzymajcie mnie!" - to jedyne stwierdzenie, które mnie naprawdę wkurzyło w tej całej dyskusji "na temat". Blog książkowy, jeśli nie jest oficjalną stroną wydawnictwa lub krytyka literackiego, to prywatny amatorski hobbystyczny kawałek internetowy udostępniony ewentualnemu czytelnikowi.
Mam kompetencje i mam prawo pisać o książkach jako czytelnik.
Nie piszę dogłębnej i wszechstronnej analizy dzieła literackiego, ale piszę swoją opinię o przeczytanej książce.
Podobała mi się... nie podobała... znudziła mnie... nie mogłam się od niej oderwać... polecam... nie polecam - a jeśli jeszcze takie uwagi poparte są rzeczowymi argumentami "dlatego, że..." to o co więcej chodzi?
A jakie kompetencje mają autorzy blogów z innych dziedzin, którzy nie zajmują się owymi dziedzinami zawodowo?
Zabrońcie pisać o pieczeniu ciasta,  o hodowaniu kwiatków w swoim ogrodzie, o kolekcjonowaniu naparstków, o zaletach jazdy skuterem takim a nie innym, o najlepszych sposobach na wędkowanie itd, które to pisanie wynika z własnych osobistych doświadczeń. Doświadczeń prywatnych, domowych,  związanych z naszym hobby.
Takim samym doświadczeniem jest przecież czytanie książek. I pisanie o nich dla odbiorcy, który szuka informacji, porównuje opinie, chce się dowiedzieć co inni sądzą o książce itd

Zgadzam się, że tego typu teksty nie wpływają korzystnie na postrzeganie blogerów książkowych w ogóle.
Mam jednak nadzieję, że każdy myślący człowiek, który trafi na jakiegokolwiek bloga o książkach sam potrafi sobie wyrobić zdanie o autorze i jego blogu. I albo zostanie stałym czytelnikiem, albo skreśli taki marny  twór sieciowy.
Bezmyślni odbiorcy papki gazetowej, którzy wszystko co przeczytają biorą za pewnik, zawsze się znajdą...