środa, 3 września 2014

Widocznie nie rozumiem współczesnego stylu

Nie pamiętam w jakiej kolejności poznawałam Bridget Jones - czy pierwszy był film, czy książka. W końcu to już było ładnych parę lat temu, a lektura nie należy do gatunku szczególnie porywających.

 Podejrzewam, że raczej książka, bo prawie wcale nie oglądam nowości w kinie i ten film też obejrzałam w telewizji (czyli jak zwykle z mocnym poślizgiem w czasie).

Przeczytałam, bo trafiła się okazja pożyczyć, a w końcu to tak sławna pozycja światowa, że wypada poznać.
Nie zostałam fanką tej bohaterki, ani tego stylu powieściowego.
Książka dla mnie okazała się nudna - czytałam ją w odcinkach, bo nie przyciągnęła mojej uwagi na dłużej. I nawet nie pośmiałam się przy niej.
Bardziej irytowałam głupotą Bridget - jeśli taki ma być model 30-latki współczesności to ja dziękuję.

W tym zestawieniu film uważam za lepszy od książki, chyba po prostu filmowa wersja bohaterki jest bardziej inteligentna od powieściowej.

Po tym pierwszym spotkaniu już nie szukałam okazji do poznawania dalszych losów Bridget Jones. Szczególnie po przeczytaniu kilku opinii na blogach - chociaż rozbieżność zdań może dodatkowo zmylić.


źródło zdjęcia

10 komentarzy:

  1. Ja poprzestałam na filmie, który oglądałam w zasadzie tylko ze względu na obsadę.
    jestem za stara na taka literaturę, a poza tym moja mentalność jednak zbyt odbiega od mentalności angielskiej czy amerykańskiej i nie bardzo rozumiem kobietki typu Bridget Jones.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem za stara na takie czytadła :) - za każdym razem się o tym przekonuję. A jednak co jakiś czas coś tam czytam, może organizm potrzebuje lekkiej strawy duchowej? Bo trzeba przyznać są to lektury z typu bajeczek, więc poprawiają nam humor w niektórych sytuacjach życiowych.
      Masz rację, że nasza mentalność, niezależnie od wieku jest odległa od anglo-.

      Usuń
    2. Co prawda to prawda. Nie można czytać wyłącznie literatury wysokich lotów i pogłębiającej wiedzę toteż tak robimy.

      Więcej czasu dla siebie życzę. Pisz krótko, ale pisz, bo robisz to interesująco i niebanalnie.

      Usuń
  2. Obawiam się, że B.Jones to rzeczywiście był model trzydziestolatki jeszcze parę lat temu, dziś mam wrażenie po trochu odchodzi do lamusa, podobnie, jak bohaterki serialu Seks w wielkim mieście. I podobnie, jak ty uważam, że film jeszcze jakoś się broni, książka zaś nudzi i rozczarowuje. I tylko smutno, że wiele osób uważało B.J. za swoje alter ego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, też mnie dziwią te dominujące w opiniach zachwyty i to również dzisiaj. Chociaż od premiery książki minęło już tyle czasu.

      Usuń
  3. Mnie ta książka też nie zachwyciła. Ekranizacja podobała mi się bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam podobne odczucia po lekturze, drugiej części już nie przeczytałam. Film zaczęłam oglądać, ale znudziłam się szybko. Książka była pierwsza - 1996, film po niej - 2001 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie twierdzę, że film to arcydzieło. Po prostu lepsze od gorszego :)
      Ja miałam wątpliwości z prywatnymi datami, nie pamiętałam co było pierwsze w moim czytaniu i oglądaniu. Taka skleroza mnie dopada :)

      Usuń