wtorek, 23 września 2014

Sztuka pisania o sztuce kulinarnej

Dziwne są zrządzenia losu... na dzisiaj przygotowałam inny post... o książce związanej z tematyką kulinarną. 

Wczoraj zginęła w wypadku samochodowym Hanna Szymanderska.
W informacjach pojawiało się słowo "pisarka", ale nie pisarka tworząca powieści.
Znana przede wszystkim miłośnikom gotowania. To należne uznanie dla sztuki pisania na tematy kulinarne, bo Jej książki to nie tylko zbiory przepisów.

Są to (w mniejszym lub większym stopniu) gawędy zawierające informacje z tematyki najbardziej nas interesującej - naszego jedzenia, naszego odżywiania się, naszych tradycji. I jest to zupełnie inny poziom przekazywania wiedzy od tych modnych i nachalnych celebryckich popisów telewizyjnych, w których aż roi się od błędów i bzdurnych przekazów.. A przecież każdemu prowadzącemu programy telewizyjne, a także piszącemu/piszącej bloga wydaje się, że wszystko umie, wszystko wie najlepiej  i może nauczać. Mało jest wśród nich osób z prawdziwą skromnościa i pokorą uznających, że człowiek uczy się całe życie.


Nie wpadając w banał tekstów z blogasków kulinarnych, typu "uwielbiam gotować", "kuchnia to moja pasja", "eksperymentuję smakami" itd, powiem, że... naprawdę polubiłam gotowanie i różne kuchenne atrakcje. Stało się to w ciągu kilkudziesięciu lat mojego prawdziwego eksperymentowania w kuchni, bo jako żywo na początku kompletnie nic nie umiałam.

I nauczyłam się wiele w najgorszych czasach pod  względem zaopatrzenia, gdy nie kupowało się normalnie w sklepie.


Wtedy "się polowało" - prawie jak na mamuty z dzidą. Chodziło się do sklepów szukając okazji, bo "może coś rzucili". Szczęśliwcy zjedli czasem jakieś frykasy, gdy mieli znajomości w sklepie i kupowali "spod lady". Jakie to było upokarzające dla zwykłych ludzi! - patrz: dla biednych ofiar życiowych, które nie wyrobiły sobie szybko prymitywnych zachowań walki o przetrwanie, czyli inteligencji myślącej wyższymi kategoriami. Przez to także nie wyrobiłam sobie takiej systematyczności w planowaniu posiłków, jaką mają młode znane mi blogerki. A co można było planować? Wracałam z pracy i wędrując "po sklepach" szukałam czegoś na obiad. Jak to coś kupiłam, to wtedy kombinowałam obiad.

W tamtych czasach pomogły mi książki kucharskie, na które też trzeba było polować. Pamiętam, że największym hitem była nie do zdobycia normalną drogą "Kuchnia polska" (nie jestem w stanie podać autorki, a może to była praca zbiorowa tak modna wtedy). Poszukiwana także jako prezent ślubny dla młodych par.

Od pierwszych dni prowadzenia swojego samodzielnego gospodarstwa domowego kupowałam książki kucharskie. Wtedy zaczęła się zapełniać moja kuchenna półka. Zbierałam je długo i mam ich sporo, a dopiero w ostatnich latach zrezygnowałam z kupowania nowych.

Zrezygnowałam z różnych powodów: zbyt wysokie ceny (to główna przeszkoda); niewygoda w korzystaniu (jeśli są to wielgaśne i ciężkie tomiska);  coraz mniejsza przydatność większości przepisów w mojej własnej diecie, no i fakt, że niewiele nowego mogę się z większości tych książek dowiedzieć.


Pozostało nadal zainteresowanie historycznymi kartami naszej polskiej kuchni, ale z kolei takie wydawnictwa są obecnie nie na moją kieszeń.




11 komentarzy:

  1. Podziwiam i szanuję pasję gotowania. To kompletnie nie mój świat. Ale trzeba przyznać, że niektóre książki kucharskie są pięknie wydane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz tak - wydania piękne jak albumy malarstwa. Moje książki w większości to szarzyzna ery socjalizmu, bez żadnego zdjęcia. A jak już zdjęcia były to czarno-białe, nieostre, często rozmazane.
      Teraz gotowanie to sama przyjemność, można mieć prawie wszystkie składniki do każdej kuchni świata. :)

      Usuń
  2. Jak zwykle pięknie napisany post i oczywiście wywołujący wspomnienia... szczególnie zdanie: "przez to także nie wyrobiłam sobie takiej systematyczności w planowaniu posiłków", przecież to o mnie...
    I jak widać życia także nie można zaplanować, choćby nie wiem jakby się chciało, Pani Szymanderska wraz z Panem Grzegorzem Komendarkiem, znanym jako kucharz Grześ z serialu "Złotopolscy"wracali z "Festiwalu Rosołu" w Łapanowie
    A Pani Hanny bardzo żal.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czytałam o szczegółach wypadku. Obojga żal...

      Usuń
  3. Mam sporo książek, ale nie wiem czy jej cokolwiek. Musze sprawdzić.
    Przeczytałam dzisiaj o tym wypadku. Kucharza, który zginął oczywiście znam ze "Złotopolskich". Jak na kucharza grał bardzo ciekawie.
    To przykre, gdy odchodzą czy znani czy nie znani i to w takiej sytuacji.
    Życie jest kruche. Nawet sobie nie zdajemy sprawy, jak kruche.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My chyba już zdajemy sobie sprawę mając za sobą trochę lat życia.

      Usuń
    2. Tak. Masz rację, ale tak się żyje nie myśląc zbyt często o tym. Najbardziej mi to uświadamiają właśnie wypadki tego typu.

      Usuń
    3. Niestety, takie życie niesprawiedliwe, bo często ofiary wypadków to wartościowi ludzie po prostu zabici przez drogowych bandytów.
      Tutaj nie znam aż tak dokładnie szczegółów, ale innych tragedii na drogach ciągle mamy za dużo.

      Usuń
    4. Wśród wielu książek i książeczek o tematyce kulinarnych, które z zamiłowaniem/ nie do gotowania wtedy/ gromadziłam, jakie posiadam znalazłam jedną napisaną przez Panią Hannę i drugą napisana z K. Tomala.

      Usuń
  4. Moja mama uwielbia dostawać w prezencie książki kucharskie. Obecnie ma ich już bardzo wiele, a ja mam coraz większy problem ze znalezieniem nowego prezentu dla niej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale się nie dziwię, że masz coraz większy problem :) Apetyt przecież rośnie w miarę jedzenia, a im więcej książek tym bardziej nasze oczekiwania wzrastają.
      Ja też bardzo lubię dostawać takie książki, ale jak napisałam wcześniej wolę teraz książki bardziej opisowe niż tylko typowo kucharskie z samymi przepisami.

      Usuń