piątek, 19 września 2014

O projektach

Będzie bardziej kresowo  w książkowej blogosferze, a to za sprawą Kaye - pomysłodawczyni blogowego projektu  "Kresy zaklęte w książkach"
Książki poruszające tematykę polskich Kresów pojawiają na blogach systematycznie, ale teraz będą chociaż częściowo zebrane w jednym miejscu tworząc cenny przewodnik i informator w tym zakresie.
Ja sama nie planowałam dołączenia i współtworzenia bloga projektu, przede wszystkim ze względu na swoje podejście do blogowego recenzowania książek. Uważam, że moje teksty nie są recenzjami z prawdziwego zdarzenia, tu zachowuję dużą pokorę.
W przeciwieństwie do wielu (prawdopodobnie młodych) piszących, którzy każdą swoją radosną twórczość uważają za recenzje. Moje wpisy blogowe to po prostu osobiste opinie, garść refleksji, kilka uwag - szczególnie w ostatnich miesiącach, gdy nie mam czasu na szersze dopracowanie tekstu. Dałam się jednak namówić i postanowiłam po namyśle dołączyć ze swoim skromnym udziałem.

Moje zainteresowanie Kresami -  tymi "prawdziwymi" i dalekimi, które nie należą już do Polski, nie łączy się w jakiś szczególny sposób z rodzinnymi korzeniami. Co prawda jestem Łodzianką z dziada pradziada - dosłownie, ale mam też pewne związki z ziemiami wschodnimi ze strony mojej  Mamy. Dokładnie są to dawne białostockie szlacheckie wioski, w których po II wojnie światowej nie wspominało się już o "herbowych papierach", a ślady historii zaginęły w mrokach niepamięci.
Być może dlatego coś mnie ciągnie w tamtą stronę...  a do tego dochodzi jeszcze brak wiedzy będący wynikiem wieloletniego przymusowego milczenia i pustki wydawniczej...
Mam jednak problem z udźwignięciem pewnych tematów - to szczególnie dotyczy rzezi wołyńskiej.
Przeczytałam mocno krytyczne zdanie pod adresem takich czytelników jak ja, którzy jakoby uciekają w wygodne światek przed przerażającą prawdą tamtych wydarzeń. Nie podejmuję dyskusji, bo wydaje mi się mało owocna w warunkach internetowych. Jednak zanim się wyda taki osąd może należałoby wziąć pod uwagę przyczyny takiej "czytelniczej ucieczki"? Mogę mówić tylko we własnym imieniu, ale nie będę się tu tłumaczyć na zasadzie tych przysłowiowych nożyczek.

Moje własne projekty coraz bardziej leżą odłogiem, ale cały czas mam nadzieję, że z czasem jednak chociażby sama je trochę ożywię. A wyzwań i projektów blogowych jest tyle, że niestety... można sobie tylko do nich zaglądać i poczytać co nie nieco na blogach biorących w nich udział.


2 komentarze:

  1. Dziękuję za miłe słowa! Cieszę się, że dałaś się przekonać do udziału. Ja również mam duże opory przed nazywaniem moich tekstów recenzjami i u siebie właściwie tego nie robię.:)
    Temat rzezi wołyńskiej jest bardzo bolesny. Ja także nie mogę się "zebrać w sobie", żeby się wgłębić w ten temat. Ale jestem nim zainteresowana. Podobne opory miałam wobec tematyki zsyłek, ale przełamałam się czytając książkę Beaty Obertyńskiej, więc sądzę, że i na Wołyń przyjdzie czas już niedługo. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja trochę czytałam i wtedy przekonałam się, że nie daję rady. I obawiam się, że ten czas u mnie może w ogóle nie nadejść.

      Usuń