poniedziałek, 15 września 2014

Książka w podróży

W zestawie podróżnym pociągowym zawsze mam coś do czytania. Kiedyś były to gazety lub czasopisma - nie cytuję nikogo, ale w pewnym momencie doszłam do wniosku, że treści w nich znalezione nie są warte coraz większej ceny. Szkoda mi pieniędzy na wydawnictwa jak spod jednej sztancy, różniące się tylko tytułami, za to z nachalnymi reklamami w nadmiarze. A reklam szczególnie nie lubię (delikatnie mówiąc).
Czasami zabieram ze sobą książkę z własnej półki, ale ostatnio wykorzystując okazję kupuję to i owo. Oczywiście nie kupuję po "normalnej" cenie, ale w punktach z tanią książką.
Przed sławnym Euro 2012, zanim zaczął się remont dworca Warszawa Wschodnia, zawsze coś wygrzebałam z pudeł stojących na środku hali  (ustawionych w czworobok). To były naprawdę tanie zakupy, bo kilkuzłotowe (kupowałam gazetki). Teraz zaglądam do takiego miejsca u siebie, na jednym z dworców w Łodzi. Tam niestety łamię się i wbrew własnej zasadzie "że już nie kupuję książek" - kupuję za każdym razem. W ten sposób nabyłam już trzy części z serii "Dwudziestolecie międzywojenne", chociaż zupełnie nie planowałam tych zakupów.
No cóż... słaba wola mola książkowego jednak zwycięża....

Nazwisko autora jest już znane dość dobrze, a sam twórca tych wydanych książek postrzegany jest jako historyk-plotkarz. Spotkałam się na blogach z częstymi krytycznymi opiniami o jego wydawnictwach - mówiąc krótko jest lekceważąco zaszufladkowany do gorszego gatunku piszących historyków. Na tej samej zasadzie co Rodziewiczówna i Dołęga-Mostowicz - literatura drugiej kategorii..
Ja nie dołączę do grona krytykantów, ponieważ potraktowałam przeczytane dotychczas części z tej serii jako informatory ze zdjęciami. Nie oczekując poważnych opracowań historycznych, chciałam zdobyć nowe wiadomości, a przede wszystkim obejrzeć archiwalne zdjęcia, których nigdy nie mam dosyć. Nigdy tak nie jest, że wiemy wszystko na dany temat, zawsze możemy znaleźć w kolejnej książce nowe informacje.

Tutaj również znalazło się sporo nowości - szczególnie o Lidze Morskiej i Kolonialnej. Naprawdę, przytoczone fakty oraz planowana kolonizacja zamorskich terenów mająca stworzyć mocarstwową Polskę dziś wydaje się być absurdalną ideą całkowicie oderwaną od rzeczywistości.
A jednak wtedy znalazła tak wielu zwolenników...

Do innych, typowo plotkarskich książek tego autora raczej nie planuję sięgać. Mało interesują mnie sprawy "kto z kim" przed laty w układach damsko-męskich znanych kiedyś polskich gwiazd. Może w czasach nastoletnich byłoby to dla mnie ciekawe, ale teraz to czas przebrzmiały. Ale nie na tyle, żeby stał się atrakcyjny historycznie. Bardziej wolę oglądać współczesne zdjęcia tzw. ikon PRL-u, pocieszając się, że nie tylko ja się zestarzałam... one też...

8 komentarzy:

  1. Dzisiaj czyta się te opowieści o "Lidze Morskiej i Kolonialnej" z trochę z przymrużeniem oka a pomysły w rodzaju polskiej kolonizacji Madagaskaru traktuje się jak kuriozum ale przed wojną to była naprawdę bardzo poważna organizacja, nawet jeśli weźmie się pod uwagę że duża liczba jej członków to byli uczniowie szkół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko prawda. Jednak nie biorę pod uwagę wiary młodych członków Ligi w słuszność sprawy. Istotne były propagandowe działania dorosłych i hasła w rodzaju "Żądamy kolonii zamorskich dla Polski" (taki transparent niosą członkowie Ligi w czasie pochodu).
      Dla mnie szczególnie niezrozumiała jest sama idea dążenia do kolonizacji obcych ziem w sytuacji, gdy od zakończenia wieloletniego panowania zaborców minęło tak niewiele czasu. Argumenty ekonomiczne - głód ziemi, bieda, bezrobocie wydają się być mniej ważne.

      Usuń
    2. Tak, dzisiaj brzmi to jak kuriozum a i wówczas było mało realne. Ale oprócz takich pomysłów Liga robiła rzeczy znacznie bardziej pożyteczne bo to np. dzięki jej staraniom utworzono Instytut Medycyny Tropikalnej (bo tak to się chyba nazywało).

      Usuń
    3. Trzeba docenić pozytywne osiągnięcia, ale to są jednak szczegóły na tle utopijnych dążeń.

      Usuń
  2. Można też powiedzieć, że dzisiaj te utopijne dążenia (choć nie do końca, bo rozmowy z Francją miały realny kształt aczkolwiek do ich finalizacji było daleko) wyolbrzymia się tak jakby były jedynym efektem działalności Ligi i które łatwo wyśmiać, przesłaniają jej rzeczywistą działalność i osiągnięcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wyśmiewam i nie wyolbrzymiam (przynajmniej tak mi się wydaje).

      Usuń
  3. Ja Kopra na razie znam tylko z "Kobiet władzy PRL" i mnie się jego styl spodobał. Nawet jeżeli jest on plotkarski to sporo interesującej mnie wiedzy miałam w jednym miejscu. I to wiedzy podanej w lekkiej formie, boć traktowała o życiu prywatnym chociaż bez unikania uwidocznienia tego co było złe w systemie.
    Gdzieś mi się kołaczą w głowie te zakusy i dążenia kolonialne naszej ojczyzny. Tylko nie bardzo rozumiem skąd one skoro sami byliśmy niewoleni przez lata.
    Nabytki bardzo interesujące.
    A co do czytania w podróży. Zawsze mam książkę, gdyż nawet w przeszłości, gdy kupowałam jakieś czasopisma wolałam mieć przy sobie książkę. Od lat nie kupuję czasopism, bo wolę czytać książki a poza tym już świat celebrytów mnie nie interesuje, reklam mam po uszy jak bym chciała jakiś film obejrzeć a od wszelakich rad i porad kręciło by mi się w głowie.
    Ze łzą w oku jednak wspominam niby siermiężne, ale tak zawsze oczekiwane w czasach PRL.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też odpowiada taki lekki styl, właśnie dlatego nie krytykuję autora. Tak jak napisałam - nie szukam poważnych i nudnych prac naukowych. A seria "Dwudziestolecie..." dla mnie jest ciekawa, tylko ta cena! Seria składa się z 22 książek, więc całość to już kosmiczny wydatek jak na moją kieszeń.

      W temacie Ligi właśnie najbardziej mi chodziło o tak szybkie zapomnienie czasów zaborów.

      Podejście do rodzaju czytania w podróży jak widać mamy podobne :)

      Usuń