czwartek, 4 września 2014

Jednak nigdy nie mów nigdy

Po przeczytaniu posta "Cięgi dla ciągów (dalszych)" na blogu Lirael, z którego dowiedziałam się , że powstał dalszy ciąg "Zapałki na zakręcie", postanowiłam zastosować się do rady autorki bloga. Nie sięgać po owe kontynuacje. Nie dlatego, że powroty do lektur młodzieżowych po dziesiątkach lat nie są (podobno) wskazane. Ja akurat nie mam z tym problemu, a nawet odwrotnie - teraz chętnie do nich wracam. Do lektury zniechęciła mnie ta właśnie opinia na blogu, a także inne, znalezione w internecie.

A jednak... po pewnym ciekawość zwyciężyła... chociaż zarzekałam się, że chyba nie jestem zainteresowana.
Pomyślałam sobie - "to jednak są odczucia innych, a moje nie muszą być takie same. Zresztą, nawet jeśli powieści okażą się tak nieciekawe, jak to twierdzą ci, którzy przeczytali, to przynajmniej zaspokoję swoją ciekawość co do dalszych losów bohaterów.

Specjalnie nie wracałam teraz po raz kolejny do "Zapałki...", którą mam, ale ostatni raz czytałam wieki temu. Chciałam mieć ten właśnie przedział czasowy i zachowane w pamięci dawne wydarzenia, obraz młodych bohaterów. Potraktowałam lekturę "Pejzażu..." jak spotkanie po latach ze szkolnymi kolegami. Od ostatnich kontaktów minęły lata, wszystko się zmieniło - nasza rzeczywistość i my sami też się zmieniliśmy, bo jesteśmy teraz pokoleniem rodziców dorosłych dzieci. Zmieniły się nasze życiowe role.

Po przeczytaniu jednak nie podłączę się pod ogólną krytykę tej powieści.
Wcale mnie nie rozczarowała, ponieważ jest napisana w podobnym do "Zapałki..." stylu. Może lepiej ją odebrałam po wstępnym nastawieniu na nijakość i dreptanie w kółko. Jednak wcześniej poznane opinie mają pewien wpływ na nasz odbiór - na mój na pewno, dlatego staram się omijać streszczenia, recenzje, opinie o książce, którą chcę przeczytać. W tym przypadku nie dało się tego  uniknąć, bo właśnie z blogów dowiedziałam się o istnieniu tych kontynuacji.

"Pejzaż..." to raczej książka dla starszych pań, które przeżywały swoje nastoletnie czasy razem z Madą i Marcinem.


9 komentarzy:

  1. Dobrze, że tak napisałaś, bo ja mam "Pejzaż... chociaż głównie kupiłam go córce, by sobie go przeczytała.
    W tej sytuacji może i ja go przeczytam chociaż też już nie pamietam "Zapałki ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja "Zapałkę..." pamiętam dość dobrze - tyle razy ją kiedyś przeczytałam :)
      Uważam, że czytanie "Pejzażu..." bez znajomości "Zapałki..." jest całkowicie bez sensu. Kontynuacja jest rzeczywistą kontynuacją - fabuła odnosi się do przeszłości, faktów, zdarzeń, a przede wszystkim do osób bez dodatkowych wyjaśnień. Czytelnik, który nie zna pierwszej powieści niewiele zrozumie z drugiej.

      Usuń
    2. "Zapałkę..." oczywiście też mam więc mogę sobie przypomnieć, bo w trakcie czytania pamięć wraca.

      Usuń
  2. Często powracam do lektur z czasów dzieciństwa czy dojrzewania i przyznam się szczerze, że obecnie inaczej je odbieram...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, chyba u każdego tak jest. I to jest naturalne, bo czytamy ponownie już w innym czasie, z innym bagażem doświadczeń.

      Usuń
  3. W ogóle nie słyszałam o kontynuacji tej słynnej książki. "Zapałka..." ech, nie wspomnę ile lat temu czytane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze trzecia część - "Zatrzymaj echo", ale ja do niej nie dotarłam. Może trafię w bibliotece.
      Gdybym ja napisała, ile lat temu czytałam po raz pierwszy "Zapałkę..." to byłby dopiero szok :)

      Usuń
    2. A to nie zaskoczyłaś z ta trzecią częścią.

      Usuń
    3. Nie pisałam o niej w poście, bo nie czytałam i wydawało mi się, że każdy zajrzy do podanego linka. Lirael pisze o obu książkach będących kontynuacją. Obu się dostało, z tym że drugiej jeszcze bardziej.

      Usuń