wtorek, 16 września 2014

"I była miłość w getcie"

Książka napisana, a właściwie opowiedziana potocznym językiem i chyba przez to szczególnie wymowna.
Wydaje się być niewielka, można ją szybko przeczytać, ale ja ją czytałam z przerwami, "w odcinkach". Zawarta w niej treść jest dla mnie tak skondensowana, że potrzebowałam czytania bez pośpiechu, by dać sobie czas na przemyślenia.
Trzymam się własnej zasady, o której pisałam TU - " W przypadku takich wspomnień nie należy pisać streszczeń książek, bardziej lub mniej szczegółowych. To nic nie daje, bo co wybrać do recenzji? które wydarzenie wyszczególnić?... -  trzeba przeczytać od początku do końca... przebyć całą drogę..."

Zacytuję samego autora, bo ta myśl wydaje mi się szczególnie ważna i powinna wywołać u czytelnika refleksję o tym, czego się dowiedział. Nie tylko w odniesieniu do tych konkretnych wspomnień...

"Czy dziś wolno widzieć sprawy tak, jak się je wtedy widziało? Czy trzeba myśleć po nowemu? Czy trzeba przepuszczać wspomnienia przez filtr dzisiejszej wiedzy?" *


*Marek Edelman, "I była miłość w getcie", Świat Książki Warszawa 2009,  s.105

4 komentarze:

  1. We mnie na pewno wywołałaby wiele refleksji. Chętnie przeczytam, jeśli będę miała okazję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wypożyczyłam w swojej bibliotece dzielnicowej, więc raczej jest dostępna.

      Usuń
  2. Trafny cytat na końcu. Edelman zdawał sobie sprawę z mnogości perspektyw, z których można było oceniać wszystko to, co przeszedł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te słowa ja odebrałam w szerszym zakresie. Uważam je za uniwersalne pytania odnoszące się do wspomnień w ogóle.

      Usuń