czwartek, 28 sierpnia 2014

Tematy z komentarzy, czyli echa blogowych odwiedzin

To pomysły na notki blogowe, które pojawiają się przy okazji mojego komentowania na innych blogach.
I zrobiło mi się trochę żal tych moich myśli odkrywczych i słów porozrzucanych w blogowym świecie. Tym bardziej, że znając już trochę sieciową rzeczywistość nigdy nie wiadomo kiedy blog zniknie, albo jego właścicielka/właściciel uzna za stosowne je po prostu usunąć.
Niech znajdą sobie miejsce w moim notesie.

Dzisiaj temat dający do myślenia - Książki porzucone, nigdy nie przeczytane przez pierwszych właścicieli. 
I przez kolejnych także nie.
Pierwszy raz zetknęłam się z taką książką chyba przy okazji zakupu w antykwariacie powieści "Rodzina Thibault".


Obejrzałam wtedy w telewizji serial zrealizowany na podstawie tej książki, a że szczególnie lubię sagi i wszelkie długie powieścidła, gdy wypatrzyłam ten tytuł w antykwariacie bez namysłu kupiłam. Również bez zaglądania do środka. Dopiero w domu zobaczyłam, że żaden z tomów nie został nigdy został przeczytany. Wszystkie miały nierozcięte kartki.
Pamiętam, że pierwszą moją refleksją była myśl "jaki smutny jest los takiej książki". Przekazywana z rąk do rąk w stanie takim jakim wyszła z drukarni i nigdy nikt czytał tego utworu. Inna sprawa to bylejakość wydawnicza tamtych czasów, czyli wypuszczanie na rynek egzemplarzy niedopracowanych pod względem edytorskim.
Fakt wędrowania książki w stanie pierwotnym można było zrozumieć w przypadkach książek propagandowych, produkcyjniaków wciskanych ludziom na siłę. Wiadomo, że tego najczęściej nie chciało się czytać, więc trafiały do piwnicy, albo na strych. W pewnym okresie niebezpiecznie byłoby je oddawać na makulaturę, lepiej gdy leżały w niewidocznym miejscu.
Jednak trudniej mi zrozumieć taki brak zainteresowania literaturą, jak w tym przypadku.
Tu los książki jest szczególny, bo została komuś podarowana jako prezent imieninowy


Nie znalazł się nikt, kogo zainteresowałaby ta książka? Prawdopodobnie trafiła do antykwariatu przy okazji likwidacji mieszkania i wyprzedawania czyjegoś spadku.
Takich książek na pewno było więcej, tylko mając lepsze wydanie same nie mogły być świadectwem, że nikt do nich nie zaglądał...

16 komentarzy:

  1. Powinnyśmy ocalać od zapomnienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwi miłośnicy książek wiedzą to i robią, ale to chyba wymierający gatunek.
      Dla wielu ludzi taki spadek w postaci księgozbioru to tylko kłopot, którego trzeba się pozbyć. Kiedy widzę w antykwariacie książki z odręczną dedykacją, albo nawet z autografem pisarza (i to bardzo znanego), to lepiej nie cytować co sobie wtedy myślę.

      Takie traktowanie czyjegoś dorobku jak śmieci widzę w sklepie, który często mijam. Na wystawie co trochę pojawiają się komplety talerzy, szkło dekoracyjne, serwisy do kawy, porcelanowe figurki, a we wewnątrz obrazy, makatki, drobne sprzęty, nawet małe meble. I to nie są antyki - to niemodne już wyposażenia mieszkań, które spadkobiercy nie wyrzucają na śmietnik, bo jeszcze chociaż parę groszy można zarobić.
      Kiedy mijam ten sklep zawsze patrzę z przykrością na ten dorobek życiowy nikomu już dziś niepotrzebny.

      Usuń
    2. Tylko w tym miesiącu kupiłam dwie książki z dedykacjami i autografami nieżyjących pisarzy - Zofii Kossak i Romana Hrabara. Dałam im drugie życie - tak to odbieram - po uśmierceniu przez tych, którzy odziedziczyli biblioteczki.
      Moje książki jeszcze znajdą sobie półki w innych domach, ale "piękna rupieciarnia" podzieli los jej podobnych. I tak wytrwale penetruję giełdy staroci:)

      Usuń
  2. Takie antykwaryczne nabytki miały swój urok.
    Też chyba coś z taka okładką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od pewnego czasu omijam antykwariaty, tak jak księgarnie, bo zawsze coś kupię jak tylko wejdę do środka. :)

      Usuń
  3. To jest nas już dwoje, u mnie "Rodzina Thibault" stoi na półce pewnie za dwadzieścia lat i nie zapowiada się bym dowiedział się w najbliższym czasie o czym pisał du Gard. Co gorsza stoi w całkiem dobrym towarzystwie, które czeka chyba ten sam los.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się dowiedziałam o czym pisał, bo pracowicie porozcinałam te kartki, a było co robić w tych tomiszczach. I przeczytałam, chociaż porównanie z filmem tym razem wypadło na niekorzyść powieści, co u mnie jest raczej rzadkością w ocenie.

      Usuń
    2. W takim razie jesteś lepsza :-) bo ani książki nie czytałem ani filmu nie oglądałem.

      Usuń
  4. To rzeczywiście smutne. Choć mogłoby być dziełem przypadku, ktoś nie trafił w czyiś gust. Miewam podobne wrażenie przygnębienia w muzeach, w których wszyscy chcą oglądać Mony Lisy i Van Goghi, a są sale, do których mało kto zagląda, a nawet zajrzawszy nie zawiesi nawet wzroku na obrazie. Zawsze staram się wypatrzeć obraz nieznany, który mi się spodoba, który zapamiętam i sprawdzę (dowiem się czegoś) o malarzu, ale to nie zawsze się udaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nietrafiony prezent - tak mogło być, ale później nikt inny nie zainteresował się książką. nawet ten, kto oddał ją do antykwariatu.

      Usuń
  5. Hm. Takich książek, dotąd nie przeczytanych przez właścicieli, sporo na mojej półce...
    A tak poważnie, to całkiem niedawno kupiłam na allegro dwie znakomite książki z ilustracjami Bohdana Butenko. Pierwsza była opatrzona autografem samego Butenki i dedykacją dla niejakiej Klaudii, druga - była książkową pamiątką ukończenia przedszkola. Mimo tego, że ucieszyłam się z tego, że obie wpadły w moje ręce, zrobiło mi się trochę smutno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli podobnie odczuwamy smutne losy książek. A miałam obawy, że zbyt emocjonalnie i niepoważnie podchodzę do tematu. :)

      Usuń
    2. Smutne to bez dwóch zdań. Tak jak smutne, że są przedmioty których nikt nie chce (bo miały pecha znaleźć się w złym miejscu i czasie) tak smutne, że są ludzie, którzy nie znajdują zrozumienia u współczesnych. Ach te moje uogólnienia:( Miłego weekendu

      Usuń
    3. Guciamal - ja rozumiem te Twoje uogólnienia, więc nie przestawaj :)
      Za weekendowe życzenia dziękuję - był wyjątkowo miły i rodzinny. Dlatego nie mogłam odezwać się wcześniej.

      Usuń
  6. Smutne bywają losy niektórych książek. A może ktoś chciałby przeczytać, ale stan tego egzemplarza mu na to nie pozwolił, oddał go więc do antykwariatu? W sumie antykwariat to zawsze lepszy wybór niż wyrzucenie do śmietnika, zniszczenie na własną rękę (niedawno zmarła jedna z moich sąsiadek, kobieta samotna i bez bliskiej rodziny, ktoś potem przyjechał i wyrzucił większość jej starych rzeczy, m.in. mebli i książek, do śmietnika) itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak by chciał, to by przeczytał - proste.Wystarczyło tylko porozcinać kartki. Stan egzemplarza był wręcz idealny, bo nigdy nie czytany.

      Usuń