środa, 27 sierpnia 2014

Mody i snobizmy czytelnicze

26 sierpnia minęła setna rocznica urodzin Julio Cortazara i to mi przypomniało czas mody... nagłego zainteresowania...a może snobizmu na literaturę iberoamerykańską.
W moich studenckich czasach należało w zażartych dyskusjach rzucać z nonszalancją pewnymi nazwiskami i pewnymi tytułami, a już zestawienie i dźwięczność słów "Julio Cortazar i Gra w klasy" przyprawiało co najmniej o dreszcze (być może wywołując także intelektualne orgazmy) u  niektórych moich koleżanek i kolegów.

Nie było mi dane znaleźć się wśród tych "właściwie oczytanych" z prozaicznego powodu - nie byłam w stanie dotrzeć do tej najmodniejszej książki i przeczytać. To nie były czasy łatwego dostępu do pewnych książek, a ja po pewnym czasie po prostu sobie odpuściłam.
Ale dopiero dużo później zastanowiłam się nad istotą tego owczego pędu, tej mody w pewnym sensie narzuconej przez wydawnictwa i krytyków literackich. Ilu czytelników naprawdę doceniło tę literaturę, ilu szczerze zachwyciło się twórczością tych pisarzy z egzotycznych stron, ilu w ogóle ją zrozumiało?

Wtedy po prostu chciałam przeczytać cokolwiek, żeby wiedzieć... móc samodzielnie poznać...
Gdy więc wypatrzyłam w księgarni zbiór opowiadań Cortazara, natychmiast kupiłam i próbowałam czytać.
Od tamtego czasu minęło już wiele lat i nie pamiętam żadnych wrażeń z tego próbnego czytania... bo na próbach się skończyło.
Dziś wyciągnęłam książkę z półki, ale jakoś nie ma ten zbiór szczęścia. Tomiszcze prawie 500 stron, z bardzo gęstym drukiem po raz kolejny mnie zniechęciło.

Współczesne mody i snobizmy już nie są tak wyrafinowane, atakują nas ze wszystkich internetowych źródeł... o reklamie już nie wspomnę...

Julio Cortazar, Opowiadania zebrane, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975


20 komentarzy:

  1. "Gra w klasy" to jednak coś więcej niż tylko moda, minęło ponad pół wieku od czasu kiedy się ukazała a Cortazar ciągle w grze :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może tak jest, nie wiem i nie mogę wypowiadać się na ten temat. Nie poznałam tamtej literatury, później już jakoś nie było mi po drodze. To pewnie spore zaniedbanie czytelnicze, ale w moim przypadku jest ich więcej. Wstyd się przyznać, ale trochę klasyki z literatury powszechnej mam do nadrobienia. Jeszcze, żeby chęci się znalazły :)

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że znajomość klasyki to podstawa w miarę kompetentnych rozmów o literaturze. To chyba Beata (tej od "Szczura w antykwariacie") przytoczyła wypowiedź, któregoś z literaturoznawców na temat dzisiejszego traktowania klasyki przez młodych czytelników, kiedy to podchodzą do niej z dezynwolturą, pokrywając nią często własną niekompetencję.

      Usuń
    3. To nie podlega dyskusji - znajomość klasyki jest tak oczywista.
      Ale, ale... - po pierwsze - niewielu jest na świecie ludzi, którzy rzeczywiście znają całą klasykę; po drugie - każdy z nas ma jakieś braki w tym zakresie, bo się nie doczytało do końca, bo nas znudziło, bo nie lubimy danego pisarza, bo nie dojrzeliśmy w momencie czytania do tej książki itd.
      Tak też jest ze mną, stąd moje przyznanie się do tych braków - oczywiście z innych powodów niż lekceważenie przez młodych czytelników :)

      Usuń
    4. Chyba trochę odbiegliśmy od tematu :-) bo rozmawialiśmy o relacji moda/snobizm a kanon. To oczywiste, że nikt nie zna całej klasyki :-), zwłaszcza że nie ma przecież jednego, trwałego kanonu, ani takiej potrzeby i nie o to przecież chodzi, tak jak nie ma obowiązku gustowania w niej.

      Usuń
    5. Obowiązku gustowania w klasyce nie ma, ale znać ją trzeba, jeśli chce się należeć do grona ludzi ogólnie wykształconych. O tym już też była mowa na blogach. Niepokojące jest to, że młode pokolenia nie odczuwają takiej potrzeby, co ja akurat rozumiem biorąc pod uwagę coraz niższy poziom chociażby matur. Aż strach myśleć o poziomie studiów i marnego znaczenia tytułów magisterskich.

      Usuń
    6. Fakt, co do tego pełna zgoda ale nie winiłby za wszystko młodego pokolenia, to że każdy dąży do "opędzenia" szkoły i uczelni jak najmniejszym nakładem sił i czasu, wg mnie jest zgodne z ludzką naturą :-), ale przecież uczniowie i studenci mają jeszcze nauczycieli i profesorów. Pytanie brzmi, co oni robią wypuszczając armię dyletantów?

      Usuń
    7. Nie mam pretensji do młodych - to wina "starych", czyli pokolenia nauczycieli i profesorów. Oraz tych wszystkich "mądrych", którzy co rusz reformują oświatę. I za każdym razem na gorsze.

      Usuń
    8. Moim zdaniem, w dużym stopniu tak, ale też nie ma co rozgrzeszać wszystkich młodych en bloc. Od studentów, zwłaszcza tych, którzy studiują różnego rodzaju filologię można jednak czegoś więcej oczekiwać niż tylko znajomości tytułów a czasami i z tym jest tak sobie. W każdym razie, gdy spojrzy się na panującą na blogach książkowych abominację do klasyki to można się trochę podłamać.

      Usuń
    9. Toteż napisałam wcześniej o niepokojącym braku pewnych potrzeb, co jest przecież efektem działań decyzyjnych. A współczesny student? - to przecież właśnie produkt nie tylko chybionych decyzji oświatowych, ale przede wszystkim odbiorca papki, wykarmiony tą papką bezmyślny konsument komercji. Chyba jedynie mądrzy rodzice i normalny pod względem kształtowania potrzeb intelektualnych dom rodzinny może wychować młode pokolenie.

      Usuń
    10. Nie zganiałbym wszystkiego na chybione decyzje oświatowe, owszem to jedno ale są przecież także ci, którzy je realizują i to od nich w dużej mierze zależy czy np. "Antygona" zostanie przedstawiona jako nudna piła czy też dramat, którego istota ciągle pozostaje aktualna. Nie wiem jak wygląda spis lektur np. na pierwszym roku filologii polskiej na UW ale przeglądałem spis lektur klas maturalnych - moim zdaniem nie jest to komercyjna papka aczkolwiek byłem zdziwiony, że w niektórych przypadkach nie trzeba czytać całej książki tylko jej fragmenty.

      Usuń
    11. Miałam na myśli papkę fundowaną dzieciom i młodzieży poza szkołą - przede wszystkim internet i telewizja, radio i gazety w dużo mniejszym stopniu, bo nie słuchają i nie czytają tak jak kiedyś.
      Napisałam co sądzę w sposób ogólny, bo wydaje mi się, że dobrze rozumiemy problem i nie ma potrzeby tłumaczenia sobie na wzajem. Oboje wiemy o co chodzi i jakie są przyczyny, a jeśli będziemy mocno wchodzić w szczegóły i drążyć sprawę oświatową, to możemy w końcu dojść do klauzuli sumienia nauczyciela wuefu.

      Usuń
  2. Miałam podobne dylematy, dopóki nie przeczytałam Bayarda "Jak rozmawiać o książkach, których się nie przeczytało?". Trochę snobizmu nadaje smaczek;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podrzuciłaś ciekawy tytuł :), chociaż takie rozmowy wydają mi się bez sensu. To bardziej przypominałby dyskusję o książkach na podstawie przeczytanych bryków i streszczeń. Inaczej tego nie widzę.

      Usuń
  3. Masz racje z tym Cortazarem, tez pamiętam jak pewna super intelektualna koleżanka wzdychała w upojeniu nad gra w klasy. Tymczasem mnie ta książka nie podchodziła i do dziś nie mogę się do niej przekonać. Choć do samego Cortazara zapałałam cieplejszym uczuciem po przeczytaniu Wielkich Wygranych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubię modnego czytania - tylko dlatego, że "tak wypada", czy mówiąc bardziej współcześnie "jest trendy".
      Nigdy nie zachwycam się całością twórczości pisarza, może mi się spodobać na przykład tylko jedna jego książka. U mnie to działa podobnie w muzyce, mogę słuchać z przyjemnością tylko jednego utworu lub podoba mi się tylko jedna piosenka. A reszta odpada :)

      Usuń
  4. Pamiętam czas, gdy często sięgałam po literaturę iberoamerykańską...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to była dość powierzchowna przygoda i to dawno temu :)

      Usuń
  5. Z iberoamerykańskiej poznałam tylko Marqueza w czasie snobistycznej mody na tego typu literaturę. Jakoś oparłam się tej modzie dość mocno.
    Powróciłam, ale już bardziej współcześnie do tej literatury za sprawą Fuentesa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak napisałam w odpowiedzi do Agi - powierzchowne i dawno temu :)

      Usuń