środa, 20 sierpnia 2014

Kalendarium - Bolesław Prus

Bolesław Prus (Aleksander Głowacki) urodził się 20 sierpnia 1847 roku, zmarł 19 maja 1912.
Nie dożył niepodległej Polski, ale też nie doświadczył okrucieństw czasu Wielkiej Wojny. Co wybrałby, gdyby mógł?


Specjalnie z tej okazji wyciągnęłam ze Starej szafy tom "Kronik" i w czasie krótkiego wypoczynku (cudne chwile na leżaku... w cieniu... ale roboty w ogrodzie dużo po zaniedbaniach z upalnych dni), po raz kolejny poczytałam sobie fragmenty "Kronik".

Prus należy do moich ulubionych pisarzy. Może dlatego, że poznałam go z własnej woli już w czasach szkoły podstawowej? Pamiętam pierwsze czytanie fragmentów "Lalki" - to scena w sądzie (Baronowa Krzeszowska i studenci). Znalazłam ją w roczniku powojennej gazetki dla dzieci "Przyjaciel" i od tego czasu przeczytałam powieść już kilkanaście razy.
Jak ja lubię ten nieśpieszny styl, piękny język, a przede wszystkim poczucie humoru pisarza...
Dziś pewnie pisarstwo Prusa odbierane jest w większości jako archaiczne i rozwlekłe nudy, ale dla mnie nie ma tu żadnego porównania z esemesową skrótowością  współczesnych czytadeł.

Do "Lalki" powracam przede wszystkim ze względu na pamiętnik starego subiekta - to wspaniałe teksty.

"(...) - Niech panowie siadają - rzekł manewrując ręką w taki sposób, że nie wiedziałem, czy każe nam umieścić się w walizce, czy na podłodze.- Gorąco, panie Wirski - dodał - prawda?... Aaa!...
- Właśnie sąsiad z przeciwka skarży się na panów dobrodziejów!... - odparł z uśmiechem rządca.
- O cóż to?
- Że panowie chodzą nago... po pokoju...
Młody człowiek oburzył się.
- Zwariował stary, czy co?... On może chce, żebyśmy się ubierali w futra na taką spiekotę?... Bezczelność! słowo honoru daję...
- No - mówił rządca - niech panowie raczą uwzględnić, że on ma dorosłą córkę.
- A cóż mnie do tego?... Ja nie jestem jej ojcem. Stary błazen! słowo honoru, i przy tym łże, bo nago nie chodzimy.
- Sam widziałem... - wtrącił rządca.
- Słowo honoru, kłamstwo! - zawołał młody człowiek rumieniąc się z gniewu. - Prawda, że Maleski chodzi bez koszuli, ale w majtkach, a Patkiewicz chodzi bez majtek, lecz za to w koszuli. Panna Leokadia więc widzi cały garnitur...
- Tak, i musi zasłaniać wszystkie okna - odparł rządca.
- To stary zasłania, nie ona - odparł student machając ręką. - Ona wygląda przez szpary między firanką a oknem.
Zresztą, proszę pana: jeżeli pannie Leokadii wolno drzeć się na całe podwórko, to znowu Maleski i Patkiewicz mają prawo chodzić po swoim pokoju, jak im się podoba. (...)"

Bolesław Prus "Lalka", PIW, Warszawa 1968, tom II, s. 168-169

16 komentarzy:

  1. Uwielbiam "Lalkę" dla mnie to jedna z najlepszych książek literatury polskiej wszechczasów :-), teraz przypominam sobie będąc w jej cieniu "Emancypantki", co prawda to nie to ale też niezłe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to miło dowiedzieć się, że jest nas więcej :)
      "Emancypantki" mam i też czytałam kilka razy, ale oczywiście nie równają się z "Lalką" . Zastanawiałam się wcześniej dlaczego ta powieść jest dla mnie mniej atrakcyjna (jeśli można tak to ująć) i doszłam do wniosku, że między innymi dlatego, że jest zbyt gorzka, smutna. Chociaż niestety życiowo aż nazbyt prawdziwa.

      Usuń
    2. "Lalka" też nie napawa optymizmem, niestety - przecież Wokulski i Rzecki umierają, a ten pierwszy na dodatek z poczuciem klęski.

      Usuń
    3. Zgadzam się, "Lalka" nie jest przecież powieścią ze szczęśliwym zakończeniem i całość fabuły również, ale sam język Prusa jest tutaj w wielu miejscach pogodniejszy - mimo wszystko. A charakterystyka większości bohaterów? chociażby samej Izabeli, czy barona; sceny opisane pół żartem, z tym cienkim dowcipem na pograniczu - z udziałem wspomnianych już studentów, czy opis kamienicy Łęckich pod kątem żółtych domów w Warszawie lub rozmowa Wokulskiego z dżokejem .

      Usuń
    4. To chyba za bardzo nie podyskutujemy bo ja z Tobą też się zgadzam :-) dlatego napisałem, że "Lalka" to jedna z najlepszych polskich powieści, chociaż nie wiem czy nie powinienem napisać najlepsza bo nie bardzo widzę powieść, która mogłaby jej zagrozić.

      Usuń
  2. Rzeczywiście nie podyskutujemy w formie obrony swoich odmiennych zdań, to nie ten przypadek :)
    "Lalka" - jedna z najlepszych polskich powieści, dla której ja jednak widzę nie tyle zagrożenie, co równorzędną pozycję. To "Ziemia obiecana", na mojej osobistej liście jednak na pierwszym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie, wszystkiego się spodziewałem tylko nie tego :-), nie żeby "Ziemia ... " była słaba, raczej jest niedoceniona, ale gdzie tam bohaterom Reymonta do postaci Prusa :-)

      Usuń
    2. A widzisz - tutaj mamy rozbieżność :) Wydawało mi się, że również u Ciebie na blogu dałam wyraz swojej miłości do "Ziemi obiecanej".
      Nie porównuję bohaterów obu powieści, chociaż ci łódzcy wcale nie są gorszego gatunku. Dla mnie "Ziemia obiecana" to przede wszystkim powieść o mieście. Uważam, że Reymont genialnie oddał prawdziwego ducha miasta - tygla narodowościowego, tej Łodzi przemysłowej z XIX wieku, którą możemy pamiętać jeszcze z czasów PRL-u, a ja pamiętam z rodzinnych opowieści, rozmów dziadków i wujków (rozmów sięgających lat jeszcze sprzed I wojny), no i oczywiście zdjęć, których zachowało się trochę w rodzinie. To był dla mnie taki właśnie łącznik z tamtymi czasami i prawdopodobnie dlatego "Ziemia..." jest dla mnie tak ważną powieścią.

      Usuń
    3. To prawda, jeśli chodzi o portret miasta to rzeczywiście Łódź Reymonta może być górą nad Warszawą Prusa ale przecież oceniamy książki za całokształt a nie tylko za to, za co je lubimy :-)

      Usuń
    4. Na ocenę całokształtu zabrakłoby nam czasu tutaj na blogach. :)
      I podejrzewam, że już na wstępie mogłyby nas podzielić przyjęte kryteria tych ocen. Chyba, że poddamy się akademickim wyznacznikom, ale ja już mam takie "odgórne" teorie za sobą i podchodzę do nich z dystansem.
      Wolę pozostać przy subiektywnym odbiorze i swobodnej wymianie zdań :)

      Usuń
    5. Akademickie wyznaczniki i odgórne teorie, ex definitione :-) są wykluczone :-)

      Usuń
    6. Całkowicie popieram :)

      Usuń
  3. Ostatnio z dużą przyjemnością znów oglądaliśmy z mężem "Lalkę " - tę serialową wersję z Kamasem.
    Gdybyż tylko kto inny grał Izabelę.
    "Lalka" to znakomita lektura. Może skuszę się ją jeszcze raz przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku takich książek czytanie po latach to często odkrywanie na nowo :)
      Filmowa "Lalka" nie miała szczęścia do obsady głównej bohaterki - mnie nie odpowiadała ani kinowa, ani serialowa.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Tobą w obydwu tematach.
      Lalka nie miała szczęścia do obsady roli Izabeli. Ale i tak mi się wydaje, że Beata Tyszkiewicz była lepsza w tej roli.

      Usuń
    3. Jeśli oceniać w kategoriach "mniejszego zła" to rzeczywiście Beata Tyszkiewicz była lepsza.

      Usuń