piątek, 1 sierpnia 2014

70 lat temu...

"Kiedy panna Biesiadowska znalazła się na ulicy, uderzył ją jakiś niezwykły ruch. Nie był to nawet ruch, ale coś nieuchwytnego w wyrazie twarzy niektórych mijanych przechodniów. Na Brackiej pod numerem piątym zauważyła czterech młodych ludzi, stojących jakby w oczekiwaniu.(...)
   Przypatrzyła się badawczo stojącym , wszyscy byli w wysokich butach i długich marynarkach.
- Szaleńcy - szepnęła.
Spotkanie z młodzieńcami stojącymi w bramie oprzytomniło ją trochę i zaczęła uważniej patrzeć na tłum przechodniów. Młodzi mężczyźni i młode kobiety szli masami, widocznie spiesząc się na jakieś wyznaczone miejsca. Chłopcy w żołnierskich butach, z plecakami, w wiatrówkach i długich, modnych kurtkach. Kieszenie płaszczy, których włożenie nie bardzo było uzasadnione wobec przepięknej pogody, wypchane były niekiedy jakimiś krągłymi przedmiotami. Panna Tekla widywała te przedmioty u Andrzeja: były to granaty.
   Mimo tego widoku panna Tekla nie odczuwała niepokoju. Przyzwyczaiła się do rozmaitych rzeczy. W ostatnim tygodniu Alejami Jerozolimskimi od strony mostów ciągnęły poszarpane niemieckie tabory, a potem w stronę przeciwną jechały samochody pancerne i samochody osobowe pełne umundurowanych oficerów. Ruch ten śledziły na trotuarach tłumy warszawskiej publiczności. (...)

Nagle w stronie Marszałkowskiej rozległy się strzały. Jakiś starszy pan biegł stamtąd.
- Niech pani ucieka  - zawołał do Tekli mijając ją - niech pani stąd ucieka!...
- Co się stało?! - zdumiona krzyknęła Tekla.
- Powstanie! - zdołał zakrzyknąć starszy pan i w głosie jego było tyle zdumienia, ile przerażenia. Biegł w stronę Politechniki." 
Jarosław Iwaszkiewicz "Sława i chwała", PIW, Warszawa 1968, tom IV s. 300, 301, 306 




Kartka z kalendarza pochodzi z Muzeum Powstania Warszawskiego.
Byłam tam 6 lat temu, właśnie w sierpniu... i było to dla mnie niezwykłe przeżycie. Przede wszystkim ze względu na znaczenie samego miejsca. To także niezwykłość organizacji i ekspozycji - wtedy bardzo nowatorska w Polsce muzealnej, wpływa na nasz odbiór historii.
Oczywiście jest on inny u każdego z nas, bo inne jest nasze postrzeganie tamtych wydarzeń - przede wszystkim ze względu na miejsce urodzenia, rodzinne korzenie, przywiązane do tego miasta.
Ja do Warszawy tylko przyjeżdżam okazjonalnie i nie mam bliższych związków rodzinnych z miastem, ale jednak bardzo emocjonalnie odczuwam historię Powstania.
Nie oceniam decyzji wojskowych... nie gdybam "co by było gdyby"...  - myślę o ludziach...

Technika pozwala nam także na częściowe choćby zwiedzanie poprzez Wirtualne Muzeum Powstania Warszawskiego.

4 komentarze:

  1. Zbieranie tych kartek, to był/jest żelazny punkt programu dla moich dzieci, no i przejście kanałami (tymi w suterynie). Byłem zaskoczony kiedy dowiedziałem się, że córka z koleżankami z własnej inicjatywy umawiała się na zwiedzanie Muzeum - a że codziennie przechodzę koło niego, widzę że nie ona jedna. Ale to co mnie jeszcze bardziej zaskakuje, to fenomen, że muzeum poświęcone jakby nie patrzeć lokalnemu wydarzeniu jest tak popularne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja te kartki zabrałam dla mojego Taty, który ze względu na wiek nie może już pojechać na taką realną wycieczkę. A teraz dodatkowo mogę mu chociaż pokazać wirtualne muzeum.

      Z tym stwierdzeniem o lokalności wydarzenia nie do końca się zgodzę. To jest dla wielu z nas sprawa ważna, niezależnie od miejsca naszego pochodzenia. I tak jak napisałam w poście - pokazana w atrakcyjny dla młodych sposób. Zakurzone gablotki i filcowe kapcie nigdy nie były dla dzieciaków, ani młodzieży atrakcyjne (no, chyba tylko do ślizgania się po parkietach, gdy pilnujący nie widzieli).
      A ja nawet nie próbowałabym wejść do kanału (tego w muzeum, oczywiście). Tu klaustrofobia na całego. I tak sobie teraz pomyślałam, pisząc - a czy miałabym takie obawy w tamtym czasie, gdy wejście do kanału mogło być jedynym ratunkiem? Pewnie nawet nie pamiętałabym o takich głupotach.

      Usuń
    2. W Muzeum są dwa kanały - jeden na piętrze, w tym pewnie byłaś i ten drugi coś w rodzaju labiryntu, przeznaczony dla dzieci. Jeśli chodzi o atrakcyjność to Muzeum atrakcyjne jest dla wszystkich bez względu na wiek a miłośnicy gablot też kilka znajdą :-).
      Co do lokalności wydarzenia, to można łatwo to zweryfikować - wystarczy zobaczyć ile osób zatrzymało się 1 sierpnia o godz. 17-tej poza Warszawą i ile imprez związanych z Powstaniem jest poza nią zorganizowanych ...

      Usuń
    3. Jeśli patrzeć na organizację uroczystości poza Warszawą, czy na zatrzymanie się o godz. 17, to rzeczywiście, możemy mówić o lokalności. Ja zrozumiałam, że chodzi o samo Powstanie jako lokalne wydarzenia. Ale to pewnie nadmierny upał mąci mi w mózgu. Lepiej powstrzymam się z wypowiedziami na blogach do czasu wyraźnego ochłodzenia, bo już coraz częściej nie rozumiem co czytam i co piszę.
      Pozdrawiam, z nadzieją na zmianę aury :)

      Usuń