poniedziałek, 2 czerwca 2014

Było... minęło... (15) - "Co okręt wiezie"

Od początku tworzenia tego bloga szukałam formuły wpisów dla kategorii książek przeznaczonych dla młodego czytelnika, ale naznaczonych już piętnem czasu. Nie miałam w planach tworzenia kolejnego bloga wydzielającego tę część literatury, szczególnie że już jest kilka takich blogów i nie chciałabym powielać tych pomysłów. Do tego jeszcze problemy z nazwą - samo słowo "klasyka" też w pewnym sensie mnie ogranicza, bo chcę wspominać książki, które dla wielu klasyką nie są - a nawet mogą być uznane za niegodne zaliczania do tej kategorii.
Początkowo dołączyłam do blogowego projektu Klasyka młodego czytelnika, ale w pewnym momencie zrezygnowałam ze względów fejsbukowych.
Ciągle też wahałam się, czy jest jakikolwiek sens w wyciąganiu tych książek i książeczek z mroków zapomnienia. Jednak przy okazji wczorajszego Dnia Dziecka i własnych wspomnień czytelniczych, zdecydowałam się na przypomnienie książek - moich dawnych lektur i niektórych książek z dziecięcych lektur mojego męża.
To będzie całkowicie subiektywna lista, a kolejność publikacji dowolna i przypadkowa - po prostu którą książkę wyciągnę o tej napiszę. Posty też będą różne - nie zakładam żadnych obszernych studiów i analiz, napiszę więcej, mniej lub wcale o samej książce i jej autorze. W niektórych przypadkach to będzie tylko prezentacja.

I od takiej prezentacji zacznę.
Irena Tuwim "Co okręt wiezie"


Ilustrował Juliusz Makowski
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy "Nasza księgarnia"
Warszawa 1962, Wydanie I
Nakład 60 000+234 egz.
Cena 16 zł

Książeczka, której słownictwo wcale nie jest archaiczne. Oczywiście pewne słowa trzeba dziecku przybliżyć, bo już trudno je znaleźć w codziennym języku, ale to pojedyncze przypadki.





7 komentarzy:

  1. Uwielbiam wracać do takich zapomnianych bajek z mojego dzieciństwa. Czekam na kolejne odsłony. Pozdrawiam ciepło;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) - będą kolejne odsłony, szczególnie teraz w czerwcu.

      Usuń
  2. Fajny pomysł. Będę sobie przypominać co sama czytałam lub znam.
    Tego Tuwima nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładniej to jest "ta" Tuwim, Irena - siostra Juliana. Być może dlatego jej nie kojarzysz.
      A ma duże zasługi w zakresie tłumaczeń - między innymi Kubusia Puchatka i mary Poppins. :)

      Usuń
  3. Nigdy nie miałam w ręku tej książeczki, ale niezwykle pasuje mi do planowanego od dawna posta o książkach dotyczących alfabetu! Dzięki!
    i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może Cię zainteresuje moje dzisiejsze znalezisko w starej szafie? Trafiłam na nieznaną mi książeczkę (dużego formatu) dotyczącą alfabetu. Wstawię posta w najbliższym czasie. :)

      Usuń
    2. Pewnie, że zainteresuje! Czekam, czekam!:) A książeczkę Ireny Tuwim już zarezerwowałam w swojej bibliotece - u nas dostępne jest jednak tylko późniejsze wydanie, z ilustracjami Pokorskiego (co wcale nie jest wadą, a wręcz przeciwnie!).

      Usuń