niedziela, 1 czerwca 2014

Pierwsze samodzielne czytanie

Dziś kolejny wpis wspomnieniowy... wiadomo z jakiego powodu.
Kiedyś pewna komentatorka na którymś moim blogu stwierdziła, że ja strasznie lubię wspominać. I to niestety miał być zarzut - jaka to ja jestem nudna i męcząca i w ogóle archaiczna z tym swoim ciągłym wracaniem do przeszłości... bo kogo to obchodzi...
Wtedy mnie obeszło, bo to był jeszcze czas przejmowania się tym co ludzie powiedzą, a właściwie co ludzie napiszą pod moimi tekstami. Teraz na szczęście już z tego wyrosłam - najwyższa pora! biorąc pod uwagę status rodzinny i starą metrykę.
Siedzę przy komputerze w pełnej ciszy nocnej - nareszcie pod moimi oknami ucichły wrzaski grupowej wersji kultu młodości, terroryzującej okolicę hałasami nie nadającymi się do druku.
A ja zamiast spać myślę sobie o Dniu Dziecka mojego dzieciństwa. I niestety, zupełnie nie pamiętam czegokolwiek specjalnie świątecznego. Totalna amnezja. Żadnej imprezy, żadnych prezentów... Być może znalazłabym coś w moim dziecięcym pamiętniku, ale dziś jakoś nie mam chęci szukać...
Szukam więc w pamięci - pod hasłem "które książki czytałam najdawniej". Co prawda to zabrzmiało jak coś "z otchłani wieków", ale prawie tak samo się czuję, usiłując dotrzeć do najdalszych zakamarków pamięci.
Nie wiem, jak inni, ale moja pamięć działa w tym momencie na zasadzie "pamiętam, bo czytałam wielokrotnie".

To kilka książek, które tworzą ten zbiór ulubionych. Musiały być ulubione, inaczej nie wracałabym do nich.
Kolejność przypadkowa...
I jeszcze uwaga techniczna - wszystkie te książki mam u siebie, ale odnalezienie niektórych w moich zbiorach wymaga dużo czasu, więc do dzisiejszego posta wykorzystałam zdjęcia dostępne w sieci.
"W dolinie Muminków" - o moim spotkaniu z Muminkami napisałam TU


"Kichuś majstra Lepigliny" - czytałam i wierzyłam w każde słowo.
Wykorzystałam zdjęcie z tej strony, ponieważ mój własny egzemplarz jest gdzieś mocno schowany między książkami. Ale mam go na pewno i gdy znajdę Kichuś będzie miał swój osobny wpis.


"Baśń o ziemnych ludkach" - wtedy czytając również wierzyłam w świat ludków, a szczególnie uwielbiałam (tak, to akurat odpowiednie słowo) oglądać piękne ilustracje. Przemawiały do mnie na równi ze słowem.
źródło zdjęcia
"Pan DOREMI i jego siedem córek" - książka bardzo ważna dla mnie, pisałam o niej tutaj



"Pan Drops i jego trupa" - długo nie mogłam zrozumieć o co chodzi z tym czerstwym pieczywem. A przecież wystarczyło zapytać rodziców.


"Sto bajek" Jana Brzechwy - wiersze samodzielnie czytane na długo przed tym, zanim Pan Kleks Fronczewski zaśpiewał niektóre z nich.
"Porwanie w Tiutiurlistanie" Wojciecha Zukrowskiego - jeden z pierwszych imieninowych prezentów nie od rodziny, a od koleżanki.

I jeszcze kilka innych... ale uciekły z pamięci...
Nie ma wyjścia, trzeba je wyciągnąć z realnych kątów, odkurzyć i zapisać tu na blogu - może jeszcze wzbudzą zainteresowanie właśnie tamtymi starymi wydaniami.

12 komentarzy:

  1. Nie wiem dlaczego, ale nie spotkałam się w dzieciństwie z Muminkami. Reszta tak i dokładnie te same wydania! Trafiłam kiedyś na ubytkowanie w bibliotece i wybrałam sobie kilka okropnie już wyglądających dziecięcych czytadeł - co za radość!
    PS
    Nie przejmować się tym, co ludzie o mnie powiedzą... Pracuję nad tym i to z zadowalającym wynikiem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w rodzinie żadnych książek się nie wyrzucało, więc mamy nawet podwójny zbiór - moich i mojego męża. Przeszły do pokoju córki, a czy wnuki będą chciały je czytać? Kiedy widzę jak z zainteresowaniem mój starszy wnuczek słucha na dobranoc bajki czytanej przez tatę z czytnika, to mi żal tych wydań z pięknymi ilustracjami. Na szczęście chłopcy mają już zaszczepionego bakcyla książkowego i dużo książek papierowych (nowych wydań), więc mam nadzieję, że tradycja przetrwa. :)

      Usuń
    2. No tak, jak zwykle piszę za szybko i gubię wątki :)
      W każdym świecie - sieciowym i realnym to bardzo trudne, wypracować sobie odpowiedni stosunek do ludzkiego gadania. Może w internecie to jest nawet trudniejsze, bo agresja jest o wiele silniejsza. Wiemy o co chodzi, więc nie będę się rozwodzić. Wrednym komentatorom wydaje się, ze mogą sobie pozwolić na wszystko, bo ich nie widać, bo są anonimowi. Dlatego nas to tak boli i dotyka - nas, mam na myśli osoby, które swoje zasady przenoszą do relacji internetowych. Wiara w ludzi, uczciwość, zaufanie itd - tym się kierujemy, a w efekcie okazujemy się naiwne i łatwowierne.

      Usuń
  2. Po pierwsze przyjmij życzenia z okazji Dnia Dziecka, bo ja wychodzę z założenia, że mamy tyle lat, na ile się czujemy i choć czasami mam wrażenie, że jestem zgrzybiałą staruszką, to są też chwile, kiedy czuję się dzieckiem. I mnie wydaje się, iż najlepiej pamiętam książki, które czytałam po wielokroć. Pierwszą książeczką jaką pamiętam, którą sama sobie czytałam (a pamiętam z racji licznych powtórek) były Baśnie Andersena, wcześniej opowiadane przez Tatę. Jaka to była radość, kiedy można było sobie samej je przeczytać. Jeśli mamy możliwość wracania do wspomnień to znaczy, że jesteśmy bogaci. I powinniśmy z tego bogactwa czerpać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i wzajemnie :) Ja co prawda coraz rzadziej czuję się dzieckiem, życie mi dokopało w ostatnich latach, ale właśnie książki mnie ratują. Fakt powracania do nich, chociażby przez pisanie tu na blogu, ale przede wszystkim czytanie dzieciom. Pozostając w tym świecie i powracając do wspomnień, takich właśnie jak dziś, funduję sobie terapię duchową. I to jest pozytywne :)

      Usuń
  3. Piękne są te wspomnienia książkowe. Muszę przyznać, że poza Muminkami nie kojarzę wymienionych książeczek. :) Z dzieciństwem kojarzą mi się "Dzieci z Bullerbyn" kompletnie zaczytane i wielokrotnie klejone. A propos czytania bajek z czytnika to muszę powiedzieć, że do niedawna byłam przekonana, że e-booki nie mają szans się przyjąć właśnie w segmencie książek dla dzieci, gdyż one szczególnie doceniają wrażenia dotykowe i kolorystyczne. Ale rozwiałaś dzisiaj moje złudzenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest tak proste - dobre, albo złe bajki z czytnika. Wydaje mi się, że jako częściowy kontakt z tekstem wcale nie jest taki najgorszy, bo czytając przemawiamy do dziecka tylko słowem. To bardzo pobudza wyobraźnię, podobnie jak kiedyś, gdy były dostępne głównie bajki radiowe, czy z płyt. A oferta telewizyjna była skromniutka. Mam jeszcze w swoich zbiorach płytowych małe krążki z "Jackiem i Agatką"
      Na szczęście czytnik jest rzadziej używany (głównie na wyjeździe), bo jednak dominuje "prawdziwa" książka :)

      Usuń
  4. Ja podobnie do Ciebie dzisiaj wspominałam troszkę.
    Jak młode blogerki wejdą w nasz wiek też będą wspominać. Każdy tak z czasem ma.
    Oprócz Żukrowskiego i Muminków czytałam wszystkie pozostałe. Ja, bo wcześniej byłam dzieckiem zaczytywałam się przygodami dr. Dolitle. Muminki mnie już ominęły.
    Przeczytałam w dzieciństwie i później książek mnóstwo, ale tytuły pouciekały mi z głowy.
    Czytając takie posty jak Twój Elu przypominam sobie je z dużą przyjemnością.

    Pozdrawiam Cię cieplutko w ten chłodny u mnie dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że każdy wspomina swoje :)
      Aniu - nasze dzieciństwo to ten sam czas, różnica kilku lat teraz nic nie znaczy.
      Doktorem przypomniałaś mi wersję radziecką - Doktor Ojboli, oczywiście z tekstem po rosyjsku. Też gdzieś jest głęboko zakopana w szafach.

      U nas też nie było upału, dość duży wiatr, ale cały dzień byliśmy na działce w lesie - wspaniała cisza, tylko różne ptaszki śpiewające niesamowicie :)

      Usuń
  5. Ja z "otchłani" wieków wydobywam "Jak Wojtek został strażakiem" (książeczka, o dziwo, do dzisiaj jest lekturą w klasie I, choć jest archaiczna) i "Baśnie" Andersena - klasyk z ilustracjami Szancera. Zaskakujące, że w czasach panowania kreskówek książka dla dzieci, ciągle ma się całkiem nieźle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wojtka..." pamiętam, ale już z etapu czytania dzieciom. Większość z tych książeczek jest w różnym stopniu archaiczna, podobnie jak powieści młodzieżowe. W każdej prawie znajdzie się coś propagandowego, a jeśli nie, to z kolei realia są częściowo niezrozumiałe.
      Ja wymieniłam tylko te naprawdę "pierwsze" samodzielne lektury, bo tak w ogóle to lista jest o wiele dłuższa.

      Sytuacja książki dla dzieci? zgadzam się, że jakoś się trzyma. Ale jaki jest w tym udział wznowień? takich jak na przykład ubiegłoroczne (o ile dobrze pamiętam) serii "Poczytaj mi mamo", no i nieśmiertelny Tuwim w parze z Brzechwą.

      Usuń
    2. Chyba nie jest tak źle także jeśli chodzi o wznowienia, ciągle dobrze się trzyma "Plastuś" i to mimo tego, że ze względu na język konieczne są komentarze dorosłych objaśniających np. co to jest stalówka czy obsadka :-). Niedawno odkryłem "Pampilio" I. Tuwim tyle że w całkowicie nowej odsłonie graficznej Moniki Hanaluk. Gdzieś mi mignęło kolejne wydanie prehistorycznego "Nie płacz koziołku" itp. itd.

      Usuń