środa, 7 maja 2014

Śmichy-chichy z wysoko urodzonych, ale ja się nie śmiałam

Skoro o powojennych losach Magdaleny Samozwaniec mowa (w poprzednim poście), odpowiednia wydaje się notka o najbardziej chyba kontrowersyjnej powieści jej autorstwa. Powieści (z podtytułem "satyryczna"), za którą została podobno wyklęta przez niektóre środowiska. Nie wiemy, jak to naprawdę było, więc nie zgłębiam się w te plotki.
Niewątpliwie ciekawa jest data pierwszego wydania książki - rok 1954.
To daje dużo do myślenia i raczej nie pozostawia złudzeń, co do motywów jej napisania. W tamtych czasach, gdy jeszcze praktycznie trwał socrealizm, cóż innego mogła wydać pisarka z rodziny Kossaków?
Trzeba było się podlizać władzy, biorąc na warsztat arystokratyczne resztki, które się uchowały w powojennej Polsce. Wyszydzając i ośmieszając stworzyła nawet niezły utwór, ale mnie jakoś wcale nie było do śmiechu po tej lekturze. Dodam, że przeczytałam ją pierwszy raz, gdy już znałam w pewnym stopniu dorobek autorki. - w tym te najbardziej znane pozycje. Kupiłam książkę w antykwariacie (nawet jest na niej ołówkowy dopisek - w 1978 roku) i od razu miałam uczucie niesmaku za takie niewybredne kopanie leżącego. Nie opowiadam się po stronie arystokracji, nie mam żadnych związków z tak wysokimi sferami, ale nie zgadzam się na żadną formę "sprawiedliwości dziejowej". W odniesieniu do żadnej ze stron.
Nie czepiałabym się, gdyby powieść powstała jakiś czas później - przynajmniej 10, 15 lat. To byłby już  inny czas, ale lata 50-te! 
Na pewno jednak ta powieść w swoim czasie spełniła odpowiednią propagandową rolę. A chęć dogryzania paniom i panom urodzonym z tytułami przejawiała Samozwaniec już wcześniej - to trzeba przyznać, że nie jednorazowo na potrzeby powojennego socjalizmu. Z czego ta chęć wynikała? Może z głęboko schowanych kompleksów urodzenia się w rodzinie artystycznej, a nie arystokratycznej - obie na "a" - do czego nigdy by się nie przyznała?

A o co właściwie chodzi?

Bohaterami powieści są w większości członkowie arystokratycznych rodzin, którzy egzystują całkiem wygodnie w warunkach dobiegającej końca II wojny światowej, a ponieważ pozostali w nowej powojennej Polsce  muszą tu jakoś żyć. Zazdroszczą krewnym, którym udało się przedostać za granicę (do Anglii szczególnie); tkwią w biernym oczekiwaniu na zmianę losu (oczywiście za sprawą Zachodu). Prezentują różne charaktery, które łączą wspólne negatywne cechy. W akcji mamy oszustwa, kradzieże, szaber na Ziemiach Odzyskanych, sprzedajne małżeństwo za "tytuł", próbę ucieczki do Szwecji, nielegalne wyjazdy za granicę, zabroniony handel dewizami... itd.
Ilustracje do książki to rysunki Mai Berezowskiej, które w szczególnie dobry sposób (powiedziałabym "niestety") uzupełniają ten tekst. Same są satyrą rysunkową "na temat"...


Magdalena Samozwaniec "Błękitna krew", Wydawnictwo Literackie, Kraków 1954, Wydanie I.

6 komentarzy:

  1. To podlizywanie się władzy przejęła chyba wraz z genami, bo jej ojciec przecież umizgał się i do Franciszka Józefa i, o zgrozo, do "Wilusia".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale "o tym się nie mówi" (parafrazując Zapolską).

      Usuń
    2. Nie mówi? Może dlatego, że to rzecz powszechnie znana :-)

      Usuń
    3. "nie mówi" - w sensie, że to mało zaszczytne. To się wie, ale o tym się głośno nie mówi :)

      Usuń
  2. Dla samej Berezowskiej warto by tę książkę mieć. Dla oglądania jej rysunków. Mniejsza o tekst, którego nie znam i poznawać już bym nie zamierzała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rysunki Berezowskiej są świetne, bardzo je lubię. Już kiedyś pojawiły się na blogu, również przy okazji książki Samozwaniec - tu podaję linka, gdybyś chciała zajrzeć: http://notes-czytelniczy.blogspot.com/2013/04/yzka-za-cholewa-widelec-na-stole-maa.html

      Usuń