czwartek, 15 maja 2014

Niespodziewana lektura z myszką

Zaglądam od czasu do czasu na portal lubimyczytać.pl - nie robię tej stronie żadnej szczególnej reklamy, bo link do niej można znaleźć na wielu blogach książkowych. Korzystam okazjonalnie, jeśli przypomni mi się w natłoku spraw, żeby tam zajrzeć.
Głównie do okienka "Kalendarium literackie"  - dowiedzieć się, kto ma dziś urodziny, czyja rocznica śmierci właśnie przypada na ten dzień. Czasami widzę daty związane z ludźmi, o których nigdy nie słyszałam (nie mam zamiaru się tego wstydzić nie jestem chodzącą encyklopedią). Dostrzegam w tym niewątpliwie rolę edukacyjną (niezależnie od wieku), przecież człowiek się uczy całe życie.

Z dzisiejszą datą związane są sławne nazwiska, między innymi 128 rocznica śmierci Emily Dickinson i 123 rocznica urodzin Michaiła Bułhakowa.

Ja skupiłam się nad polską datą - to 165 rocznica urodzin Zofii Urbanowskiej.

Jak widać z dniem urodzin przyniosła sobie imię, a żyła prawie 90 lat.
Nie wiedziałam nic o tej pisarce i nie da się ukryć, że idąc na łatwiznę sięgnęłam do źródeł wiki - TU
Na tej stronie znalazłam również link do utworów Zofii Urbanowskiej w zasobach Wolne lektury
Swoja drogą, jakie to niezwykłe, że siedząc sobie wygodnie przed tym dziwnym dla ludzi XIX wieku okienkiem, mogę w ciągu kilku minut zdobyć tak wiele informacji, a na dodatek wypukać wybraną książkę i czytać online...

Z dwóch dostępnych wybrałam oczywiście "Księżniczkę"... i wcale nie wstydzę się tego, że sięgam po staroświecką powieść dla dziewcząt.
Czytam różne wydawnictwa, nie ograniczam się tylko do współczesnych nowości. Gdy trafiam na nieznane mi dotąd książki  z młodzieżowego przedziału mogę jedynie żałować, że nie odnalazłam ich wtedy, gdy byłam ich potencjalną czytelniczką...

O tej powieści można przeczytać między innymi na blogu "Klasyka Młodego Czytelnika" - recencja lilybeth jak zawsze zachęca do lektury.
Z tego wpisu zaczerpnęłam również zdjęcie okładki i też uważam, że jest ohydna.

Szukając informacji o wydaniach "Księżniczki" znalazłam jeszcze inne, z których najbardziej podoba mi się to z 1958 roku -  z okładką sygnowaną inicjałami Antoniego Uniechowskiego. Zresztą jego kreskę poznam zawsze, podpis nie jest potrzebny.



Własnej opinii jeszcze nie mam, bo teraz "Księżniczka" jest czytana...

Zofia Urbanowska "Księżniczka" - 1886.

16 komentarzy:

  1. Nie znam autorki, ale z chęcią zapoznam się z twórczością tej polskiej pisarki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nawet nie znałam nazwiska, teraz nadrabiam trochę.

      Usuń
  2. Nie znam tej pisarki, ale z checia sie dowiem, co sadzisz an temat "Ksiezniczki". Uwielbiam wszelkie ramotki odkrywane na nowo, nawet jesli czasami nie jest to odkrycie wielkiego kalibru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię takie odkrycia, zawsze mam nadzieję na ciekawą lekturę. Ja akurat nie poszukuję literatury na najwyższym poziomie, bo właściwie jak ten poziom określić? Czasami mam wrażenie, że to głównie snobizm, a nie prawdziwe zalety książki.
      W książkach, które powstały tyle lat temu, szukam głównie realiów tamtych czasów.
      Jak skończę czytać na pewno napiszę o swoich wrażeniach.

      Usuń
    2. Bardzo sie ciesze.
      Czytam rozne ksiazki, z tej gornej polki rowniez mi sie zdarza, bo gdzies tam w srodku mam poczucie, ze ciagle mam braki, ze powinnam. Moze to glupie, ale tak wlasnie czuje. Te mniej ambitne rowniez bardzo lubie i wcale sie ich nie wstydze. Dla mnie wyznacznikiem dobrej lektury jest to, ze mnie sie podoba, a z ktorej to jest polki, to juz nie jest to takie istotne.

      Usuń
    3. Popieram :)
      A przejmować się jakimiś brakami, albo tym, że "coś się powinno" nie warto.

      Usuń
  3. Mam tę książkę do dziś, nie pamiętam skąd się wzięła, była w moim rodzinnym domu od zawsze. Przeczytałam ją mając 13-14 lat ( czyli prawie 44 lata temu), do dzisiaj pamiętam zauroczenie główną bohaterką Helenką Orecką, jej ciężkim losem. Właśnie przed chwilą odszukałam książkę, egzemplarz pochodzi z 1958 r. i nie wiem, przeczytać jeszcze raz czy nie ? Jeśli nie przeczytam pozostanie moją ulubioną książką z dzieciństwa, przeczytam to pewnie będę bardzo rozczarowana.
    Niestety nie widzę ohydy na okładce, uwielbiam rysunki Antoniego Uniechowskiego :)
    Dziękuję za wywołanie wspomnień i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jesteśmy z tego samego pokolenia :)
      Ja dopiero teraz czytam, więc nie mam tu niebezpieczeństwa rozczarowania lekturą po latach.
      Nie doradzę, czy przeczytać ponownie, bo to zależy od naszego osobistego podejścia do dawnych lektur.
      Ja wracam do swoich książek z dzieciństwa i do tych -nastoletnich głównie ze względu na tego bloga. Chcę o nich napisać, więc czytam, no i tak przy okazji porównuję dzisiejsze odczucia z dawnymi.
      Ja to bardzo lubię - wspomnienia :)

      Usuń
  4. Tak szybko napisałam, że popełniłam błąd, ohydna była okładka nowszego wydania.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też od zawsze bardzo lubię rysunek Uniechowskiego :)

      Usuń
  5. Też nie znam tej Pani.
    Książki już czytać nie będę, jeżeli jej nie czytałam, jak byłam nastolatką , ale te okładki z rysunkami Uniechowskiego mi się kojarzą bardzo dobrze. Niejedną taką widziałam. To nie dzisiejsze robione komputerowo, byle jak, byle było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja czytam, bo nastolatką być już nie mam szans :)
      Nigdzie nie jest powiedziane, że babcie nie mogą czytać powieści dla dziewcząt (taki żarcik :)
      Mam nadzieję, że nie zostanie to odebrane jako zdziecinnienie.

      Usuń
  6. Tylko czemu młoda pani Urbanowska taka smutna?
    Znam ją tylko z "Gucia zaczarowanego", a i to nie przez wzgląd na nią, a na Bohdana Butenkę, który zilustrował posiadane przeze mnie wydanie. Jeśli dorzucić do tego Uniechowskiego, a pominąć twórcę bohomazów z pierwszej okładki, można uznać, że autorka miała szczęście do ilustratorów:)
    A dzięki Twojemu postowi chyba wreszcie przeczytam "Gucia..." moim dzieciom, dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zwróciłam uwagę na ten smutek u młodej osoby, ale on jest także na innych dostępnych w sieci zdjęciach pisarki. Nie znalazłam uśmiechniętej - może to przeżycia tak mocno odcisnęły się na jej twarzy.
      I bardzo się cieszę, że moje pisanie tutaj na coś się przydaje :)

      Usuń
    2. Pewnie, że się przydaje! To jest właśnie najfajniejsze w czytaniu blogów - podążanie za tropami, które niby wcale nie są nigdzie ukryte, ale nie zawsze sami je dostrzegamy.
      Mimo wszystko ten smutek mnie dziwi. Przeżycia chyba nie były aż tak bardzo dramatyczne, a z tego co pamiętam, w "Guciu" autorka dała znaki, że posiada poczucie humoru. Może wtedy w dobrym stylu było fotografowanie się "na smutno"?

      Usuń
    3. Dla mnie też czytanie o książkach na innych blogach to przyjemność podobna do czytania samych książek. :)

      A wracając do pisarki - coś chyba w tym jest, że fotografie z tamtych czasów, te "pozowane u fotografa" przedstawiają prawie zawsze ludzi poważnych, bez uśmiechu. Teraz to sobie uświadomiłam.
      Przeżycia chyba jednak były poważne, biorąc pod uwagę fakt, że podjęła pracę zarobkową w wieku 21 lat z powodu trudności finansowych rodziny. Ten biograficzny wątek znalazłam już w "Księżniczce" - wielkopańskie przyzwyczajenia i szlacheckie słabości w połączeniu z brakiem wiedzy ekonomicznej i lekceważeniem pracy.

      Usuń