niedziela, 18 maja 2014

Niedziela z obrazem (1)

Lubię oglądać obrazy...
Oczywiście najczęściej są to reprodukcje, chociaż czasami oglądałam również oryginały w muzeach i galeriach.
W tym przypadku nie żałuję braku aparatu cyfrowego w czasach, gdy dużo podróżowaliśmy w trójkę (ja, córka, mąż). Wtedy i tak nie zrobiłabym dobrych zdjęć, nie mówiąc już o zakazie fotografowania w wielu miejscach.
Teraz to przeszłość, z różnych powodów, chociaż główny jest łatwy do odgadnięcia - brak finansów na podróże.

Sztuka malowania to jeden z wielu talentów, które mnie ominęły. Może dlatego tak chętnie oglądam obrazy wielu malarzy - reprezentantów różnych kierunków, chociaż nie ukrywam, że jednak sztuka nowoczesna to nie dla mnie.
Nie mam solidnej wiedzy, ani zrozumienia jej istoty, więc wolę oglądać to, co nie wymaga dodatkowego tłumaczenia.
Przeglądając ostatnio w sieci strony z malarstwem (szukałam obrazów z książką), powróciły wspomnienia i postanowiłam dać sobie tę odrobinę przyjemności. Stąd nowy cykl "Niedziela z obrazem", w którym będę przywoływać z pamięci obrazy szczególnie dla mnie ważne i lubiane. Nie będę pisać notek o obrazach, nie czuję się do tego przygotowana, a nie uznaję przepisywania cudzych treści "własnymi słowami".

Gdy teraz sięgam pamięcią do początków znów dostrzegam rolę mojego Taty w rozbudzeniu tego zainteresowania - podobnie jak w przypadku zamiłowania do książek. W domu zawsze było dużo reprodukcji, albumy o malarstwie, pocztówki, kalendarze. Nawet w pewnym okresie, zarażona filatelistyką, zbierałam znaczki z reprodukcjami malarstwa. Mam ten klaser do dziś...

I jest jeszcze jedna dziedzina, którą zawdzięczam Rodzicom - muzyka.
Właśnie w tym momencie muzyka z obrazem łączą się u mnie w jedno poprzez

obraz  Aleksandra Gierymskiego "W altanie"

Obraz jest własnością Muzeum Narodowego w Warszawie, a jego historię można przeczytać m.in. TU.
Z tej strony również pochodzi zdjęcie.

Reprodukcja tego obrazu ( bardzo dobrej jakości i dość duża, chociaż w  mniejszych wymiarach niż oryginał), wisi w moim rodzinnym domu.
W czasach, gdy ja w nim mieszkałam, przy tej ścianie stało pianino.
Przez jedenaście lat nauki patrzyłam codziennie na ten obraz , który miałam bezpośrednio przed sobą, ćwicząc gamy, pasaże, etiudy, sonatiny oraz wszelkie inne zadane lekcje muzyczne. Obraz nigdy mi się nie znudził... mogłam patrzeć na niego w nieskończoność...uciekając wzrokiem od nudnych ćwiczeń, często zapominając co mam dalej grać... wzrok przyciągały coraz to nowe szczegóły, a często wciągała mnie bez reszty akcja..
Tak właśnie - akcja, którą odczuwałam już jako dziecko, gdy puszczałam wodze fantazji "wyobrażając sobie"...

Na ścianie nic się nie zmieniło.. wiszą te same obrazy...tylko pianino przejechało do innego mieszkania...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz