niedziela, 9 marca 2014

Pisarki ulubione

Dzień Kobiet minął bez wielkiego świętowania, bo mimo soboty czasu na to nie było.
Są pewne obowiązki, od których największa chęć leniuchowania nas nie uwolni.
Dzisiaj jednak pozwoliłam sobie na większy luz i powróciłam w myślach do wczorajszego święta.
Tym razem obyło się bez mojego stałego dawnego wspomnień czaru - jakoś moje myśli nie skierowały się do poprzednich lat i politycznego podtekstu. Być może z powodu przemęczenia, albo braku czasu na kolejne wspominanie, albo jeszcze z innego powodu.
Nawet nie planowałam żadnego wpisu z okazji (pomysłu nie było, chyba jeszcze nie doszłam do siebie po długiej chorobie), do momentu codziennej wędrówki blogowej. I na blogu Ann RK odnalazłam pomysł dla siebie - oczywiście z reakcją "dlaczego ja tego nie wymyśliłam!".

Nigdy nie robiłam podliczania, statystyki, analizy czytanych i ulubionych książek pod kątem płci autorów.
Naprawdę nie wiem, czy czytam więcej kobiet, czy mężczyzn. Ale prawdopodobnie jednak więcej autorów niż autorek.
W tym przypadku nie chodzi mi o autorki, do których sięgnęłabym po nowe książki, ale o te, których książki bardzo dobrze znam - do nich powracam, po ich książki sięgam wielokrotnie.
Teraz pisząc te słowa uświadomiłam sobie, że wybrałam pisarki już nie żyjące. A przecież nie miałam takiego zamiaru. Po prostu nie czytam, nie znam dorobku współczesnych piszących kobiet. Może to się zmieni, a może nie. Wszystko zależy od tego, co mnie w przyszłości zainteresuje.

Nie będę zbytnio rozpisywać się o moich ulubionych pisarkach, bo nie o to chodzi w tym momencie.
Kilka słów o każdej z nich... (w kolejności alfabetycznej)

Joanna Chmielewska

nazywana polską królową kryminału, chociaż to nie do końca prawda. Jej dorobek określam jako "komediowe powieści obyczajowe z wątkami kryminalnymi w satyrycznej odsłonie".
Jak napisałam już kiedyś na blogu całe życie z Chmielewską, co odnosi się oczywiście do mojego życia dorosłej czytelniczki.
Przeczytałam i posiadam w swojej biblioteczce prawie wszystkie książki (brakuje mi chyba 3-4). Wracam do nich i będę wracać, bo są dla mnie lekarstwem na stres i nerwy dnia codziennego.Mimo wielokrotnego czytania tych najlepszych, a więc dobrej znajomości tekstu, potrafią mnie rozśmieszyć po raz kolejny.
I pozwalają na sentymentalne powroty do czasów minionego ustroju, które mają dla mnie wartość najważniejszą - wtedy byliśmy  młodzi.

Stanisława Fleszarowa - Muskat
 
Jej popularność mierzyła się kolejkami w bibliotekach - książki zawsze były w czytaniu. Dopiero po zmianach 1989 roku stały się ogólnie dostępne - nowe wydania i duży wybór w antykwariacie to moje moje źródła. I w bibliotece już nie ma kolejki.
Przeczytałam dużo, ale jeszcze trochę zostało.
Co jest takiego w tych powieściach, że lubię je czytać i wracać do nich?
Wydawałoby się, że nie należą do atrakcyjnych, bo nie są to milutkie romansidła. Zdecydowanie to książki z wyższej półki niż literatura kobieca w dzisiejszym rozumieniu.
A jednak są to książki głównie o kobietach i o miłości, chociaż zawsze z tłem politycznym i historycznym - wojna, czas odbudowy, stan wojenny itd.


Lucy Maud Montgomery
źródło zdjęcia

Poznana w dzieciństwie oczywiście jako autorka "Ani z Zielonego Wzgórza", chociaż po latach doszłam do wniosku, że to cykl niesłusznie przypisany do literatury dla dzieci i młodzieży.
Tak jak i inne utwory pisarki.
Przeczytałam wszystko, co wydano w języku polskim -  z jednym wyjątkiem. Nie wydałam pieniędzy na ostatnie, szumnie reklamowane wydawnictwo "Ania z Wyspy Księcia Edwarda". Owszem, dość dokładnie przestudiowałam sobie w księgarni, ale to tylko zniechęciło mnie do zakupu. Pewnie też forma graficzna się do tego dołożyła.
Powieści i opowiadania tej pisarki wprowadziły mnie w inny świat, dały możliwość obcowania z bohaterami nieco innymi niż my. To na pewno wynika z innych wtedy warunków życia w Polsce i Kanadzie, z wolności ustrojowej obywateli (my żyliśmy pod zaborami), a przede wszystkim z odmienności religii (chociaż w obrębie tego samego chrześcijaństwa).

Maria Rodziewiczówna
W tym przypadku zacytuję samą siebie, bo już napisałam słów kilka na tym blogu, więc nowości wymyślać nie będę.

" Czytając współcześnie powieści i nowele Rodziewiczówny  możemy różnie oceniać jej styl i język, budowę akcji, czy galerię stworzonych postaci. Ale jednego na pewno nie możemy pisarce odmówić - wielkiego wkładu kronikarskiego w opisaniu minionego bezpowrotnie świata polskich Kresów Wschodnich. Wkładu wręcz dokumentalnego, bo nie jest to laurka, ani lukrowany opis połączony z bezkrytycznym zachwytem. Nie jest to idealizowanie tamtego świata, ale realistyczny zapis codziennej rzeczywistości, układów społecznych i ówczesnych problemów ludzi (niezależnie od urodzenia, wyznania,  pozycji majątkowej)."

Jeszcze kilka powieści do przeczytania przede mną.

2 komentarze:

  1. Chmielewską lubię (poza "Lesiem"), ale sporo jej książek jeszcze przede mną - zwłaszcza tych nowszych. Fleszarowej-Muskat w ogóle nie znam, choć wiele razy sobie obiecywałam, że to zmienię. Montgomery bardzo lubię, a Rodziewiczównę znam tylko z "Lata leśnych ludzi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam wielokrotnie - nowsze książki Chmielewskiej są raczej dla wiernych fanów, którzy wszystko wybaczą.
      Fleszarowa-Muskat była popularna w swoim czasie, wtedy gdy tło powieściowe było aktualne, bohaterki żyły "tu i teraz" tak jak czytelniczki. Oczywiście nie tylko czas współczesny ma znaczenie, ważne są reminiscencje, powroty do przeszłości - to charakterystyczne dla tej pisarki.
      A "Lato leśnych ludzi" to akurat dla mnie najgorsza, może inaczej - najbardziej nudna powieść Rodziewiczówny. Tak akurat trafiłaś :)

      Usuń