sobota, 4 stycznia 2014

Nie sięgać po kryminał, gdy znamy już film

"Morderstwo w Mezopotamii" to pierwsza książka Agaty Christie, którą przeczytałam.  I to nie zdarzyło się dawno temu, ale teraz w grudniu. Być może to duży wstyd i nie należy się przyznawać do faktu nie czytania. "Jak to! nie czytałaś nic Agaty?! To niemożliwe!". Ano..., nie czytałam i nawet wiem dlaczego. W czasach największego mojego zapotrzebowania na kryminały trudno było coś upolować w bibliotece, w księgarni jeszcze trudniej, więc z czasem przestałam się wysilać. A jak już to i owo się zmieniło na naszym rynku wydawniczym, jakoś straciłam zainteresowanie.
Ostatnio jednak sięgnęłam w bibliotece na odpowiednią półkę, gdzie nawet miałam wybór w tytułach.Trochę bez namysłu wybrałam "Morderstwo...", ale tylko ze względu na wydanie w serii "Duże litery". Gdybym się jednak zastanowiła, to nie wypożyczyłabym książki-kryminału mając w domu film zrealizowany na jego podstawie.

Nie ma aż tak dużego znaczenia porównywanie książki z filmem w każdym innym przypadku, tylko nie kryminalnym. Chyba, że chce się świadomie porównać filmowego Poirota z książkowym. Wtedy tak, można sobie spokojnie czytać, wiedząc "kto zabił". Tym razem nie byłam w stanie skupić się nad powieścią. A nawet złapałam się na tym, że mnie nudzi! To nawet mnie w jakimś stopniu przeraziło. Nie spodziewałam się  takiej własnej reakcji na lekturę w pierwszym kontakcie z królową kryminału. Czyżby  czas "polubienia" przeminął? Jednak się nie poddam i do następnego czytania wybiorę książkę bardziej starannie. Może uda mi się znaleźć coś nie skażonego filmem - przynajmniej takim, którego nie widziałam. Będzie to o tyle trudne, że mam kilkanaście filmów z serii zrealizowanej z Davidem Suchetem, a jeszcze inne widziałam w telewizji.
I właściwie te powieści  jako lektura są w pewnym sensie dla mnie stracone. Owszem, mogę przeczytać, ale gdzie ten dreszczyk emocji w dochodzeniu do prawdy?

Lubię realizację tych filmów za scenografię, dbałość o szczegóły, malowniczość ujęć - mają klimat epoki.
Chętnie przeczytałabym książkę napisaną przez aktora, o jego ponad dwudziestoletniej przygodzie z Poirotem na planie filmowym... ale niestety, jak na razie jest dostępna tylko wersja angielska. W każdym razie o polskim wydaniu nie czytałam.


2 komentarze:

  1. No to widzę, że moje zapominanie fabuły po miesiącu od przeczytania lub obejrzenia jest w sumie błogosławieństwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, można z tego zrobić pozytywną przypadłość. :)
      Ja też nie pamiętam fabuły ze wszystkimi szczegółami, ale niestety w każdym przypadku jednak zostaje w pamięci to co najważniejsze w kryminale, czyli "kto zabił". Co w przypadku Agaty Christie bywa zaskakujące, więc tym bardziej się pamięta.

      Usuń