wtorek, 28 stycznia 2014

Rankingi, konkursy i ..


http://www.kominek.in/2014/01/ranking-najbardziej-wplywowych-blogerow-w-2013-roku/


Bardzo rzadko i całkiem przypadkowo czytam teksty kominkowe, na przestrzeni lat zdarzyło mi się to chyba 3-4 razy. Nie będę tu rozwijać swojego zdania na temat zjawiska kominkowego, bo szkoda mojego  czasu na zajmowanie się tym.

Zajrzałam do owej szacownej listy  tego rankingu opiniotwórczego, bez znajomości którego nie warto żyć, a już czytanie blogów najbardziej wpływowych jest obowiązkowe!!!.... i śmiech mnie ogarnia na wszechobecną tam zarozumiałość, zadufanie, pustkę myślową, czy jak to inaczej nazwać.
Nie znam żadnej z tych osób, żadnego nazwiska, jedynie kilka blogów kulinarnych umieszczonych tam na szarym końcu zestawienia. Ani Wielki Tworzący ranking, ani jego komentatorzy nie pomyśleli, że nie są pępkiem świata... że ich działalność blogowa to tylko malutki wycinek rzeczywistości, bardzo mocno celebrycki... że to tylko śmieszne w swym nadęciu towarzystwo wzajemnej adoracji.  Oczywiście nie wpisałam tam komentarza, bo jak widać dyskusja jest  wycinania - tak prewencyjnie, na wszelki wypadek w obronie przed hejtowaniem.



poniedziałek, 27 stycznia 2014

"Kobieta w Berlinie" (2008)


To kolejny film obejrzany przypadkowo. Wiedziałam o książce i o filmie, ale jakoś nie miałam ochoty ani na lekturę, ani na oglądanie. Prawdę mówiąc mało mnie interesują przeżycia "biednych" Niemek w czasie II wojny światowej. Zbyt mocno odczuwam i przeżywam tragedię polskich dziewcząt i kobiet - ofiar Niemców i Rosjan, żeby współczuć kobietom z narodu, który wojnę wywołał. One nawet nie zastanawiały się nad tym, co robią ich synowie, bracia, mężowie nie tylko na froncie bezpośrednich walk. To one, w fanatycznym uwielbieniu dla swojego wodza, współuczestniczyły na swój sposób w tej wojnie bez większych refleksji i zastanowienia się. A gdy przyszła przegrana i upadek ich bezpiecznego świata, nadal nie rozumiały dlaczego je spotyka taki los.

Nie mogę ocenić filmu przez porównania z książką (nie czytałam, znam tylko z dyskusji w sieci).
Sam film wydał mi się w pewien sposób płaski i beznamiętny, mimo tak dużego ładunku drastycznych scen. Spodziewałam się większego stopnia wybielania Niemców, w rzeczywistości na ekranie nie jest to tak bardzo nachalne. Natomiast zbyt mocno zgrzyta mi łzawy melodramat, w jaki zamieniają się początkowo nieufne relacje między radzieckim majorem a niemiecką narratorką.

czwartek, 9 stycznia 2014

Martha Eggerth

Zmarła 26 grudnia 2013 r. w wieku 101 lat.
Czy znalibyśmy ją w Polsce, gdyby nie była żoną swojego sławnego męża?


Zapisała się w artystycznej historii, bo była przede wszystkim utalentowaną śpiewaczką.
Być może dziś byłaby wspominana, ale takiej pamięci w świadomości polskich widzów, jaką miała przy boku Jana Kiepury sama nie zdobyłaby.

wtorek, 7 stycznia 2014

Odczytanie "Faraona" Prusa na nowo

Po wczorajszych telewizyjnych informacjach o dokonaniach polskich archeologów w Egipcie i bliskości ich wielkiego sukcesu - tutaj więcej na ten temat, dzisiaj z uwagą wysłuchałam rozmowy z profesorem Niwińskim w radio.


Moje zainteresowanie bieżącą archeologią jest niewielkie, ale ten temat wydał mi szczególnie interesujący ze względów literackich. Otóż profesor zapowiedział wydanie książki związanej z powieścią "Faraon", które będzie opatrzone wyjaśnieniami i tekstami uzupełniającymi. Wydawnictwo ma być dostępne w maju na Targach Książki.

Przyznaję, że chyba jednak zbyt mało przyłożyłam się do słuchania, bo jakoś nie do końca zrozumiałam najważniejszą informację.
A może pan profesor podał ją zbyt ogólnikowo.
Nie wiem, kto będzie/jest wydawcą i jakie to ma być wydanie  -  czy to sama powieść z przypisami, czy książka o powieści. Nawet spokojna rozmowa w radio ma jednak swoje tempo i nie zawsze da się zapamiętać całość dokładnie (szczególnie w trakcie czynności kuchennych). Ale niezależnie od tego chętnie zapoznałabym się z takim wydaniem.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

"Ballada o trzech królach"

Tajemnicę przesypując w sobie
jak w zamkniętej kadzi ziarno,
jechali trzej królowie
przez ziemię rudą i skwarną.

Wielbłąd kołysał jak maszt,
a piasek podobny do wody;
i myślał król: "Jestem młody,
a nie minął mnie wielki czas.

I zobaczę w purpurze rubinów
ogień, siły magiczny blask;
może stanę się mocniejszy od czynów
przez ten jeden, jedyny raz".

Tygrys prężył siłę jak wąż,
mięśnie w puchu grały jak szarfa.
Na tygrysie jechał drugi mąż,
siwą grzywę w zamyśleniu szarpał.

"Teraz - myślał - po latach tylu,
gdy zobaczę, jak płomienie cudu drżą,
moje czary skarbów mi uchylą,
moje wróżby nabiegną krwią.

Ziemia pełna jak złoty orzech,
pęknie na niej skorupy głaz,
usta jaskiń diamentowych otworzy
przez ten jeden, jedyny raz".

Trzeci król na rybie
wielkiej jak wyspa jechał
przez stepy podobne szybie
błękitnej pod wiatru miechem.

Nucił: "Po latach stu
kwiat początku i końca ogień
w jedno koło związanych nut
gdy zobaczę, sam się stanem Bogiem.

W suche liście moich ciemnych ksiąg
spłynie mądrość odwiecznych gwiazd
i osiądzie w misie moich rąk
przez ten jeden, jedyny raz".

A w pałacach na lądach zielonych,
co jak sukno wzburzonej fali,
mieli króle trzej błękitne dzwony,
w których serca swe na co dzień chowali.

A tak śpiesznie biegli, że w pośpiechu
wzięli tylko myśli pełne grzechu.

Więc uklękli trzej królowie zdiwieni,
jak trzy słupy złocistego pyłu,
nie widzący, że się serca trzy po ziemi
wlokły z nimi jak psy smutne z tyłu.

I spojrzeli nagle wszyscy trzej,
gdzie dzieciątko jak kropla światła,
i ujrzeli jak w pękniętych zwierciadłach,
w sobie - czarny, huczący lej.

I poczuli nagle serca trzy,
co jak pięści stężały od żalu.

Więc już w wielkim pokoju wracali,
kołysani przez zwierzęta jak przez sny.

Wielbłąd z wolna huśtał jak maszt;
tygrys cicho jak morze mruczał;
ryba smugą powietrza szła.

I płynęło, i szumiało, w nich jak ruczaj.
Powracali, pośpieszali z wysokości
trzej królowie nauczeni miłości.

                                             Krzysztof Kamil Baczyński    9.III.1944r.

sobota, 4 stycznia 2014

Nie sięgać po kryminał, gdy znamy już film

"Morderstwo w Mezopotamii" to pierwsza książka Agaty Christie, którą przeczytałam.  I to nie zdarzyło się dawno temu, ale teraz w grudniu. Być może to duży wstyd i nie należy się przyznawać do faktu nie czytania. "Jak to! nie czytałaś nic Agaty?! To niemożliwe!". Ano..., nie czytałam i nawet wiem dlaczego. W czasach największego mojego zapotrzebowania na kryminały trudno było coś upolować w bibliotece, w księgarni jeszcze trudniej, więc z czasem przestałam się wysilać. A jak już to i owo się zmieniło na naszym rynku wydawniczym, jakoś straciłam zainteresowanie.
Ostatnio jednak sięgnęłam w bibliotece na odpowiednią półkę, gdzie nawet miałam wybór w tytułach.Trochę bez namysłu wybrałam "Morderstwo...", ale tylko ze względu na wydanie w serii "Duże litery". Gdybym się jednak zastanowiła, to nie wypożyczyłabym książki-kryminału mając w domu film zrealizowany na jego podstawie.

Nie ma aż tak dużego znaczenia porównywanie książki z filmem w każdym innym przypadku, tylko nie kryminalnym. Chyba, że chce się świadomie porównać filmowego Poirota z książkowym. Wtedy tak, można sobie spokojnie czytać, wiedząc "kto zabił". Tym razem nie byłam w stanie skupić się nad powieścią. A nawet złapałam się na tym, że mnie nudzi! To nawet mnie w jakimś stopniu przeraziło. Nie spodziewałam się  takiej własnej reakcji na lekturę w pierwszym kontakcie z królową kryminału. Czyżby  czas "polubienia" przeminął? Jednak się nie poddam i do następnego czytania wybiorę książkę bardziej starannie. Może uda mi się znaleźć coś nie skażonego filmem - przynajmniej takim, którego nie widziałam. Będzie to o tyle trudne, że mam kilkanaście filmów z serii zrealizowanej z Davidem Suchetem, a jeszcze inne widziałam w telewizji.
I właściwie te powieści  jako lektura są w pewnym sensie dla mnie stracone. Owszem, mogę przeczytać, ale gdzie ten dreszczyk emocji w dochodzeniu do prawdy?

Lubię realizację tych filmów za scenografię, dbałość o szczegóły, malowniczość ujęć - mają klimat epoki.
Chętnie przeczytałabym książkę napisaną przez aktora, o jego ponad dwudziestoletniej przygodzie z Poirotem na planie filmowym... ale niestety, jak na razie jest dostępna tylko wersja angielska. W każdym razie o polskim wydaniu nie czytałam.


piątek, 3 stycznia 2014

"Poirot: Kurtyna" (2013)

Kapitan Hastings przybywa do pewnego pensjonatu, wezwany listem od chorego przyjaciela. To miejsce wiąże się z rozwiązaniem ich wspólnej pierwszej sprawy. Po przyjeździe kapitan poznaje prawdziwy powód wezwania. Poirot chce, by pomógł mu w jego ostatnim śledztwie...

Właśnie obejrzałam ekranizację ostatniej powieści Agaty Christie, w której występuje Herkules Poirot.
To na pewno ostatnie spotkanie, bo genialny detektyw odchodzi na zawsze i to w zaskakującym stylu.



Bardzo polubiłam Poirota w wersji stworzonej przez Davida Sucheta, który grał belgijskiego detektywa przez 25 lat. Podobno aktor został wybrany i zaakceptowany do tej roli przez spadkobierców pisarki.
Wcześniej widziałam dwóch innych Poirotów - "Morderstwo w Orient Expressie" (1974) Albert Finney i "Śmierć na Nilu" (1978) Peter Ustinov. Jednak postać stworzona przez Sucheta jest uznawana przez najbliższą pierwowzorowi literackiemu. A filmy z jego udziałem są zrobione solidnie - ze szczególną dbałością o scenografię, szczegóły wyposażenia wnętrz, detale w strojach. Takie filmy lubię oglądać.

Kalendarium - Jarosław Haszek


Jarosław Haszek urodził się 30 kwietnia 1883 roku w Pradze, zmarł 3 stycznia 1923 roku w Lipnicy nad Sazawą.
Polskiemu czytelnikowi znany jest właściwie tylko jako twórca postaci i życiowej filozofii dobrego wojaka Szwejka. Pamiętam, że kiedyś czytałam zbiór opowiadań, ale wyrzuciłam z pamięci ze względu na obrzydliwy tytuł - "Tasiemiec księżnej pani", fuj! Było to wydanie z lat 60-tych, inne niż podaje wikipedia. Znalazłam je wtedy w bibliotece dziadka, tak jak i "Przygody dobrego wojaka Szwejka", które przeczytałam (i zachwyciłam się) już w początkach liceum.. Może na klasykę czasami nie jest za wcześnie?

Książka Pytlika to opowieść o barwnym i ciekawym życiu człowieka (chociaż nie nadaje się na wzorzec do naśladowania), napisana w stylu samego Haszka. Tak, jakby autor chciał jeszcze i tym zabiegiem wprowadzić czytelnika do tamtego minionego świata. A może to przypadkowa zbieżność, bardziej związana z czeskim charakterem i specyficznym poczuciem humoru. Czyta się łatwo i przyjemnie - nie ma tu biograficznych flaków z olejem, jest za to żartobliwe, iście szwejkowe podejście do sprawy. Inna sprawa, że materiał fabularny jest wystarczająco bogaty... 

Niełatwo byłoby policzyć, ile razy zatrzymywano go za awantury, pijaństwo, czy obrazę władzy. Teka jego akt w archiwum  dyrekcji policji może dostarczyć materiału do grubego tomu. Znajdują się tam przypadki zupełnie niewinne, jak zakłócenia spokoju publicznego i pijaństwo, ale i inne, które świadczą o wyraźnym zamiarze prowokowania i burzenia istniejących stosunków.
   Niektóre protokoły zakrawają na dowcip, np. "C.k. wachmistrz policji Wacław Szmid doprowadził 6 października 1903  o godzinie kwadrans na dziewiątą wieczorem 21-letniego pisarza Jarosława Haszka, zam. na Król. Vinohradach pod nr 195, na posterunek policji, ponieważ wyżej wymieniony w stanie pijanym zaspokajał małą potrzebę fizjologiczną przed gmachem policji przy ulicy Pocztowej." (Po słowie "potrzebę" jakiś wielbiciel Haszka przekreślił fragment: "... co wśród przechodniów wywołało wielkie zgorszenie". Widocznie Haszek miał wśród urzędników policji swoich orędowników, bo i w innych przypadkach brzmienie protokołu bywało łagodzone).
   Historia ta miała zabawny epilog sądowy.  Za zanieczyszczenie bruku Haszek został skazany na zapłacenie kary, a w razie niemożności jej ściągnięcia na sześć godzin aresztu.  Praski magistrat męczył się jednak całe trzy lata, zanim wyegzekwował ową grzywnę. Najpierw delikwent zaginął bez śladu i policja nie mogła zdobyć jego adresu. Kiedy go wreszcie odnaleziono i sąd przysłał do dłużnika egzekutora, cały wysiłek urzędu okazał się bezowocny, ponieważ Haszek absolutnie nic nie posiadał. Haszek jeszcze na tym zarobił, napisał o całej historii humoreskę.
   Na odwrocie któregoś protokołu dotyczącego awantury pijackiej znajduje się krótka adnotacja, napisana ręka jakiegoś poczciwego urzędnika policji: "Były jego imieniny, spił się jak bela, wypuścić."

Radko Pytlik "Włóczęga Jarosław Haszek", tłum. Maria Erhardtowa, PIW, Warszawa 1974
Seria wydawnicza: Ludzie żywi (tom 29).