niedziela, 8 grudnia 2013

Nie każde wspomnienia mam ochotę czytać

Po wydaniu wspomnieniowej książki córki generała, na blogach pojawiła się seria recenzji i opinii - w większości pozytywna i przychylna. Teraz też co jakiś książka wypływa na którymś blogu.
Głównie podkreślane są zalety pisarskie autorki, znalazłam nawet zachwyty typu "prawdziwa dama".
O samej książce dowiedziałam się z przypadkowo oglądanej w telewizji rozmowy-wywiadu z Moniką Jaruzelską.
Nawet gdybym sama wcześniej zobaczyła ten tytuł w księgarni, to na pewno nie kupiłabym książki, ani nie wypożyczyłabym z biblioteki. Dodatkowo do tej lektury zniechęciła mnie właśnie ta rozmowa i sposób, w jaki autorka mówiła o swoich wspomnieniach.
Nie chodzi mi tu o polityczną ocenę postawy jej ojca - to oddzielam całkowicie, ale o fakt lansowania się właśnie  poprzez pozycję ojca. Prawdę mówiąc bardzo zdenerwowała mnie ta telewizyjna wypowiedź, w której z kulturalnym uśmieszkiem wyższości, czy pobłażliwości  autorka książki mówiła na przykład o jakże "sympatycznych wujkach" z ochrony.
Nie wiem, co zawiera książka i nie chcę wiedzieć, bo sądząc już z samego tytułu, to opowieść o tej konkretnej kobiecie w konkretnym układzie społeczno-politycznym. O właśnie!, to określenie tak wyświechtane propagandowo, samo jakoś mi wskoczyło na klawiaturę. Przecież gdyby nie była córką swojego ojca, kogo interesowałyby jej wspomnienia? Co miałaby do opisania? Zwyczajne życie zwyczajnego dziewczyny/kobiety, która coś osiągnęła w życiu swoją pracą? Nie dałoby się wrzucić na rynek sensacji kolejnej plotkarskiej pozycji - bo to jest dla mnie tytuł plotkarski, gdyby zabrakło całego tła, całej otoczki.
Nie chcę dodatkowo się denerwować wspomnieniami dziewczyny żyjącej w luksusowych warunkach w czasach, gdy większość innych dziewczyn musiała żyć o wiele skromniej. A całe psychologiczne podteksty relacji córka-ojciec do mnie nie trafiają. Wiele z nas miało trudne przeżycia i doświadczenia z wiązane z ojcem i nie musiał to być wysoko postawiony towarzysz, dyrektor, czy inny prominent.

6 komentarzy:

  1. Ja również słyszałam ten wywiad i nie sięgnę po tę książkę i też nie jestem ciekawa przeżyć Moniki Jaruzelskiej.
    Książka miała chyba ocieplić wizerunek generała. Gdzieś czytałam, że tak nie jest, ale jednak moim zdaniem takie miała zadanie. Czy go osiągnęła nie będę sprawdzać. Generał na oko dla mnie jest pozbawionym empatii obrońca nieludzkiej idei. Pytanie tylko w imię "kogo".

    OdpowiedzUsuń
  2. Pkelu, zaznaczam, że nie chcę Cię namawiać do przeczytania książki, która budzi w Tobie tyle negatywnych emocji, jednak nie do końca się z Tobą zgadzam.
    Nie słyszałam tej wypowiedzi Jaruzelskiej w telewizji, być może na mnie też zrobiłaby wrażenie osoby zblazowanej. Jednak muszę powiedzieć, że w książce takiego wrażenia nie robi. Poza tym nie ma żadnego szpanowania luksusami, jest natomiast bardzo gorzka historia o samotności i braku wsparcia. Są wyraźne aluzje do załamania nerwowego, nie wiem czy nie było też jakiejś próby samobójczej, w każdym razie tak to odebrałam.
    Ochroniarze byli dla niej "wujkami", z którymi chyba w pewnym okresie łączyły ją bliższe relacje niż z rodzicami, to nie był wcale żart. Jaruzelska wyraźnie sugeruje, że miała zupełnie inne poglądy polityczne niż ojciec, ale nie kreuje się na buntowniczkę gardzącą generałem, co na pewne wiele osób zrobiłoby na jej miejscu. Sporo uwagi poświęca wyrazom nienawiści, z którymi wiele razy musiała się mierzyć, a jej jedyna wina to fakt, że urodziła się w tej, a nie innej rodzinie. Pisze o tym spokojnie, rzeczowo, nie robi z siebie jakiejś ofiary losu. Ta książka jest w pewnym sensie próbą odpowiedzi na te zarzuty. Jest naprawdę nieźle napisana i nie zaliczyłabym jej do nurtu plotkarskiego. Na pewno rozczaruje poszukiwaczy tanich sensacji a la Pudelek. W porównaniu z nią np. wspomnienia Potockiej o Ciechowskim to magiel do kwadratu.
    Zaznaczam, że choć zaliczam się do tych, o których piszesz "większość innych dziewczyn musiała żyć o wiele skromniej", nie czułam najmniejszej zazdrości czytając o luksusach, w które opływała rodzina generała. Czułam ogromną ulgę, że moi rodzice nie byli partyjnymi prominentami. Generała oceniam zdecydowanie negatywnie i nie przemawiają do mnie argumenty o wybraniu mniejszego zła. Mimo wszystko nie przekonuje mnie przekreślanie Moniki Jaruzelskiej z marszu za to, że śmiała się urodzić jako córka generała i nie zmieniła nazwiska, nie wyjechała za granicę, etc. Sądzę, że i tak by coś pisała i publikowała, ma niezły styl, interesuje się literaturą, ukończyła polonistykę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lirael - nie postrzegam Moniki Jaruzelskiej jako osoby zblazowanej, jej wypowiedzi są wyważone, spokojne, "na poziomie". I nie miałam na myśli szpanowania luksusami, chodziło mi o całość - pozycja ojca i wynikające z tego inne, lepsze warunki życia. Jak się domyślam bez czytania książki, okupione ograniczeniami, swego rodzaju izolacją, negatywnymi relacjami w środowisku. Nie spodziewam się radosnego i lekkiego życia bez stresów, to jest jasne.
      Może tak jest jak piszesz, że książka nie należy do nurtu plotkarskiego. A ja nie przekreślałam córki generała tylko dlatego, że nią się urodziła i pozostała przy swoim nazwisku. Tu właśnie o to chodzi, że tylko nazwisko i pozycja jej ojca w naszej historii dało jej okazję do wydania książki o swoich przeżyciach. Ale wiele dziewczyn i dojrzałych kobiet również ma niezły styl, interesuje się literaturą, ukończyło polonistkę, osiągnęło o wiele więcej niż ona, niektóre miały trudne relacje z ojcami, ale nie dokonują takiej publicznej wiwisekcji. Bo nie znalazłyby ani wydawcy, ani czytelników.
      Dlatego nie interesują mnie takie wspomnienia osób o sławnych lub niesławnych nazwiskach.
      Ale bardzo dziękuję za komentarz, zawsze chętnie podejmuję dyskusję i nie mam żadnych oporów do ewentualnej zmiany swojej opinii (pod naporem racjonalnych argumentów). :)

      Usuń
    2. Ja na pewno rodzinnych wiwisekcji w formie książkowej nie przeprowadziłabym, nie mam zupełnie takich ciągotek, ale nie jestem celebrytką, może wtedy patrzy się na to zupełnie inaczej, a granice miedzy tym, co prywatne, a tym, co publiczne, się całkiem zacierają.
      Nie wiem, na ile Jaruzelską kierowała chęć zabłyśnięcia czy lansu, może dało się coś na ten temat wyczytać z rozmowy w telewizji, ale w książce się tego nie wyczuwa. Jak już wspominałam, jest to m.in. próba odpowiedzi na wyrazy jadu i nienawiści, z którymi autorka spotyka się od najmłodszych lat, tylko dlatego, że jest córką generała. Naprawdę podaje konkretne przykłady takich zachowań ludzi wobec siebie.
      W tej chwili jest szał na biografie i autobiografie przeróżnych polityków, epizodycznych aktorów, etc. Czasem przeglądam w księgarni i widzę, że poziom bywa bardzo, bardzo różny.
      Przyznam, że "Towarzyszka panienka" była dla mnie również podróżą w czasie, jestem młodsza od autorki, ale PRL pamiętam z autopsji i ciekawym doświadczeniem było zobaczyć, co działo się wtedy po drugiej stronie barykady. Wychowano mnie w duchu innych wartości niż panią Jaruzelską i jej wspomnienia uświadomiły mi, jaką jestem szczęściarą. :)

      Usuń
    3. Z ostatnim zdaniem zgadzam się całkowicie :) , i prawdopodobnie przyczyny wydania tej książki są takie, jak piszesz.

      A szał biografii (masz rację co do poziomu), wpisuje się w szerszy problem, czyli "uszczęśliwianie" czytelników wszelkiego rodzaju wypocinami celebrytów, serialowych gwiazdek oraz innych znanych z tego, że są znani. Witryny księgarń są zapchane książkami kucharskimi i poradnikami napisanymi przez te osoby. Zawsze, gdy je oglądam, zastanawiam się kto to kupi?

      Usuń