niedziela, 29 grudnia 2013

"Anna German o sobie" - czy rzeczywiście?

Serial rosyjskiej produkcji przypomniał, a chyba częściej przedstawił nieznaną młodszym widzom Annę German.
Nie będę nieszczerze dołączać do zachwytów nad piosenkami, bo chociaż cenię talent artystki, to nie należałam nigdy do Jej wielbicieli. Może byłam zbyt młoda, aby docenić wartość głosu..., bo właśnie o ten głos tu chodzi. Głos, który zachwyca i wzrusza wielu słuchaczy mnie drażnił, nie lubiłam go. Sposób śpiewania Anny German, ta specyficzna wysokość głosu mnie wręcz zniechęcała do słuchania.
Czas największej popularności tych piosenek, gdy były one przebojami i często nadawano je w radio, to czas moich -nastu lat. Naturalne było, że nie zachwycały mnie wtedy przeboje pokolenia moich rodziców i gwiazdy estrady, które je śpiewały - Irena Santor, Halina Kunicka, Joanna Rawik, Stenia Kozłowska, Sława Przybylska...
To nie był repertuar dla nastolatek - my słuchałyśmy piosenek młodzieżowych zespołów i wokalistów, zapisując w zeszytach kolejne notowania listy przebojów.
A piosenek "starszych pań" nie lubiłam słuchać nie ze względu na melodię lub tekst, ale właśnie z powodu głosu i interpretacji. Pamiętam, jak wręcz nienawidziłam sposobu, w jaki "mordowała" Chopina Joanna Rawik w piosence "Romantyczność". Jak ja nie znosiłam tego głosu!
Teraz, po latach, oczywiście inaczej odbieram tamte stare przeboje. A oglądając serial również inaczej słuchałam piosenek Anny German.

Książka Marioli Pryzwan nie jest klasyczną biografią, ani książką z typu wspomnieniowego. To zbiór wypowiedzi  piosenkarki, dokumentów i fotografii, dobranych tematycznie do kilkudziesięciu tytułów. Największą wartością są według mnie zdjęcia i skany dokumentów.
Natomiast treść wypowiedzi samej Anny German... no cóż... mówiąc ogólnie: ocenzurowany życiorys.
Nic zresztą dziwnego, skoro wszystkie są cytatami z wywiadów. A wiadomo, że wtedy drukowane w prasie, emitowanie w radio wywiady nie były puszczane "na żywioł".
Te krótkie wypowiedzi, w większości 2-3 zdaniowe, są powyrywane z większych całości (pod każdą jest podane źródło), co wcale nie daje dobrego efektu. I cały czas ma się to uczucie sztuczności, wygładzenia, ogólnikowości, przemilczenia.

Książkę traktuję jako uzupełnienie serialu, bo według mnie sama w sobie nie daje możliwości prawdziwego poznania Anny German. Chociaż i ten serial nie jest najlepszym źródłem wiedzy. Jednak lepszy taki, niż żaden.

5 komentarzy:

  1. Muszę się również Elu przyznać, że Anna German nie była moją idolką. I też nie przepadałam za jej głosem w latach młodości. Wolałam Ewę Demarczyk, Niemena i podobnie jak Ty zespoły młodzieżowe, ale idolami dla mnie byli Niemen i Demarczyk. Dzisiaj wracam z sentymentem również do innych piosenkarzy z tamtych lat i z przyjemnością również słucham Anny German.
    Jakoś nie ciągnęło mnie do serialu a i pewno biografii też nie przeczytam. Wystarczy mi to co już wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - serial obejrzałam z ciekawości podwójnej, ze względu na temat i dlatego, że to produkcja rosyjska.
      Tak jak kiedyś mieliśmy nadmiar filmów radzieckich, tak teraz już nie mam ochoty oglądać amerykańskich produkcji. Jednak wolę nasze słowiańskie klimaty.

      A jeśli chodzi o muzyczne zainteresowania, teraz myślę tu tylko o polskich, zagraniczne to osobny rozdział - ja mam wiele ulubionych piosenek, a nie zawsze lubię cały dorobek piosenkarza, czy zespołu. To nie idzie w parze. W czasach szkoły podstawowej lubiłam piosenki "Czerwonych gitar", niektóre tylko "Trubadurów" (Krawczyk mnie zawsze drażnił swoją manierycznością), Jacka Lecha i innych młodych. Ale już w liceum zachwyciłam się Ewą Demarczyk, Markiem Grechutą i piosenkami nazywanymi wtedy "poezją śpiewaną".

      Usuń
    2. O jeszcze Anawa i Marek Grechuta.

      Usuń
  2. Pamiętam ją z festiwali i jak mama sluchała w radio, dlatego jej piosenki miło mi się teraz słuchają, bo niosą osobiste wspomnienia. Jako młoda dziewczyna przeczytałam książkę o jej powrocie do zdrowia, zdjęłam z półki mamy i raz - byłam dumna, że czytam dorosłą literaturę, dwa - urzekła mnie ta historia, zaimponowała mi Anna German swoją siłą, czuć ją było z każdego zdania, chociaż dużo tam łez i bólu rekonwalescencji.
    Ta powyżej opisywana nie spodobała mi się, jakoś tak po łebkach, kupiłam do biblioteki tę drugą, bardziej wnikliwą, poczytam zobaczę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pamiętam moment, gdy w kupionej przez rodziców gazecie, znaleźliśmy maleńką notkę o wypadku. Podobny wycinek gazetowy jest na zdjęciu w książce. Pamiętam późniejsze informacje o powrocie do zdrowia, o napisanej książce i oczywiście pojawienie się piosenki "Człowieczy los". To wszystko działo się na żywo, a jednak niewiele tak naprawdę wiedzieliśmy o tym. Jak pamiętamy to przecież były inne czasy, nikomu nie śniło o tabloidach i paparazzich na polskim gruncie. Do ludzi docierały informacje już dobrze przefiltrowane, przez co stawały się jakieś bezduszne, urzędowe, upolitycznione. I tak właśnie ja odbieram te cytaty gazetowe w książce .
      Teraz kamery i aparaty fotograficzne wcisnęłyby się prawie pod gips poszkodowanej w wypadku.

      Usuń