piątek, 6 grudnia 2013

Dlaczego właśnie Irena?

Nie znam prawie wcale współczesnej tzw. literatury kobiecej, ani polskiej, ani zagranicznej. Nie ciągnie mnie do tych czytadeł, a jak już przytrafi mi się taka lektura mam wrażenie straconego czasu. Ostatnio dałam się skusić ciekawej okładce i grubości książki (tak, ulegam temu, bo lubię długie powieści). I wypożyczyłam książkę duetu  pisarskiego matka-córka, czyli Małgorzata Kalicińska i Basia Grabowska.
Podeszłam do lektury bez obciążeń cudzymi opiniami, bo nie pamiętam, czy w ogóle czytałam wcześniej recenzje na blogach. I ponownie przekonałam się, że to nie dla mnie. Czytanie takich powieści nie wciąga mnie, czuję się, jakbym czytała teksty z kolorowych pisemek, coś w rodzaju "Historie z życia wzięte".

Dwutorowość narracji - zabieg autorski, który może podobać się innym czytelnikom, mnie przeszkadzał. Nie lubię takiego skakania od wnętrza do wnętrza dwóch osób.
Nie wiem, dlaczego powieść ma taki tytuł. Irena jest według mnie postacią drugiego planu i to bardzo dalekiego. Nie mamy okazji poznać bohaterki tak dobrze, jak dwóch pozostałych kobiet. Niewiele o niej wiemy, Irena pojawia się głównie w sytuacjach pomocowych, gdy jest potrzebna, albo sama czuje konieczność ingerencji w konflikcie matki z córką, córki z matką. Równie dobrze powieść mogłaby mieć tytuł "Dorota i Jagoda", "Jagoda i Dorota", albo "Trzy kobiety".

Nie będę się rozpisywać i analizować psychologicznie każdą z bohaterek, ale chwilami czułam jakieś zgrzyty. Chociażby to, że Jagoda, niby tak dobrze wykształcona osoba, jest bezmyślnie zachwycona niewolnictwem korporacji. I jeszcze te jej odzywki do matki typu "callnę". Strasznie mnie wkurza takie prostactwo językowe, nie lubię zaśmiecania polszczyzny w żadnej sytuacji..
Powieść bardzo wolno się rozkręca i jak przebrnęłam około 100 stron miałam ochotę ją odłożyć. Przemogłam się i jakoś dalej poszło, tym bardziej, że zaczęłam czytać z dodatkiem spojrzenia na własne życia. A dokładniej na moje relacje z córką i z mężem. Bohaterki są bowiem w naszym wieku, może Dorota jest kilka lat młodsza, ale to nie ma znaczenia. Jej wspomnienia studenckie, nadopiekuńczość w roli matki, współczesne problemy zdrowotne kobiety dojrzałej, relacje z mężem w długoletnim związku - to wszystko jest mi znane z własnego życia. I to jest plus tej lektury, choć nie do końca przyjemny dla mnie. To muszę przyznać, że wywołała u mnie niemiłe refleksje na własny temat. Znowu wydobyły się wyparte z wielkim trudem wyrzuty, że może za mało przytulałam swoje dziecko w niemowlęctwie i że tyle lat byłam taką sekutnicą dla męża, który już zasłużył na aureolę męczennika.
Tak jak akcja ciągnie się na początku, tak podobnie jest rozwlekła pod koniec - z przewidywalnym zakończeniem.
Chyba już wyrosłam z tego typu literatury i jednak wolę biografie, wspomnienia, pamiętniki oraz historię w różnych odsłonach.

7 komentarzy:

  1. Jakoś nie ciągnie mnie do Kalicińskiej. Czytałam wprawdzie jej rozlewisko, ale najbardziej przypadły mi do gustu wspomnienia Basi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę i ja tam kuknąć co pisze o pisarstwie Bator, gdyż jestem trochę zdziwiona tym pianiem na jej cześć.
      Już same słynne "bluzgi" mogą skutecznie odstraszyć .

      Usuń
    2. A już zupełnie nie kojarzę tych Taboro-Batorów, nic mi to nie mówi, to chyba dobrze dla mojego samopoczucia czytelniczego?

      Usuń
    3. Bator to bohaterka tegorocznej nagrody Nike. Pożyczyłam więc w bibliotece nagrodzona książkę ""Ciemno, prawie noc" i faktycznie jest tak ciemno i "brudno", że po przeglądnięciu stwierdziłam, że nie mam zamiaru się katować taką literaturą. Opinie są różne. Czytałam dwie na nie i kilka na tak, zachwycone. Podzielam te dwie na nie.

      Usuń
    4. Słuchałam wiadomości o nagrodach Nike, ale jakoś nie utrwaliło mi się to nazwisko. Być może dlatego, że wcześniej go nie znałam. I teraz też. :)

      Usuń
  2. Ja również nie przepadam za literaturą kobiecą. Mam wrażenie, że fabuła wszystkich tych książek jest taka sama, zmieniają się tylko imiona bohaterów i miejsce akcji. Po ,,Irenę" raczej nie sięgnę, nie zwykłam ,,callnać/callać(?)" do nikogo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem z recenzji i opinii na blogach, to nasza współczesna literatura kobieca jest jak spod jednego szablonu. Czasami "urozmaicona" fabułą a`la Bridget Jones.

      Usuń