wtorek, 26 listopada 2013

Porwanie mnie nie porwało, czego się zresztą spodziewałam

Moja biblioteka rejonowa nie jest zaopatrzona jakoś szczególnie szałowo, ale trochę nowości się trafia. Te są chyba w ciągłym ruchu, więc po oddaniu czekają na nowych czytelników w wydzielonym miejscu (pod ręką).
Na półkach ten sam wieloletni zastój - dominuje klasyka i starsze, mocno sfatygowane wydania. To nie jest narzekanie, nic z tego - ja nie gonię za modami i nowościami, wybieram książki, które chcę przeczytać i nie ma dla mnie decydującego znaczenia czas ich powstania/wydania.
Zawsze przeglądam (chociażby pobieżnie) kolejne półki i ostatnio też tak sobie rzuciłam okiem na półkę z książkami Joanny Chmielewskiej. Od dawna niczego dla mnie tam nie ma, bo prawie wszystkie książki posiadam, oprócz tych ostatnich, których z kolei ja już tak nie pożądam. A tu siurpryza!... na półce coś się wyróżnia błyszczącą okładką. To książka, o której istnieniu nawet nie wiedziałam.
Oczywiście wypożyczyłam, skoro już na nią trafiłam.


I od razu zaczęłam czytać...
czytałam... czytałam... i im dalej w las, tym częściej wzdychałam "kiedy dojadę do końca?" Mogłam oczywiście odłożyć i nie męczyć się dalej, ale jako fanka pisarki od tylu lat chciałam doczytać do końca.
Umęczyło mnie to Porwanie bardzo i już dawno tak żadna książka nie wynudziła.

Akcja dzieje się głównie w mieszkaniu autorki-narratorki-bohaterki. Siedzącemu przy brydżu towarzystwu nagle przeszkadzają podejrzane sylwetki atakujące dom. W dość krótkim czasie okazuje się, że poszukują informacji o porwanej pisarce Chmielewskiej, a ogóle nie są przestępczymi typami, ale prawowitą władzą policyjną. Nie chcą się pogodzić z faktem istnienia rzekomo porwanej tu żywej i siedzącej we własnej osobie za stołem.
Całe brydżowe towarzystwo kolejno angażuje się w sprawę, bo sprawa jest i to od dawna. Sprawa polega na porwaniach dla okupu, a porywane są osoby z kręgów zdolnych bogato się wypłacić. Dziwne są te porwania - niby kulturalnie i bez ofiar, a jednak co któreś tam jest niekulturalne i z ofiarami. Co trochę komuś z grona przyjaciół coś się przypomina i w ten sposób policyjne dochodzenie nie jest już potrzebne. Fakt, że policję autorka  zmarginalizowała wyjątkowo. Wszyscy gadają i gadają, informacji przybywa, więc czytelnika zaczyna się gubić w ich gąszczu, a gospodyni karmi i poi szacowne grono w sposób dla siebie charakterystyczny.

Już dawno pisarka przyznała się do swoich niskich umiejętności kulinarnych, a także braku serca do gotowania.
Jej bohaterki, a także ona sama, jednak czasami coś gotują... i to jest w niektórych przypadkach kulinarna zgroza.
Tutaj także mamy takie kulinarne kwiatki, jak na przykład gotowanie grubego makaronu przez godzinę.

Książkę zaliczam do swojej prywatnej kategorii "przeczytana, wiec trzeba zacząć jeszcze raz, żeby tak naprawdę połapać się o co chodzi". Aż przykro mi było czytać... gdzie tamte wspaniałe powieści z minionych lat, za które pokochałam pisarkę? Właśnie przez przywiązanie do dawnych tekstów szczególnie krytycznie odbieram te ostatnie.
Może naprawdę, wsłuchując się w głosy wiernych czytelników, należało przerwać pisanie i  nie produkować kolejnych powieści. Ta jest szczególnie nieudana. Skoro jednak nie ma już autorki wśród nas, na tym zakończę...

7 komentarzy:

  1. A ja mam "Depozyt", który miałam czytać w wyzwaniu sardegny, ale zupełnie mnie nie pociąga. Nie będę się na razie katować, wolę co innego czytać tym bardziej, że jednak porzucam wyzwania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już kiedyś wspomniałam o Depozycie, to też książka z tych mniej pociągających.
      I moim zdaniem raczej do "przebrnięcia" przez wiernych czytelników autorki (tych co znają jej najlepsze powieści). Oczywiście, że nie ma sensu się katować czytaniem.
      Pisałaś u siebie o rezygnacji z wyzwań, czy to tylko brak czasu, czy są jakieś inne przyczyny? (jeśli mogę spytać) :)

      Usuń
    2. Chyba powietrze ze mnie zeszło. To niestety moja wada - hurra optymizm, a później przesyt. Czasu też nie mam mimo emerytury zbyt wiele i trochę ostatnio się zapuściłam w obowiązkach domowych. A po za tym mniej czytam, gdyż doszły mi robótki na drutach. I mniej mam czasu na pisanie postów o przeczytanych książkach. A łatwo mi to też nie przychodzi. Pozostanę przy współudziale w prowadzeniu blogów, bo tam mnie nic nie ogranicza, Twojej Rodziewiczównej, bo też nie ograniczasz no i może przy czytamy seriami.

      Usuń
    3. Rozumiem. Ja też mam taką wadę i to w bardzo dużym stopniu. A przede wszystkim czasu bardzo mało. Traktuję jednak blogowanie jako swego rodzaju terapię, to mi daje możliwość oderwania się od smutnych stron życia. No i potrzebną gimnastykę mózgu.
      Cieszę się, że pozostaniesz w naszej swobodnej współpracy. :)

      Usuń
    4. Ja podobnie traktuję blogowanie. Mnie gimnastyka mózgu jest niezbędna, gdyż mam ogromny problem z pamięcią. I dlatego trudno mi się pisze, gdyż w danym momencie mam pustkę w głowie i brak mi słów. Prawdopodobnie jest to wynik nerwicy, ale odczucie okropne. Myślę, myślę i nic. Korzystam więc ze słowników i od nowa powiększam zasób słów. Stąd post o przeczytanej książce powstaje nieraz kilka dni.
      Chcę traktować blogowanie jako przyjemność, bez przymusu, który niby nie konieczny, narzucony przez siebie ale jednak z czasem irytuje.


      Usuń
  2. Widzisz, to masz lepiej ode mnie z tą biblioteką, bo przynajmniej masz gdzie iść. Moją remontują już od kwietnia :/ Możliwe, że otworzą w styczniu, albo lutym... Dla człowieka uzależnionego od czytania taki długi czas przerwy w dostawach to wręcz katorga :)
    Czytałam Chmielewskiej tylko "Klin" kilka lat temu i od tego czasu planuję przeczytanie chociaż jeszcze jednej jej książki, ale za "Porwanie" raczej się nie wezmę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to jest tylko ta jedna biblioteka w okolicy? jeśli są jeszcze inne, nawet dalsze, to ja na pewno zapisałabym się. Czekanie tyle miesięcy to jak na odwyku.:)
      Jeśli chcesz czytać Chmielewską to koniecznie zacznij od tych najlepszych powieści. Polecam:"Wszyscy jesteśmy podejrzani", "Całe zdanie nieboszczyka", "Wszystko czerwone" oraz "Lesia", chociaż do szczególna pozycja.
      "Klin" to debiutancka pozycja i też trochę przegadana monologami wewnętrznymi bohaterki. :)

      Usuń