sobota, 30 listopada 2013

Było... minęło... (13) - Literackie Zaduszki

Tej kategorii listopadowej Trójki E-pik nie mogłabym opuścić, bo to moja propozycja, która wygrała w głosowaniu. I bez namysłu wybrałam książkę Edmunda Niziurskiego.


Posty o książkach mojej ulubionej autorki Joanny Chmielewskiej i tak planowałam, niezależnie od faktu Jej niedawnego odejścia. Natomiast kontakt z pisarstwem Niziurskiego to bardzo odległa przeszłość w moim czytelniczym życiu. Czytałam coś w dzieciństwie i później już nigdy do tych lektur nie wracałam.
A z Markiem Piegusem było jeszcze inaczej.
Moja znajomość tej postaci to obraz filmowej, a właściwie telewizyjnej wersji. Do samej książki wtedy nie dotarłam, w 1985 roku kupiłam kolejne VII wydanie z myślą o przyszłej biblioteczce dla mojej córki i  kto by pomyślał, że przeczytam książkę dopiero w 2013 roku!

Oglądałam ten serial właśnie wtedy, gdy po raz pierwszy był nadawany w telewizji. Oglądałam z przejęciem, mocno przeżywając przygody Marka, bo to był film o nas, o dzieciakach w tym samym wieku. Nie miało większego znaczenia, że bohaterami byli prawie sami chłopcy, miałam przecież właśnie takich kolegów w klasie. Ważniejsze było to moje pierwsze spotkanie z wątkiem kryminalnym, ze światem przestępczym w produkcji dla dzieci. Nie zwracałam uwagi na realia, bo to była nasza rzeczywistość, więc wtedy nic ciekawego. Skupiałam się  wyłącznie na akcji, z niecierpliwością czekając na kolejny odcinek.
Zapamiętany na zawsze klimat sensacji wspomagany charakterystyczną muzyką Adama Walacińskiego, Krzysztof Litwin ze swoim nieodmiennym "świerszczyku", Ludwik Benoit w nausznikach chroniących przed hałasem, czy  detektyw Hipollit Kwass, nadmiernie wymowny pod wpływem grochówki z tabletkami Veracoco - to moje skojarzenia z filmem.

Sama książka pojawiła się w 1959 roku, czyli od momentu wydania minęły 54 lata... szmat czasu.
Czytając ją dzisiaj odbieramy inaczej niż w tamtych czasach, bo świat zmienił się w niewyobrażalnym stopniu.
W książce zachował się tamten świat - minionego dzieciństwa w innej polskiej rzeczywistości.
Teraz przeczytałam książkę z przyjemnością, a w trakcie lektury odniosłam wrażenie,  że upływ czasu jej nie zaszkodził tak bardzo. Być może młody czytelnik miałby inne zdanie, ale według mnie powieść nie stała się śmiesznym archaicznym zabytkiem. A może jest takim zabytkiem, tylko ja tego nie wyczuwam?  
Historia Marka Piegusa opowiedziana jest przez narratora - w prosty sposób, który chwilami odbieram jako satyryczny tekst dla dorosłych. Pod płaszczykiem opowiastki dla dzieci dostaliśmy obraz codzienności w troszkę krzywym zwierciadle.

Marek jest pechowym trzynastolatkiem - jego pech jest przyczyną dziwnych wydarzeń, w które zostają wciągane coraz to nowe osoby z jego otoczenia. Mówiąc najogólniej - pewne wagary pociągają za sobą lawinę, w której mamy zamianę teczek, tajemnicze włamanie, porwania, poszukiwania porwanych itd. Na scenie wydarzeń pojawiają się członkowie rodziny, koledzy Marka, szkoła w osobach nauczycieli i elementu uczniowskiego, a przede wszystkim szajka groźnych przestępców. W trakcie dochodzenia ujawniają swoje umiejętności harcerze, zdolniejsi od milicjantów (obywatelskich).

Książka przypomniała mi wiele obrazków z tamtych lat. Zagęszczenie lokatorów w starych kamienicach (chociaż nie na taką skalę jak w zniszczonej Warszawie). Łaźnie miejskie - potrzebne w sytuacji, gdy niewiele mieszkań miało łazienki, a nawet bieżącą wodę. W szkole też mieliśmy takich "przerośniętych" w klasie, u nas nazywanych "drugorocznymi" (chociaż dłużej repetowali) - byli w szóstej klasie mając 16 lat. Po przerwie wracali do klasy śmierdząc papierosami. Jaki był sens trzymania takiego elementu z 13-letnimi dzieciakami? I tak się nie uczyli, a gdy pojawiali się w szkole to tylko były z tego kłopoty. Nie mieli dobrego wpływu na innych.
Przypomniały mi się także kałamarze z atramentem - w środku ławki, w odpowiedniej dziurze siedziały sobie kałamarze z jakąś brudną cieczą, najczęściej zapchane bibułą (porządna uczennica miała bibułę w zeszytach).

Jaki to był inny świat!
Ten post to najdłużej powstający tekst na tym blogu, zaczęłam go pisać w pierwszych dniach listopada i jakoś nie mogłam dobrnąć do końca.




4 komentarze:

  1. Dziękuję za udział. Podaj proszę tytuł lektury z liczbą. to nic, że nie masz linku. liczy się przeczytanie :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie wysłane :)
      Jak tylko napiszę notkę, podeślę linka.

      Usuń
  2. To nasze dzieciństwo. Znam tylko z filmu. Na czytanie Niziurskiego chyba byłam już za stara.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytałam, ale tak strasznie dawno to było.

      Usuń