czwartek, 24 października 2013

"Upadek" 2004

Na pewno nie wydałabym pieniędzy na bilet, ani nie poświęciłabym czasu na specjalne wyjście do kina, żeby obejrzeć ten film. Czytałam opinie i recenzje po premierze, znałam więc ten tytuł "ze słyszenia" i to mi wystarczyło.
Trafił się w telewizji, więc w końcu obejrzałam... powiedzmy, że z powodów czysto filmowych.

Nie lubię filmów o Niemcach w II wojnie światowej zrobionych przez Niemców (nawet we współpracy z innymi nacjami) - choćby to były współczesne produkcje "z dystansem" i poprawnością polityczną, silące się na bezstronność i obiektywizm I choćby grali w nim aktorzy pochodzący z innych państw, jak to ma miejsce w przypadku tego filmu. Nie potrafię odciąć emocji w odbiorze takich filmów, więc zawsze jest to opinia subiektywna, może nawet tendencyjna.


Film opowiada o ostatnich dniach wojny w bombardowanym i płonącym Berlinie, na którego ulicach panuje piekło, a w bezpiecznym podziemnym bunkrze dokonuje się klęska wodza III Rzeszy. Hitler i jego współpracownicy z każdym dniem i z każdą mijającą godziną coraz wyraźniej widzą nieuchronny koniec wszystkiego w co wierzyli i co tworzyli...

Nie chcę pisać dokładnego streszczenia filmu - to bez trudu można znaleźć w sieci.

Od strony technicznej film robi wrażenie, chociaż końcówka mocno mnie wymęczyła - wydawała się przeciągana na siłę. Od pewnego momentu czekałam, kiedy wreszcie będzie koniec. Zarówno sceny walk na ulicach, jak i w zaciszu luksusowej kryjówki, są dobre i wymowne. Tak mogło być naprawdę.

Jednak film jako całość nie podobał mi się - cóż za niezręczne sformułowanie w tym przypadku. Trudno mówić o podobaniu, biorąc pod uwagę temat. Mówiąc inaczej, film odebrałam jako kolejne ocieplanie wizerunku wodza.
Widzimy na ekranie dobrego wujka, dobrego przełożonego, ukochanego przywódcę...
Podobnie jest z innymi bohaterami - w większości tacy sympatyczni Niemcy...

Po emisji pozostał niesmak i bezsilna złość na takie manipulacje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz