poniedziałek, 21 października 2013

Powroty do młodzieżowych lektur - coraz większe rozczarowania i żal

Moje lektury sprzed lat jakoś nie mogą się doczekać swojej kolejki. Początkowo miały mieć swoje posty tak jak inne współczesne lektury. Tak było w momencie założenia bloga. Czasu jednak mam ciągle za mało na częste pisanie, jak planowałam. Wiadomo, plany a życie to dwie różne bajki.
W czerwcu naszą czytelniczą pamięć mocno poruszył Beznadziejnie zacofany w lekturze, swoją akcją i plebiscytem. Wtedy wyciągnęłam z półek trochę tych książek - jednak zapomnianych, chociaż mnie się wydawało inaczej. Byłam pewna, że dobrze pamiętam treść wszystkich. Skoro je miałam u siebie i kiedyś wielokrotnie czytałam. Nie wzięłam pod uwagę przemijania wielu treści - w końcu żyję dopiero pierwszy raz i doświadczam po raz pierwszy na sobie wpływ czasu. Jeśli dorzucę jeszcze niezwykłe zmiany naszego świata w ciągu ostatnich, powiedzmy trzydziestu lat, to mam dzisiejsze odbieranie dawnych lektur.
Dodatkowym niemiłym akcentem - jakże ważnym, jak się okazuje - jest nasza własna polska polityczna przeszłość. Właśnie ta niedawna, powojenna.
Nie zajmuję się specjalnym tropieniem niechlubnej przeszłości znanych i popularnych twórców. Jednak co jakiś czas trafiam na takie informacje, które kładą się cieniem na niektórych życiorysach. Chociaż z drugiej strony nie powinno mnie to dziwić. Zawsze w podświadomości miałam takie pojęcie o znanych ludziach, właśnie wtedy w czasach PRL - skoro pisarz jest wydawany, jego książki mają duże nakłady, robi karierę - to w jakiś sposób musi być związany z władzą i ustrojem. Należeć do partii (wiadomo jakiej, tej przewodniej siły narodu) to było dla mnie wtedy jedyne znane powiązanie. O TW dowiedziałam się w innych czasach - kto nim był okazuje teraz. Podchodzę do takich informacji z bardzo dużą ostrożnością, bo jest to trudna sprawa. Trudna do oceny moralnej, gdy nie wiemy i nie będziemy wiedzieć o wszystkich okolicznościach podejmowania lub zmuszania do takiej współpracy.

Po przeczytaniu "Cięgów dla ciągów (dalszych)..." u Lirael, sięgnęłam (po raz pierwszy w tym przypadku) do informacji w wikipedii. Tak z czystej ciekawości, jaki jest dorobek tej tak popularnej w moich nastoletnich czasach pisarki, w jakich latach swojego życia tworzyła te kultowe (nie lubię tego określenia) powieści. I tu właśnie ten wspomniany wcześniej niemiły zgrzyt, choć podkreślam, że nie wiem, czy to prawda, więc nie będę oceniać tej informacji o 15-letniej współpracy z SB.

Jednak to jeszcze jeden ważny element mojego dzisiejszego odbioru tamtych lektur. Sięgając po te książki pewnie teraz będę "sprawdzać" życiorys autora. Nie dlatego, żeby odrzucać ze wstrętem jego utwory, jeśli przeszłość okaże się mało świetlana. Ale po prostu, żeby wiedzieć.

Kiedyś wypowiedziałam się w dyskusji na ten temat, zajmując stanowisko, że polityczna przeszłość autora nie powinna decydować o naszych wyborach czytelniczych. I nadal tak uważam, co nie znaczy, że mam ochotę czytać współczesne nowości autorów z mocno nieciekawymi życiorysami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz