niedziela, 13 października 2013

Łódź kolorowa... nie ta obiecana...


"Ziemia obiecana", powieść naszego noblisty (choć nie za nią nagrodę otrzymał), to moja książka numer jeden.
Nie wiem, ile razy ją czytałam, ale na pewno jeszcze będę czytać. I nie dlatego, że mam sklerozę, więc muszę sobie przypominać treść. Dlatego, że to powieść genialnie oddająca ducha, istotę tego miasta. To prawda, że opowiada o mieście, którego w tamtym kształcie dziś już nie ma. Jednak czytelnicy, tacy jak ja (urodzeni i mieszkający tu całe życie), jeszcze trochę tego fabrycznego klimatu poznali. Czasy PRL-u zachowały i pozostawiły Łódź w jej XIX -wiecznych obrazach (dopiero trzeba było ostatnich dwudziestu lat kapitalizmu, żeby niszczyć, co się da).
Nic dziwnego, że Andrzej Wajda mógł wykorzystać w swoim filmie tak wiele autentyczności - począwszy od hal i maszyn fabrycznych, a skończywszy na budynkach i ulicach. II wojna światowa niewiele zmieniła w wyglądzie naszego miasta. A gdy dodam jeszcze wysłuchane i zapamiętane rozmowy i wspomnienia moich ciotek, wujków, dziadków, sięgające nawet carskich czasów, to nic dziwnego, że czuję nieprzerwaną nić historii tego miasta od wczoraj do dziś.

Do pisania na tym blogu o powieści Reymonta cały czas się przymierzam, bo to nie jest dla mnie taki sobie prosty wpis. Jeszcze szukam odpowiedniej formy.

A dzisiejsze skojarzenia łączą się z Festiwalem Kinetycznej Sztuki Światła "Light. Move. Festival".

Gdy oglądam takie pokazy (nazywając je "nowe na starym"), 


myślę o ludziach, którzy tworzyli tamtą Łódź i nie byliby w stanie wyobrazić sobie postępu techniki. Tego, co kolejny wiek przynosi. Budując domy przy najważniejszej ulicy miasta na pewno chcieli, aby przetrwały one jak najdłużej będąc świadectwem myśli technicznej swojego czasu.


 Ale w tych dalekich wizjach nie spodziewali, że te budowle będą w XXI wieku tłem takich obrazów





2 komentarze:

  1. Dobrze, że to tylko gra świateł, która zamieniła budynki w bajkowe wizje.
    Wstyd przyznać, że Ziemie obiecaną" znam tylko z wiele razy oglądanego filmu, który dobrze, że Wajda nakręcił. Książkę zamierzam oczywiście przeczytać a jak będę go po raz kolejny oglądać film szczególna uwagę zwrócę na to wszystko o czym piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem nadal, jak podejść do napisania o książce. To jest dla mnie wyjątkowa powieść (napisałam w poście dlaczego tak jest). Na pewno jednak inaczej ja ją odbieram, a inaczej każdy czytelnik, który nie mieszka, nie wychował się w Łodzi.
      Filmowa wersja Wajdy to inna bajka. Owszem, film jest dobry, ale ja jak zwykle nie lubię niepotrzebnych zmian - na przykład wątku z Trawińskim (grał go Łapicki). Nie wiem, po co akurat tego bohatera reżyser uśmiercił.
      Aaa - mogłabym jeszcze długo. Pewnie więc powstanie jakiś post w odcinkach. :)

      Usuń