wtorek, 3 września 2013

Powakacyjnie... już nie tak samo , jak za dawnych lat.

Właściwie nie wiem, dlaczego używam słowa wakacje, skoro od paru lat wakacji nie mam. Chyba takie przyzwyczajenie z całego życia.
Rozpoczął się nowy rok szkolny, czas wakacyjny minął, a ja tego czasu nie wykorzystałam należycie - blogowo oczywiście. Pisałam o tym wcześniej, więc nie będę się powtarzać.
W czerwcu, poruszona do działania akcją Beznadziejnie zacofanego w lekturze wyciągnęłam z półek (nie tylko do zdjęcia) trochę swoich młodzieżowych powieści (polskich autorów). I tak sobie je przypomniałam czytając jedną za drugą. Z zamiarem pisania o każdej na blogu, co z przyczyn technicznych nie wypaliło. Miał być wakacyjno-relaksacyjny sezon z lekkim zabarwieniem refleksyjnym (ale bez nadmiaru analiz i ciężkiej artylerii myślowej).

Lipcowo-sierpniowe wpisy miały być liczne i w większości o młodzieżowych książkach z dawnych czasów (czytaj "moich czasów").

Oczywiście doskonale znałam ich treść, przecież w swoim czasie czytałam je po kilka razy.
I co się okazało teraz? jednak inaczej je odbieram po latach. Minęło 30, 40 lat i z powieści poruszających bieżące problemy dorastającej młodzieży osadzone w aktualnych realiach, stały się powieściami historycznymi.
O te realia właśnie chodzi. Jak teraz dać młodemu czytelnikowi taką książkę bez stałego komentarza i wyjaśnień, prawie takich samych jak przy lekturze "Krzyżaków"? Przecież on nie zrozumie warunków tamtego życia codziennego.

Stopień archaiczności poszczególnych tytułów jest różny - pewne książki są w treści bardziej zrozumiałe (tu postawiłabym na pierwszym miejscu powieści Krystyny Siesickiej), do innych nie przystąp bez nakreślenia tła. (najbardziej mnie zdenerwował pan Samochodzik).

Nie przypuszczałam, że nasz świat i nasza rzeczywistość zmienią się tak bardzo w życiu jednego pokolenia.
A to z kolei tak bardzo zmieni literaturę.

1 komentarz:

  1. Czytam właśnie z własnym dzieckiem "Wakacje z duchami" i zdumiewam się, że jemu ta książka tak bardzo się podoba. Mnie nieco razi to, o czym napisałaś (a czego nie dostrzegałam, czytając ją po raz pierwszy - może nie 30, ale na pewno ze 25 lat temu), a on ma to w nosie:)
    Literatura na pewno się zmienia, ale my chyba bardziej:))

    OdpowiedzUsuń