środa, 4 września 2013

"Oddajcie mi swoje dzieci"

To niesławne, choć słynne słowa z przemówienia "króla" Litzmannstadt Getto, Chaima Rumkowskiego.
Były początkiem niezwykle dramatycznych wydarzeń, w tym i tak już dramatycznym miejscu i czasie.
4 września 1942 roku na placu strażackim (dziś ul. Zachodnia)  Rumkowski wezwał mieszkańców getta do oddania swoich dzieci, do wydania ich na śmierć po to, by uratować dorosłych i sprawnych do pracy.



Rozpoczęła się "wielka szpera" - akcja przeszukiwania domów i zabierania  niepotrzebnych: ludzi starych, chorych, niedołężnych oraz dzieci do 10 roku życia. Wciągu kilkunastu wrześniowych dni wywieziono z getta 5862 dzieci, a łącznie 15.681 osób.

Zapisane we wspomnieniach relacje o tych wydarzeniach są przerażające...

Jedną z form upamiętnienia dzieci tej dzielnicy - dzieci polskich, żydowskich i cygańskich, jest akcja Dzieci Bałut - murale pamięci.  Mijam niektóre z tych murali prawie codziennie...

Poruszam tę tematykę na blogu po raz pierwszy i zaryzykuję stwierdzenie, że chyba jestem jedną z nielicznych osób, które mieszkając tu interesują się wojenną historią tych ulic, kamienic, a przede wszystkim ludzi stłoczonych na pewien czas w swoistym więzieniu, jakim było Litzmannstadt Getto.

Wszyscy ci, którzy teraz mieszkają w tych starych przedwojennych domach, to kolejne pokolenie powojennych lokatorów. Być może niektórzy ich dziadkowie lub pradziadkowie mieszkali tu przed utworzeniem getta - nie wiem, jaki procent z nich powrócił do swoich mieszkań.
Nowi to na pewno lokatorzy bloków zbudowanych wśród tych kamienic, od początku lat 50-tych.
To nie był dobry pomysł, takie wymieszanie środowiskowe. Stare Bałuty, mimo socjalistycznego epizodu, nadal są dzielnicą o niezbyt dobrej reputacji. Cała Łódź jest paskudnie oszpecana napisami i malunkami rasistowskiej treści, ale tutaj na Bałutach nie ma dosłownie domu bez tych "ozdób". A ich autorzy nie do końca nawet wiedzą i rozumieją o co w nich chodzi. Być może to jeden ze skutków dawnych relacji międzyludzkich, coś co przetrwało w świadomości mieszkańców miasta przez tyle lat: trudne stosunki Polaków i Żydów w przedwojennej Łodzi.

Wśród książek poruszających tematykę getta są wydawnictwa wspomnieniowe, opracowania naukowe, wydawnictwa fotograficzne. Jedyną powieść o tamtym czasie, jaką znam, napisał... szwedzki pisarz.


Gdy pierwszy raz przeczytałam informacje o wydaniu tej książki, byłam bardzo zaskoczona i sceptyczna - "jak ktoś z innego kraju może zrozumieć to, co działo się tutaj". Teraz, po lekturze,  trochę inaczej na to patrzę. O samej książce napiszę w innym poście.

15 komentarzy:

  1. Zadziwia mnie to, ze ludzie nie wiedza, nie chca wiedziec, nie pytaja, nie interesuja sie...
    Z ksiazek o tej tematyce polecam Elzbiety Cherezinskiej "Bylam sekretarka Rumkowskiego: Dzienniki Etki Daum".
    Wspominana przez Ciebie lektura wciaz przede mna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tę książkę na liście do przeczytania, chociaż spotkałam różne opinie na jej temat.
      Ale muszę sama przeczytać, nie chcę się wypowiadać przed lekturą.

      Wielu ludzi, którzy mieszkają w tej najstarszej części dzielnicy, nie ma żadnych intelektualnych zainteresowań. Na ulicach widoczna jest bieda, bezdomność, bezrobocie.
      Spotkałam się z opiniami, że "po co malują te obrazki dzieci - lepiej by odnowili kamienice".

      Usuń
    2. "Bylam sekretarka..." to fabularyzowana historia, a nie prawdziwe dzienniki Etki, wedlug mnie ciekawe. Zupelnie inny punkt widzenia.

      To, o czym piszesz jest bardzo smutne, przerazajace wrecz.
      U mnie w domu tez sie nie przelewalo, ale do biblioteki zawsze znalazlam droge.

      Usuń
    3. Tu nie chodzi nawet o poziom materialny rodziny, ale o rozwój duchowy. Pewne wzorce i potrzeby. Kiedy wracam do swojego domu, widzę jak ci ludzie żyją w tych starych kamienicach w pewnym sensie "na zewnątrz". Tak jak żyli ich przodkowie: starsi siedzą na brudnym, zaśmieconym podwórku na krzesłach i stołkach wyniesionych z mieszkań, albo godzinami tkwią w oknach. To, co robią młodsi... szkoda słów. bezkarnie dewastują wszystko, co jeszcze nie zniszczone, godzinami wałęsają się po ulicy (często środkiem jezdni) itd.
      Oczywiście nie wszyscy tak żyją, ale tych widać i słychać.
      Nie mówię o tych, których "czuć", regularnie grzebiących w śmietnikach.
      Zmiany ustrojowe po 1989 roku przywróciły biedę.

      Usuń
    4. I co najgorsze, że tej biedy tak jakby nie widać po za jej rejonami, takimi jak piszesz.

      Usuń
  2. Ludzie żyją dniem codziennym od rana do wieczora niewiele zwracając uwagi na to co się wokół nich działo i dzieje. Wolny czas zabiera im telewizja i tak leci.
    Historię swego miasta, otoczenia powinno poznawać się już w szkole i to bezwzględnie, ale dzisiaj obawiam się, że nawet historii Polski nie będzie się uczyło bo i po co jak jesteśmy Europejczykami a nie Polakami.
    Łódź ma bardzo ciekawą i dramatyczną przeszłość, przyszło Ci żyć nie tylko w ciekawych czasach ale i w miejscu naznaczonym historią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Ale jak spojrzeć szerzej, to w Polsce historia nas wszędzie otacza - w niektórych miejscach jest bliższa, w innych trzeba bardziej poszukać. I tylko od nas samych zależy, w jakim stopniu nam na tym zależy, na ile nas interesuje przeszłość.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Tobą. U mnie też tak jest chociaż miejscowość nieduża. I ta wojenna też.

      Usuń
    3. Chyba tak naprawdę nie ma u nas miejsc bez historii.

      Usuń
  3. Mieszkam w małej podwarszawskiej miejscowości, ale liceum ukończyłam w samej stolicy, a konkretnie na Muranowie czyli w miejscu, gdzie znajdowało się getto żydowskie. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób w żaden sposób ten fakt nie interesował, ale ja nie potrafiłam przejść obok tego obojętnie.
    Zwłaszcza gdy przeczytałam ,,Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanny Krall.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świadomość istnienia getta warszawskiego zawsze jakoś istniała, chociażby poprzez datę w kalendarzu. O getcie łódzkim bardzo długo w ogóle się mówiło i nie pisało. Oficjalnej wiedzy praktycznie nie było. Tamten fragment historii miasta pojawiał się właściwie tylko w rozmowach mieszkańców.

      Usuń
  4. Nie wiem czy wiedziałaś i czy uczestniczyłaś w zorganizowanych w Łodzi obchodach (to słowo wyjątkowo mi tu nie pasuje) 70 rocznicy Wielkiej Szpery. Ja nie z Łodzi i nie mam z nią kompletnie nic wspólnego, ale przeczytałam o tym tutaj i od tamtej pory często myślę.
    Być może, gdyby nie chodziło o Żydów, świadomość tego, co się wydarzyło, byłaby wśród mieszkańców Bałut większa. Jest jednak, jak jest.
    Książki Sandberga nie czytałam, na razie poprzestałam na "Fabryce muchołapek" Barta, ale przy okazji tamtej lektury zdołałam zobaczyć, jak wiele kontrowersji budzi każda książka na ten temat. Stosunkowo najmniej oberwało się chyba Cherezińskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interesuję się tą tematyką, czytam o bieżących wydarzeniach, ale bezpośredniego udziału nie biorę (chociaż kilka razy miałam zamiar). Powód jest prozaiczny - trudności w pogodzeniu z własnymi obowiązkami.

      W takim, a nie innym podejściu do historii Żydów w Łodzi, nie chodzi o mieszkańców tej konkretnej dzielnicy. To są zaszłości przedwojenne, głównie ekonomiczne i jak widać upływ czasu niewiele zmienił w myśleniu.

      A tematyka jest niewygodna, trudna, zbyt złożona itd, więc każda kolejna książka może być kontrowersyjna.

      Usuń
  5. Witaj! :) Uwielbiam zestawienia zdjęć stare - nowe, kiedyś - dziś.
    Dziękuję i serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że do mnie zajrzałaś :)
      Mnie zawsze zachwycały stare fotografie miejsc, które dobrze znam. Ciągle brakuje mi czasu na realizację moich planów fotograficznych, co wiąże się ze spacerami po mieście. Porównywanie starych fotografii, które na szczęście teraz można znaleźć w sieci, z własnymi zdjęciami dzisiejszego stanu. Nawet nie muszę daleko szukać, ale ciągle mijam te "obiekty" z zakupami i w pośpiechu.

      Usuń