wtorek, 18 czerwca 2013

Marinina... - bez entuzjazmu.

W nowościach kryminału zatrzymałam się gdzieś daleko w pomrokach dziejów, czyli na etapie milicyjnej sensacji w minionym stuleciu. Zresztą czytywałam kryminały najczęściej tylko w czasie wakacji, korzystając z miejscowych bibliotek w ośrodkach wczasowych. Na częstsze lektury w czasie roku szkolnego (dziecko, mąż, dom, praca, doskonalenie zawodowe) raczej czasu nie było za wiele.
Nie liczę tu swoistego kryminalizowania w wykonaniu Joanny Chmielewskiej, bo to gatunek sam w sobie.
Tak więc moje rozeznanie we współczesności kryminalnej jest żadne. A właściwie było żadne do czasu rozpoczęcia książkowego blogowania, bo dzięki niemu rozszerzam swoją wiedzę również w tym zakresie.

Czego to ja się naczytałam o pisarstwie Aleksandry Marininy!
Same pochwały, a kiedyś nawet trafiłam na określenie "rosyjska Chmielewska" (w sensie "rosyjska królowa kryminału"). Oj, jak dla mnie bardzo niefortunne porównanie - jak się okazało po lekturze.

Nic dziwnego, że w końcu postanowiłam dołączyć do fan-klubu tej pisarki, a mówiąc poważnie - zapoznać się z jej twórczością. Nie udało mi się rozpocząć lektury od początku cyklu o major Kamieńskiej, bo korzystając z biblioteki rejonowej złapałam to, co było na półce.

A była to "Złowroga pętla" (wydanie rosyjskie 1995), piąta część cyklu.
Nie zdradzając fabuły zacytuję jedynie notkę od wydawcy, umieszczoną na okładce.

"Major Anastazja Kamieńska staje przed kolejnym wyzwaniem. Tym razem śledztwo dotyczy szantażu, którego ofiarą pada pewne małżeństwo.
Ta z pozoru łatwa do wyjaśnienia sprawa łączy się w zaskakujący sposób z zabójstwem nieuczciwego dyrektora banku, chuligańskim wybrykiem, napadem na bank i samobójstwem zdolnego pracownika moskiewskiego instytutu badawczego.
   Kamieńska konsekwentnie dąży do rozwiązania zagadki, jednocześnie analizując niepokojący fakt gwałtownego wzrostu przestępczości w jednym z rejonów Moskwy..."

Sięgając po książkę zastanowiłam się, kiedy ostatnio czytałam coś ze współczesnej literatury radzieckiej (bo z nowej rosyjskiej na pewno nic).
I udało mi się doliczyć kilku pozycji w latach 70-tych.
Ubożuchno? Nic dziwnego - kto wtedy czytał, ten wie.
Lepiej znaliśmy klasykę z Tołstojem na czele, niż współczesne propagandowe losy bohaterskiej Armii Czerwonej lub produkcyjniaki sławiące życie w najlepszym ustroju na Ziemi. Raczej nie ciągnęło nas do tych lektur z własnej woli. A mnie dodatkowo nie ciągnęło do braci Strugackich, chociaż duży zbiór fantastyki naukowej mamy w naszej biblioteczce. To jednak sfera zainteresowań mojego męża, ja do tego rodzaju literatury  nie mogłam się przekonać.

Podchodząc więc do Marininy byłam bardzo ciekawa opisu współczesności rosyjskiej. I w tym zakresie rzeczywiście było to nowe poznanie.
Natomiast warstwa sensacyjna nie wciągnęła mnie tak, jak się tego spodziewałam.
Pojawiające się wraz z rozwojem akcji coraz to nowe tajemnicze postaci są tak tajemnicze, że w końcu mylą się i nie wiem, kto mówi poszczególne teksty.  Po pierwszych stu stronach poczułam takie zniechęcenie, że przerwałam czytanie i odłożyłam książkę na kilka dni. Później do niej wróciłam i w ciągu kilku kolejnych wieczorów jakoś zmęczyłam całość (ale pod przymusem, bo trzeba oddać).
Nie będę analizować szczegółowo tekstu, bo ta książka mnie znudziła.
Być może nie trafiłam z lekturą w odpowiedni nastrój (swój własny)... być może taki styl pisania to nie moje klimaty...
Nie zarzekam się, że na pewno już nigdy nie sięgnę po kolejną powieść Marininy.
Jednak teraz, po lekturze jednej książki, zupełnie nie mam ochoty na następne.

2 komentarze:

  1. Czytałam pierwszą czyli "Kolację z zabójcą" i ta była dobra.Może dlatego, że prezentowała załogę i samą Anastazję a i intryga nie była zbyt zagmatwana.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile dobrze się zorientowałam, to o "Kolacji z zabójcą" najwięcej napisano na blogach.
      Ja przeczytałam to co się trafiło - wiem, że lepiej byłoby zacząć od początku. :)

      Usuń