niedziela, 2 czerwca 2013

Było... minęło... (12) - "Pan DOREMI i jego siedem córek" w stalinowskich klimatach

Szukając (w myślach i w szafkach) tematu do wpisu związanego z Dniem Dziecka,  spośród wielu książek dzieciństwa wybrałam pozycję nietypową. To książeczka stworzona wspólnie przez dwie wielkie indywidualności: poetycką - Jan Brzechwa i ilustratorską - Jan Marcin Szancer.


Autorzy wprowadzają młodego czytelnika w świat muzyki... I robią to w sposób genialny.
Ja właśnie dzięki tej książeczce poznałam nazwy i wartości nut, zrozumiałam znaczenia włoskich określeń tempa, przyswoiłam wiele podstawowych wiadomości.



O ile łatwiejsze były lekcje gry na fortepianie... jak proste i zrozumiałe gamy i pasaże...


Dobrze nam znany język Brzechwy połączony z ilustracjami Szancera przemówiły do mnie tak sugestywnie, że niewątpliwie był to pierwszy mój krok w stronę zainteresowania muzyką. Krok na drodze do jej rozumienia i przyjemności obcowania z nią. To mi pozostało na całe życie i dziś wybieram stacje radiowe z muzyką klasyczną, uciekając od gadających głów.


Książkę oglądałam i czytałam tak wiele razy, że umiałam jej treść na pamięć. Jednak gdy po latach wyciągnęłam ją z szafki, przekartkowałam i spojrzałam na to wydanie z punktu widzenia dorosłego czytelnika, dostrzegłam jej okropne upolitycznienie. Nigdy wcześniej nie analizowałam tego wydania w ten sposób. Faktem jest, że byłam jej pierwszym czytelnikiem wieki temu i nie rozumiałam podtekstów politycznych.


W treści znajdujemy elementy charakterystyczne dla okresu socrealizmu, wręcz obowiązkowe dla twórców, chcących wtedy wydać swoje utwory. I tutaj jest biedny lud, dobry Chopin pieśni gminnej słuchający,  pieśń buntownicza płynąca z niedoli, junacy i robotnicy śpiewający przy pracy, a nawet Stalinogród na mapie polskich tańców ludów.


I w ten sposób spaskudzono wartościową książkę, skazując ją właściwie na niebyt w innych warunkach ustrojowych. Dziś jest niechlubną pamiątką uległości? lizusostwa autorów?
Nie wiem, w jaki sposób miałabym teraz czytać ją swoim małym wnukom... jak omijać pewne fragmenty bez wyjaśnienia...
Ciekawostką historyczną jest stopka redakcyjna, a w niej między innymi podany dokładny czas cyklu wydawniczego: oddano do składania dn. 9.XII.1953. Podpisano do druku dn. 4.IV.1955. Druk ukończono w maju 1956.
Książka ma nietypowy, duży format: 29x28 cm. Pozostanie w mojej biblioteczce jako pamiątka dawnych czasów, a pewnie jakoś ją wykorzystam, czytając dzieciom w wersji ocenzurowanej. Swoją drogą - kto by przypuszczał...

Jan Brzechwa, Jan Marcin Szancer "Pan DOREMI i jego siedem córek", Nasza Księgarnia, Warszawa 1955

4 komentarze:

  1. jejku haha pamiętam ją, baaaardzo ją lubiłam :) ale sentyment, fajnie ją tu u Ciebie zobaczyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się u mnie szczęśliwie złożyło, że wszystkie książki dzieciństwa pozostały u nas, więc teraz sobie mogę wykopywać z szaf takie pamiątki. :)

      Usuń
  2. Uwielbiam Szancera. Chwała Bogu czasem można kupić "egzemplarz kolekcjonerski", czy reprint książeczki sprzed lat. Dzięki takiemu wznowieniu mamy Lokomotywę w twardej oprawie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam Szancera, to jednoznaczne skojarzenie z lekturami dzieciństwa i stawiam jego ilustracje na pierwszym miejscu. :)

      Usuń