piątek, 21 czerwca 2013

Cierpienia młodego Wintera

Tak jak większość z nas, usłyszałam o serialu zanim go obejrzałam.
Kontrowersyjny film niemiecki "Nasze matki, nasi ojcowie" znalazł się niespodziewanie w programie polskiej telewizji, dając materiał do wielotematycznych dyskusji.
Obejrzałam wszystkie części filmu...
Obejrzałam debatę w studio - swoją drogą fatalnie prowadzoną (jednak dziennikarz powinien dla siebie zachować swoje emocje i swoje zdanie w takim programie, jakkolwiek się z nimi zgadzam). Debatę, która ledwie liznęła ten wierzchołek góry lodowej i zamieniła się w dość chaotyczną wymianę zdań...
Poczytałam opinie w internecie...

Zarówno rozmowa w studio, jak i dyskusje w sieci, nie były mi potrzebne do wyrobienia sobie własnego zdania, bo takie bez problemu wyrobiłam sobie sama.

Mam zbyt jednoznaczny stosunek do tej części niemieckiej przeszłości, żeby jakoś specjalnie ubierać w słowa to, co myślę o filmie. Dlatego tym razem wypowiem się w punktach.
Kolejność, oprócz pierwszego punktu, jest dowolna.

- Czy dobrze, że ten film został w Polsce pokazany?
Dobrze, bo przynajmniej wiemy jakiej opinii w oczach widzów 60 krajów (do których sprzedano serial) możemy się spodziewać.
Dobrze, bo nie będziemy mieć złudzeń, że stosunek Niemców do Polaków jest taki wspaniale poprawny, albo może przyjacielski.

Uważam, że film:
- jest tendencyjny, fałszuje historię, pokazuje jednostkowe zachowania jako ogólną normę
- wybiela Niemców i ich zbrodnie
- przerzuca odpowiedzialność na inne narody
- wzbudza w dalszym ciągu podziw dla niemieckiego munduru i wojska, w stylu "Befehl ist Befehl"
- utrwala złe stereotypy dotyczące Polaków

Film, w mojej ocenie, ma jak najgorszą wymowę polityczną i nie pomoże tu zachwyt jak to dobrze, że Niemcy łaskawie taki film w ogóle zrobili. Gdyby był to kolejny film na ten temat - dwudziesty, czterdziesty... można by zrozumieć krzywdzący obraz akowców, jako marginalną część wojennych postaw.
Ale nie w jednostkowym wydarzeniu filmowym, które przez swoją jednostkowość jest odbierane jako uogólnienie, przekrój całościowy. I z takim przekazem poszło w świat...

W powieści Elżbiety Jackiewiczowej "Pokolenie Teresy" jest pewne zdarzenie, gdy Niemka pomaga Teresie i jej koledze uniknąć łapanki. Oboje młodzi są bardzo zaskoczeni takim zachowaniem się nieznajomej kobiety, a podsumowaniem tej sytuacji jest zdanie, które utkwiło mi w pamięci:
"W każdym narodzie są ludzie i świnie".

3 komentarze:

  1. Niemcy robią sobie naszym kosztem piar.
    Oni dbają o wybielanie swego narodu.
    Nie oglądałam filmu, ale czytałam dobry artykuł w Sieci na temat filmu i tego co my źle robimy w kwestii ukazywania prawdy o tamtych czasach, ewentualnie jak to nieudolnie robimy kierując się poprawnością polityczną, którą Niemcy się nie kierują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze tylko o tym, że przypomniałaś mi bardzo dawno czytane, gdyż w odległej młodości" Pokolenie Teresy"

      Usuń
    2. Nie czytałam tego artykułu, więc nie mogę się wypowiedzieć.
      A "Pokolenie Teresy" mam w domu, chociaż ostatni raz czytałam wiele lat temu.

      Usuń