piątek, 5 kwietnia 2013

W notesie filmowym...

Film to mój drugi, po książkach, krąg zainteresowań.
Interesowałam się historią kina, zebrałam trochę książek i wydawnictw na ten temat. Kupowałam czasopisma ukazujące się kiedyś w Polsce - "Film", "Ekran", "Kino", "Magazyn filmowy".
Od kilku lat coraz rzadziej chodzę do kina (głównie z powodów finansowych), zadowalając się telewizyjnymi projekcjami. Wiem, że w ten sposób muszę zadowalać się tym, co ktoś wybierze do emisji po czasie (nie oglądam nowości) i nie jest to komfort dużego ekranu. Za to mam bezcenny komfort domowego fotela (bez minusów zbiorowego oglądania, o których już pisałam tutaj na blogu książkowym).

Obejrzałam wiele filmów, nigdzie nie zapisując uwag o nich.
Teraz  (lepiej późno niż wcale) postanowiłam to nadrobić.Przypomniała mi się historia pewnej pary małżeńskiej, wieloletnich kinowych widzów. Chodzili do kina prawie codziennie, zapisując kolejne zeszyty tytułami obejrzanych filmów. Ja kiedyś, jeszcze jako nastolatka zapisywałam tytuły oglądanych w telewizji seriali. Cóż to było (kilkanaście, -dziesiąt  tytułów), w porównaniu z oceanem seriali dostępnych  obecnie na równie bezkresnym morzu kanałów telewizyjnych.
Dość wyraźnie mogę nakreślić granicę mojej znajomości kina - to koniec lat 80-tych. Do tamtych lat jeszcze byłam w miarę na bieżąco z tym, co działo się w światowym kinie. Dobra znajomość kina polskiego to była dla mnie sprawa oczywista. A z czasem coraz mniej filmów oglądałam, coraz mniej czytałam na ten temat. Teraz nie mam zamiaru na siłę nadrabiać tamte braki. To jest niemożliwe - tym bardziej, że pewne gatunki filmowe zupełnie mnie nie interesują.

Chcę raczej (w sposób amatorski) zebrać tutaj trochę wiadomości o filmach, serialach, aktorach z minionego i zapomnianego w wielu przypadkach okresu kina i telewizji. Będę pisać o filmach, które widziałam. I o aktorach, którzy przed laty byli tak znani i popularni, że dziś trudno mi uwierzyć jak wielka jest niewiedza młodego pokolenia o nich, o ich dorobku artystycznym. A nawet, co jest szczególnie smutne, nieznajomość ich nazwisk (nawet tych największych polskich gwiazd).
To szczególnie mnie uderzyło ostatnio, gdy jeden z dziennikarzy, prowadzący plotkarski program w telewizji, beztrosko przyznał się, że do czasu emisji serialu o Annie German nie wiedział o jej istnieniu. A wydawał mi się taki inteligenty i oczytany...
Fakt poświęcenia uwagi filmowi, książce lub gazecie nie będzie jednoznaczny z polecaniem go. Po prostu dany film obejrzałam... kiedyś kupiłam książkę o tematyce filmowej, bo w ogóle ukazała się jakaś pozycja na dany temat. A czy teraz jest oceniana dobrze, czy źle, wtedy nie mogło mieć żadnego znaczenia.
Podkreślam amatorskie podejście do tematu, a będzie to także podejście dość luźne. Nie planuję obarczenia się jeszcze jednym obowiązkiem i przymusem spełniania jakichś kryteriów.
To by od razu zepsuło mi humor i zniechęciło do ulubionej rozrywki...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz