środa, 17 kwietnia 2013

"Nadzieja umiera ostatnia" - Halina Birenbaum


To była pierwsza książka dotycząca Holocaustu (wtedy jeszcze nie znałam tej nazwy, chyba nie funkcjonowała w języku polskim - pisano o martyrologii, o zagładzie Żydów), którą przeczytałam jako nastolatka. Była w bibliotece mojego dziadka, obok innych pozycji dotyczących II wojny światowej. Tamto wydanie z 1967 roku jest inne od tego, które teraz posiadam. Wydanie późniejsze zawiera dodaną nową część, zatytułowaną "Wyprawa w przeszłość - Polska 1986" - opis pobytu autorki w Polsce, powrotu po 40 latach...

Czas tamtej lektury miał znaczenie, bo jako nastoletnia czytelniczka szczególnie przeżyłam treść książki. Książki opowiadającej historię dziewczynki, której dzieciństwo i wiek dojrzewania wypadły na czas piekła na ziemi. A ja czytając ją byłam przecież w tym samym wieku. W tamtych latach 60-tych pamięć o wojnie była bardzo świeża - niezależnie od tego czy dotyczyła tragedii Polaków, czy Żydów. Duża część społeczeństwa to byli ludzie, którzy przeżyli wojnę. Mogli o niej opowiedzieć różnie, tak jak różne były ich przeżycia i poglądy polityczne. A my - dzieci tego pierwszego powojennego wyżu demograficznego, dojrzewaliśmy historycznie o wiele szybciej. Dzieciństwo naszych rodziców wypadło właśnie na tamten wojenny czas. Obcowałam z pamięcią tego czasu - z jego patriotyzmem, polskością, ale także podziałami, uprzedzeniami. Jakoś nikogo nie dziwiło, że 12-, 14-latka czyta książki o tematyce wojennej. Bo za trudne? zbyt okrutne? niezrozumiałe? A przecież czytanie o wojnie było tylko jednym z elementów większej całości. Składały się na nią rozmowy-wspomnienia dorosłych, ta prawdziwa część historii. I druga, mniej zgodna z prawdą strona medalu - szkoła, akademie, obchody pamięci, film.

Ja jednak (wtedy podświadomie) już szukałam w opisach tragedii narodów losów jednostkowych, losów zwykłych ludzi wciąganych w tryby machiny zdarzeń. Może to było wynikiem wielokrotnego oglądania rodzinnych albumów ze zdjęciami. Te stare fotografie zatrzymały czas przedwojenny i ludzi, którzy tej wojny nie przeżyli.

"Nadzieja umiera ostatnia" to wspomnienia kolejno z warszawskiego getta i obozów koncentracyjnych, w których autorka książki straciła najbliższych, a sama kilkakrotnie przeżyła własną śmierć.

W przypadku takich wspomnień nie należy pisać streszczeń książek, bardziej lub mniej szczegółowych.
To nic nie daje, bo co wybrać do recenzji? które wydarzenie wyszczególnić?... -  trzeba przeczytać od początku do końca...przebyć całą drogę...

W tej książce bardzo ważny jest dla mnie moment historyczny, w którym powstała. W czasie, gdy opisywane przeżycia są tak mocne, jakby to było wczoraj.
Nie dowierzam wspomnieniom pisanym po wielu latach. Im dłuższy jest dystans czasowy od opisywanych wydarzeń, tym trudniej zachować ich szczerość, prawdę, autentyzm. A gdy jeszcze do wspomnień dopisuje się jakąś ideologię, polityczną otoczkę do późniejszych wydarzeń związanych ze wspomnieniami, to szczególnie mnie zniechęca...

7 komentarzy:

  1. Elu, nawet nie wiesz, jak cieszy mnie to, że przypomniałaś tę niezwykłą książkę. Miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu z autorką, jeszcze niedawno często przyjeżdżała do Polski. Wspaniała postać, a wrażenia z lektury jej wspomnień zostają z czytelnikiem na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, książka nie zastąpi spotkania z autorem.

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą, że we wspomnieniach pisanych po latach brakuje autentyzmu. Pamięć nasza jest zawodna. Mała Halinka Birenbaum zapisywała swoje wrażenia z obozu na skrawkach papieru, a potem na podstawie tych notatek napisała książkę.
    Moje pierwsze książki o obozach koncentracyjnych to "Dymy nad Birkenau" Szmaglewskiej i właśnie "Nadzieja umiera ostatnia". Czytałam je mając kilkanaście lat i bardzo przeżyłam...


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też przeczytałam dużo książek z tej tematyki wiele lat temu. I teraz nie wiem, czy nie zbyt wcześnie je czytałam.

      Usuń
  3. Ja znam Dymy nad Birkenau , myślę, że każdy się z nimi zetknął.
    Natomiast tej książki nie czytałam. Ale przeczytałam dzisiaj świetny historyczny post na - historia i ja...., który wstrząsnął mną do głębi mimo, że przecież to wszystko znam i pamiętam o tym, choćby z Pianisty, ale nie tylko.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio coraz rzadziej sięgam po takie książki, chociaż nie odcięłam się całkowicie od tematyki historycznej. Jednak psychicznie już chyba się wyczerpały moje zapasy wytrzymałości i wrażliwości, trudno mi czytać spokojnie.

      Usuń
    2. Myślę, że bardziej trzeba żyć dla przyszłości nie zapominając oczywiści o przeszłości, ale bez nadmiernego przeżywania tego na co już wpływu mieć nie możemy.)

      Usuń