wtorek, 30 kwietnia 2013

(Nie)boszczyk mąż

Kryminał trochę nietypowy kryminalnie, dlatego nie pojawia się w nim tak kochana przez autorkę milicja/policja.
Na potrzeby aktualnej trójki e-pik wyciągnęłam książkę z półki do ponownego przeczytania, bo mimo, że ją czytałam to niewiele  pamiętam. Niestety, ta powieść należy już do ostatniej, mało atrakcyjnej grupy książek Joanny Chmielewskiej. A są to książki, których treść dość szybko umyka z naszej pamięci. Zapamiętujemy główny motyw, ale niewiele więcej. Przegadane wodolejstwo i strony zapchane mało istotnym dla akcji tekstem (książka liczy sobie 447 stron.) powodują, że czytelnik gubi się w tym morzu słów. A jeśli jest na tyle sprawny umysłowo, że się nie gubi, to grozi mu dość mocne znudzenie.
Tyle minusów, więc dlaczego czytam Chmielewską (wiedząc o nich nie od dziś)? Wyjaśnienie jest proste - tak bardzo lubię wszystko chmielewskie, że jednak czytam... chociaż wiem, że "to nie to", że humor taki sobie, że po raz kolejny się rozczaruję...

"Malwina Wolska siedziała przy oknie w salonie swojego pięknego domu, zapatrzona w potoki deszczu, i obmyślała zbrodnię.
   Długo bardzo ta zbrodnia jakoś nie przychodziła jej do głowy, dopiero teraz nastąpił błysk i okazało się, iż stanowi jedyne rozsądne wyjście. Jasne, oczywiście, tego podleca trzeba po prostu zabić.
   Podlecem był jej mąż"

Malwina, kobieta po czterdziestce, jest klasycznym okazem bezmyślnej "blondynki" z dowcipów. Postanawia zabić męża (bardzo bogatego), który nieopatrznie rzucił słowem "rozwód". W obawie, że ów rozwód będzie dla niej oznaczał nędzne bytowanie, obmyśla sposoby dokonania zbrodni doskonałej. Musi być taka, bo wiadomo, że morderca nie dziedziczy. I wymyśla... co krok to większą głupotę.

Wraz z rozwojem akcji, czytelnika mogą coraz bardziej denerwować główne osoby dramatu (niedoszłego jak nietrudno się domyślić). Mąż i żona, czyli Karol i Malwina. Malwina jest tak głupia i bezmyślna, że ręce opadają. Nie wiem, ile takich egzemplarzy chodzi po ziemi w rzeczywistości - ja nie znam nikogo takiego, ale  pewnie są podobne (albo jeszcze gorsze).
Z kolei Karol to domowy tyran, pan i władca - "ja zarabiam na dom, więc ma być tak jak ja chcę". W dodatku inteligentny złośliwiec, dokopujący żonie na każdym kroku. Co prawda ona nie rozumie jego ciętego języka, ani subtelnych aluzji, więc satysfakcja nie jest pełna. Żona nie jest równorzędnym przeciwnikiem, a chwilami taki partner dobrzy by panu Wolskiemu zrobił na jego rozdęte ego. Młoda siostrzenica żony się nie liczy, chociaż potyczki słowne z nią są miłym urozmaiceniem. Chwilami ma się ochotę uszkodzić takiego typa.
Malwina nie pracuje, jedynym jej zadaniem jest prowadzenie domu i tu, na polu kulinarnym, sprawdza się genialnie. Nie mogąc odmówić sobie rozkoszy podniebienia, jakie potrafi prawie z niczego wyczarować pani domu, oboje małżonkowie w ciągu dwudziestu lat wspólnego obżerania się zdobyli niezły zapas nadwagi.
Wątek kulinarny jest istotny w całej akcji, dlatego książka podwójnie pasuje do kwietniowej trójki e-pik.
Ten temat jest mi szczególnie bliski, bo i gotować bardzo lubię.. i jak najbardziej niezdrowo, ale smacznie... i skończyło się też niechcianymi kilogramami. W tym zakresie świetnie rozumiem bohaterkę.
Ale chyba nie udałoby mi się schudnąć tak cudownie, jak w wersji Joanny Chmielewskiej.

Joanna Chmielewska "(Nie)boszczyk mąż", KOBRA, Warszawa 2002

14 komentarzy:

  1. Mimo, że to jedna z późniejszych książek Chmielewskiej, to jest to dobra, przyjemna lektura, a Malwina jako właśnie bezmyślna blondynka świetna - jej rozterki bawiły mnie momentami do łez:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też w kilku momentach uśmiałam się szczerze - na przykład wizyta podchmielonej Malwiny w kasynie i perypetie toaletowe to taki fragment. Oczywiście nie można traktować tej powieści poważnie, tylko podejście jak do komedii da przyjemną lekturę. :)

      Usuń
  2. Niby nie przepadam za tego typu książkami, ale akurat tę przeczytam bardzo chętnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam wyżej - trzeba podejść do tej książki z przymrużeniem oka. :)

      Usuń
  3. Mnie z kolei, przy wyzwaniu kwietniowym, przypomniały się Boczne drogi tej samej autorki - też pasujące poniekąd do obu kategorii (kryminalnej i kucharskiej) - tam z kolei była wspaniała scena, gdy Joanna w celu ugłaskania pewnego meżczyzny, ponoć przepadającego za podrobami, przyrządza kotlety z krowiego wymienia :) Boskie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak poszukać dokładniej to jest jeszcze kilka innych, pasujących podwójnie do tego wyzwania, z ostatnich chociażby "Depozyt".
      A wątek z wymiączkiem - zgadzam się, cudny! W naszym domu stał się "kultowy"i wszedł do naszego języka (przy okazjach kuchennych) :)

      Usuń
  4. Mam wrażenie, że coś kiedyś Chmielewskiej czytałam, ale jeżeli nawet tak, to musiało to być baaaardzo dawno. A dzisiaj jakoś mnie do niej nie ciągnie, ale może się przemogę.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie powinnaś się zmuszać w przypadku powieści z ostatnich lat. To powszechne odczucie, że są coraz słabsze. Ale te początkowe: "Wszyscy jesteśmy podejrzani", "Całe zdanie nieboszczyka", "Lesio", "Wszystko czerwone" to najlepsza klasyka Chmielewskiej.
      Ja jestem nieuleczalną fanką, więc przeczytałam prawie wszystkie :)

      Usuń
  5. Ponieważ zgadzam się z Twoją recenzją w całej rozciągłości:)), ze szczególnym uwzględnieniem drugiego akapitu oraz z zaakcentowaniem akapitu trzeciego, zapytam tylko, czy to jest ta książka, w której ktoś (Malwina?) wygląda jak ludzik Michelina? Jeśli tak, to i tak wydaje mi się, że z serii pt. "Chmielewska ma się coraz gorzej", jest to jeden z lepszych książkowych przypadków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląd Malwiny jest porównywany do różnych dużych zwierząt, ale jakoś nie zapamiętałam ludzika Michelina. Chyba, że to Twoje własne określenie dla takiej zapasionej grubaski?
      Ja po prostu jestem rozpuszczona wspaniałymi książkami z początków chmielewskich, więc tak marudzę nad spadkiem formy. Tych już naprawdę ostatnich kilku książek nie czytałam, po mało zachęcających recenzjach. No i sam tytuł "Gwałtu" mnie odrzucił.

      Usuń
    2. Ja 4-5 najnowszych też nie czytałam i nie żywię z tego powodu żalu. W wolnej chwili (czyli nieprędko) sprawdzę tego ludzika, bo będzie mnie męczyło. To nie jest moje sformułowanie, na pewno w którejś w miarę nowej Chmielewskiej było użyte w odniesieniu do wyglądu którejś z bohaterek. Pamiętam, że bardzo mnie wtedy rozbawiło i pozytywnie nastawiło do całej książki.

      Usuń
    3. A... to pewnie Ci chodziło o Białą Glistę ("Wszystko czerwone"). Od razu o niej pomyślałam, ale skoro była mowa o Malwinie to nie pisałam.

      To chyba o ten fragment Ci chodziło: " Biała Glista miała na sobie obcisłe spodnie i równie obcisły sweterek, co, razem wziąwszy, nadawało jej wygląd osoby ubranej w dobrze nadęte dętki samochodowe i stanowiło widok napełniający rozkoszą duszę każdej kobiety" :)

      Usuń
    4. Ależ wcale nie chodziło mi o Białą Glistę!:) "Wszystko czerwone" to dla mnie książka kultowa (choć głównym obiektem kultu jest raczej pan Muldgaard) i niczego z nią nie pomylę. Ale masz rację, ten fragment podobny.
      Przekartkowałam swojego "Nieboszczyka męża" - to faktycznie chyba nie w tej książce. Choć przy okazji odkryłam, że Chmielewskiej najwyraźniej spodobało się to porównanie, bo na stronie 430 też pada stwierdzenie (wygłoszone przez Malwinę, tonem raczej rozpaczliwym): "Bo ja jestem reklama Michelina! Ten taki bałwan pokawałkowany!"
      Mi chodzi jednak o całkiem innego bałwana, choć w tym samym kontekście. Nic to, może kiedyś mi się przypomni, gdzie to było:)

      Usuń
    5. Pan Muldgaard jest cudny, wiadomo!
      Tak myślę o jaką inną książkę chodzi, mam prawie wszystkie i chcę o każdej napisać na blogu, więc mam nadzieję, że trafię. W tej chwili jakoś nie kojarzę.
      W każdym razie - jak znajdę, dam znać :)

      Usuń