poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Bizneswomen Dulska - ocena subiektywna.

Poniższe moje uwagi dotyczące nowej realizacji "Moralności pani Dulskiej" są wyłącznie moimi subiektywnymi odczuciami. Nie będzie wielkiej analizy, dogłębnej krytyki, szczegółowego omawiania. Po prostu uwagi "z fotela przed telewizorem". Nie pretenduję tym tekstem do gatunku recenzji teatralnych -  ktoś może powiedzieć, że nie mam racji., że się nie znam, że nie rozumiem, że jestem z minionej epoki.

Zapowiedzi premierowego spektaklu Teatru Telewizji tej naszej klasyki już wywołały we mnie pewien niepokój - co też dziwnego i awangardowego zaserwuje nam reżyser i z jakim skutkiem?
I wcale to nie były bezpodstawne obawy. Nowa odsłona sztuki, której tekst mam w swojej biblioteczce, znam go dobrze i widziałam kilka różnych realizacji - rozczarowała mnie na całej linii.

Właściwie mogę w jednym zdaniu wyrazić swoją opinię:  nużąco, nieciekawie, ledwo letnia temperatura emocji, pozbawienie właściwego ciężaru gatunkowego podstawowych problemów  sztuki poprzez wprowadzanie scenografii  współczesności.

Jestem zwolenniczką wystawiania sztuk w konwencji, w jakiej tekst został napisany, z zachowaniem klimatu poprzez scenografię zgodną z jego treścią. Wiem, to konserwatywne, może anachroniczne. Są sztuki uniwersalne, dające możliwość nowoczesnej realizacji. Jednak nie trzeba każdego tekstu na siłę uwspółcześniać.  A to z tego prostego powodu, że nie wszystkie problemy są ponadczasowe tak, jak się niektórym wydaje. Romeo i Julia  XXI wieku? jak najbardziej. Los służącej z nieślubnym dzieckiem współcześnie? jaka skala problemu w porównaniu z obyczajowością tamtych czasów? Dziś nie ma już takiej wymowy moralnej, takiego skomplikowania.
Zabieg podsunięty widzowi łopatą, mający pomóc "zrozumieć" (bo przecież teraz widz karmiony papką sam nie myśli), dał niezamierzony skutek. To dla mnie strzał kulą w płot. Pojawiające się współczesne gadżety, elementy scenografii, stroje i fryzury przeniosły problematykę do współczesności, gdzie tak problematyczne owe sprawy nie są. A cięcia w tekście? - nie wiem po co. 

Do tego gra aktorów - taka sobie. Najmniej pretensji można mieć do Roberta Więckiewicza, wiadomo dlaczego. Wrzeszcząca i miotająca się siostrzyczka była mocno denerwująca. Zbyszko - jakby jeszcze przebywał w sali samobójców. A sama pani Dulska? Nerwowe wycieranie szybek w kredensie, to gesty jakby mimowolne, w oczekiwaniu na możliwość wyjścia z domu. Niech tu się sprawa szybko wyjaśni i załagodzi, bo pani domu śpieszy się do pracy... hotel 52 czeka...

2 komentarze:

  1. Nie oglądałam, ale niestety tak mam, że później zawsze porównuję z tym co oglądałam przed laty i nowe mnie nie zadowala.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też porównuję i nie odrzucam tylko dlatego, że jest nowe. Ale jak mi się nie podoba, to nie udaję, że jest inaczej... bo coś jest modne, trendy, albo jeszcze inaczej. Nie lubię snobizmu i owczego pędu.

      Usuń