poniedziałek, 25 marca 2013

"Art of Freedom"



Zwycięska na szczycie, a tragiczna w powrocie ostatnia wyprawa polskich himalaistów rozgrywała się prawie na oczach widzów. Uczestniczyliśmy godzina po godzinie w kolejnych częściach scenariusza życia - w radości zdobycia szczytu, w schodzeniu do bazy, w oczekiwaniu na powrót wszystkich uczestników, w coraz większym niepokoju... wreszcie w tragicznej prawdzie otrzymując komunikat o zakończeniu wyprawy.

Jestem przeciwna takim medialnym spektaklom, w których jest bardzo cienka granica rzetelnej informacji  i taniej pogoni za sensacją. A cóż się lepiej sprzedaje, niż śmierć na ekranie?

Nie wiem, czy to dobrze dla odbioru samej idei wypraw, takie wyrywkowe  medialne przekazy, spłaszczające problematykę. Szczególnie dla widza, który niewiele wie o tym, jak wygląda rzeczywistość tam... na wysokości kilku tysięcy metrów. Jaki jest człowiek w ekstremalnych warunkach, co jest tam ważne, co może wpłynąć na ludzkie życie...
I nawet komentarze do aktualnych wydarzeń i wypowiedzi doświadczonych himalaistów nie za bardzo w tym pomagały. Chwilami wydawały się okrutne, gdy w wyważonym i spokojnym tonie ktoś mówił o ratowaniu swojego życia i pozostawieniu kolegi na pewną śmierć, bo warunki nie pozwalały na nic więcej.
Trudno jest zrozumieć takie chwile, gdy samemu nie odczuje się fizycznie słabości ludzkiego organizmu w zderzeniu w bezwzględnością  natury. To taka sama sytuacja, gdy czytamy o cierpieniach Polaków wyrzuconych  z pociągów na Syberii na pewną śmierć. Nawet samo odczuwanie przez nas mrozu w ostatnich tygodniach zimy w Polsce nie daje najmniejszej możliwości zrozumienia takich okrutnych warunków.

TVP Kultura pokazała w ubiegłym tygodniu film o naszych himalaistach : tutaj
Po jego obejrzeniu zrozumiałam o wiele bardziej, czym była w czasach minionego ustroju miłość polskich himalaistów do tych wysokich gór. Skąd się brała ta niezwykła pasja, dążenie do uczestnictwa w tym ryzyku najwyższego stopnia.
To nie znaczy, że im zazdroszczę tego akurat kręgu zainteresowań. Nie, nigdy mnie nie ciągnęło do gór. Nawet nasze polskie oznakowane ścieżki, prowadzące od Zakopanego, nie pociągały mnie za bardzo. Zawsze wolałam spacery morskim brzegiem niż pchanie się pod górę, bez  szerokich widoków aż po horyzont...

3 komentarze:

  1. Każde wyprawa ma niestety wpisane ryzyko śmierci, a góry, te wysokie, pochłonęły już wielu śmiałków. Tym razem pochłonęły kolejne dwa istnienia. Po prostu żal.)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też widziałam ten film i bardzo mi sie podobał. Zrozumiałam więcej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja w sprawie ostatniego zdania. Można nie lubić gór, ale akurat widoki po horyzont tam są. A horyzont jest dużo dalej niż nad morzem i widoki bardziej różnorodne. Dla mnie to wystarczająca rekompensata za zmęczenie przy wchodzeniu.

    OdpowiedzUsuń