niedziela, 3 lutego 2013

Mój blog amatorski... (co gorsze - dobrze mi z tym)

Mój blog to po prostu blog amatorski. 
Dla mnie, jako jego autorki, to rodzaj hobby zupełnie jak szydełkowanie. 
Język, jakim się posługuję, jest słaby stylistycznie, sądy dość prymitywne, a lektury przypadkowe.


Wstawię sobie takie motto w nagłówku - ku pamięci, jako jedyną reakcję po lekturze pewnego artykułu o blogowych kompleksach, amatorszczyźnie i innych naszych błędach i wypaczeniach.
Nie podaję linka (i tak pewnie wiecie), bo nie mam zamiaru napędzać nowych czytelników autorce tego żałosnego pseudointelektualnego tekściku - to tak w atmosferze szydzenia ze stosiku.
A jeszcze ktoś by się naprawdę przejął i zdenerwował bredzeniem profesjonalnej krytyczki.

PS I jutro przy świetle dziennym, jak najszybciej zrobię zdjęcie jakiegoś mojego stosiku/stosika (a co tam, wszystko jedno, przecież blogerzy nie umieją pisać poprawnie) książkowego. To tak w ramach poparcia i zaistnienia przy jednej z frakcji blogosfery. Dotychczas bowiem nie pokazywałam stosików, więc byłam w tym drugim odłamie.

13 komentarzy:

  1. Ja jestem w tej frakcji stosikowej;)
    Tak zastanawiam się, czy równie zmasowane ataki kierują się na blogi szafiarskie czy kulinarne. Może ktoś ma kompleksy wobec czytających blogerów? Taka pani krytyk na przykład...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie nie "może", ale "na pewno" ma kompleksy właśnie ta profesjonalna krytyczka.
      Dodatkowo rodzaj zdjęcia autorki wskazuje na szukanie taniego poklasku za pomocą biustu.
      Jak w niektórych kulinarnych blogaskach, gdzie przepis zachęca gołymi piersiami autorki bloga nad mielonym kotletem lub innym sernikiem
      Pytasz o blogi kulinarne - mogę coś na ten temat powiedzieć, bo jestem w kulinarnej blogosferze już prawie 5 lat i niejedno widziałam (hohoho :))
      Ogólnie sami blogerzy ostatnio prowadzą wojnę na słowa (między sobą), oskarżając się o sprzedajność słowa i nieuczciwość w reklamowaniu produktów, rzucanych przez producentów jak ochłap. Kto pisze o wspaniałym smaku chińskiej zupki z torebki jest już zakwalifikowany do grupki żebraczej. Im wystarczy rzucić darmowy sos w słoiku, albo kilka galaretkę i już producent mam darmową reklamę idioty blogera.
      A już pisanie przez znaną blogerkę tekstów do darmowej gazetki sieciówek dyskontowych, to dopiero wstyd i obraza boska! prawie kamienują.
      Ja nie oceniam, każdy na swoim blogu robi co chce, ale ja osobiście nienawidzę reklam, więc od takich praktyk się odcinam.

      Usuń
  2. Myślałam, że amatorów-blogerów książkowych i zawodowych krytyków literackich łączy po prostu miłość do książek... Jestem także tym tekstem krakowskiej krytyczki zdegustowana...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja prywatnie nigdy nie posądzałam zawodowych krytyków o miłość do książek - niestety.
      Ich teksty zawsze były tak napuszone, wywindowane na szczyty intelektu, że aż nie do czytania przez zwykłego śmiertelnika. Tu nie widzę płaszczyzny porozumienia z blogerami.

      Usuń
  3. Też na początku nie byłam we frakcji stosikowej. Zresztą do dzisiaj słowo stosik budzi mój niesmak jako słowo. Bo fotki wstawiam i mam w nosie co o mnie myślą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się - "stosik" stał się synonimem infantylnego czytelnictwa. A to przecież tylko zwykłe zdrobnienie.

      Usuń
  4. Dołącz konieczni i pokaż, chętnie przeglądnę, a może i skorzystam z podsuniętego w ten sposób tytułu.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja by nie "razić" gustów co niektórych używam słowa nabytki książkowe, a nie stosik, a pokazuję stosiki, a co mi tam.)

      Usuń
    2. Właśnie zrobiłam zdjęcie i będę pokazywać :)

      Usuń
  5. Ja tam jestem we frakcji stosikowej. Kocham przeglądać też u innych, więc artykuł mnie generalnie rozśmieszył swoim pomysłem na podział blogosfery. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na szczęście też tylko rozśmieszył - dobrze, gdy potrafimy nie przejmować się głupotą.:)

      Usuń
  6. Wiesz, czytałam ten tekst i w pierwszym odruchu go po prostu zlekceważyłam. Teraz jednak jest mi trochę przykro, ale w sumie z różnych powodów. Mój bloga jest wielotematyczny, ale literatura zajmuje w nim 80%. Nigdy nie będę sławna, bogata i rozchwytywana dzięki nemu, ale daje mi niesamowitą satysfakcję, że ludzie mnie czytają i dostaję pozytywne komentarze i maile. I to jest miód na moje blogerskie serduszko.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niech Ci nie będzie smutno, bo taka pisanina nie jest tego warta.
    Każda z nas przechodzi swoistą szkołę życia sieciowego i im szybciej nabierzemy dystansu do internetu, tym lepiej dla naszego zdrowia psychicznego :)

    OdpowiedzUsuń